Archiwa tagu: Wulgarność

Opowiedz mi o tych złych ludziach

W „Interwebsie” nic nowego. Nadęcie, lans, czy wulgarność, co niektórych znowu wywołuje u mnie zdziwienie i zniesmaczenie. „Lolcat” by się uśmiał albo by się rozpłakał.

Bo twardym trza być, nie mientkim… Nie pamiętam, kto i gdzie to powiedział. Jestem całkiem twarda, może nawet już skamieniałam, co nie znaczy, że nie zamierzam walczyć z prostactwem w sieci. Zamierzam, w miarę swoich możliwości, choć nie wiem jeszcze, w jaki sposób.

Kot i kryzys

Kot i kryzys

more animals

Skoro kryzys jest tak wielki, jestem gotów zrezygnować z moich wizyt u weterynarza, aby zaoszczędzić pieniądze.

Moje resentymenty

Są ludzie, którzy mimo że czasami używają w stosunku do bliźnich wulgarnych, czy szorstkich, słów, zupełnie nie mają w sobie jadu i niechęci do drugiego człowieka, jakie niejednokrotnie wyczuwam u innych, którzy uważają się za lepszych od nich. Są lepsi w swoim własnym mniemaniu; ich mowa jest ugładzona i śliska, a emocje schowane albo zafałszowane.

Ci „gorsi” są jacy są. Zdarza się, że brzydko się wyrażą, ale charakteryzują się otwartością, dystansem i brakiem zawiści. Ci „lepsi”, z pozoru grzeczni, układni, poprawni i tolerancyjni, w rzeczywistości są nienawistni, zjadliwi, nadęci i zadufani w sobie. Kto miał do czynienia, ten wie. Nie cierpię tego typu ludzkiego i nie tęsknię za kontaktem z nim. A jak napotkam, staram się tępić zanim on mnie nie wytępi.

W odniesieniu do relacji z taką toksyczną osobą nie da się zastosować powiedzenia: „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, bo ten typ nie zabijając, potrafi zatruć na długo, i jednocześnie nie jest podobny do leku homeopatycznego, który najpierw trochę podtruje, ale potem pomaga.

Kraftwerk „Trans Europe Express” (1977)

Odmienność

„To bezwzględny syn suki, która ponoć we wrześniu zdechła.” (by P7). Ta wypowiedź dotyczy człowieka, co gorsza jednego z blogowych znajomych autora owego zdania. Na szczęście zbulwersowała nie tylko mnie. Dobrze by było, aby poruszyła także ludzi, którzy niedawno robili mi niejakie wyrzuty, że nie umiem się dostosować do swoistego, niby żartobliwie intelektualnego klimaciku, panującego na blogach tego wulgarysty.

Atmosfera tam dominująca nie jest ani żartobliwa, ani intelektualna, jest natomiast sadystyczno-głupawo-chamska, a współtworzą ją ślepo zapatrzone w głównego bohatera kobietki, i nie tylko kobietki.

AC/DC „Highway to Hell” (1979)