Archiwa tagu: Żal

Nie tak miało być

Stop wariatom sieciowym. To właśnie przychodzi mi do głowy, gdy pomyślę o moim ponad rocznym pobycie na pl.wordpress.com. Nie przyszłam tu bynajmniej po to, aby krytykować innych blogerów czy ich komentatorów. Samo wyszło. Sieciowe życie nie spełniło moich oczekiwań, a nie były one wcale zbyt wygórowane — trochę normalności w tym blogowym szaleństwie.

Z drugiej strony, nadal tu piszę.

świąteczne świece

You Only Live Twice

Wczorajszy telewizyjny „Bond” przypomniał mi najbardziej lubianą przeze mnie piosenkę z całej serii – „You Only Live Twice” Nancy Sinatra.

Utwór przywołuje tęsknotę za tym, czego nie było. Za tym, czego nie było, a co mogłoby być piękne. Tymi związkami uczuciowymi, które się nie zdarzyły, a raczej zdarzyły się tylko gdzieś w eterze myśli… Czy warto ich żałować, skoro najpiękniejsze miłości to podobno te, które nigdy się nie spełniły?

Żyje się tylko dwa razy. Ciągle nie wiem, czy gdzieś jest ktoś, dla kogo będę żyła w tym drugim życiu. Bo to życie jest już tylko dla mnie.

Nancy Sinatra „You Only Live Twice” (1967)

Następnego dnia

Gdy nagle odeszli, wszystko się zmieniło. Nic nie jest takie jak przedtem. Jakaś cząstka naszego wnętrza odeszła wraz z nimi. Żyjemy w istocie głównie poprzez innych; sami w sobie niewiele znaczymy. Poza ich nieobecnością, najgorsza jest niemożność wypłakania się, zrzucenia z siebie ciężaru i żalu. Wszystko pozostaje wewnątrz, i będzie przytłaczać aż do końca.

(Tekst z 6 listopada ubiegłego roku.)

Samuel Barber „Adagio for Strings” (1938)

Żałość

Już od dawna żadna sztuka telewizyjna nie wzruszyła mnie tak jak ta. „Rodzinny show” Petera Quiltera w reżyserii Macieja Pieprzycy. Globisz grał o wiele lepiej niż Stenka, która właściwie jest nijaka. Globisz był doskonały, bo on przecież jest, nie gra.
***
Danuta Stenka śpiewała to w spektaklu…

Simon and Garfunkel „Scarborough Fair” z filmu „Absolwent”

Śmierć

Gdy nagle odeszli, wszystko się zmieniło. Nic nie jest takie jak przedtem. Jakaś cząstka naszego wnętrza odeszła wraz z nimi. Żyjemy w istocie głównie poprzez innych; sami w sobie niewiele znaczymy. Poza ich nieobecnością, najgorsza jest niemożność wypłakania się, zrzucenia z siebie ciężaru i żalu. Wszystko pozostaje wewnątrz, i będzie przytłaczać aż do końca.