Archiwa tagu: Wszechświat

Gabriel Celaya pisze o świecie

Język kosmiczny

Wszyscy ze wszystkimi: sosny szepczą z morzem,
świerszcze z galaktykami, klacze z wiatrem południowo-wschodnim,
morska bryza z tym, co w niej milknie, chmury — ze wszystkim co lata.
A człowiek, niebaczny, wciąż tylko mówi do samego siebie.
Co mówi złoto do kryształku jodu? Co chce ważka przekazać bykowi?
O czym liczby rozprawiają z niebem? O czym muzyka z nocą?
Wszyscy jesteśmy cząstkami jednej tajemnicy.
A człowiek, niebaczny, wciąż tylko mówi do samego siebie.

Kolory

Szafir wśród czerni, srebro w głębi nocy,
a w szmaragdową zieleń i w różowość lata
wdziera się złoto, prześlizgując w fiolet.
Płomień żółci i niewiarygodna biel,
z której wybiega chybotliwie tęcza.
Lecz poza oczywistością wszystkich tych kolorów
czyja obecność się tai? Bo rzeczywistym, bez wątpienia,
musi być niewidzialne, co każe mi widzieć.

/napisał Gabriel Celaya; z tomu „Penúltimos poemas” (1982)/
/z hiszpańskiego tłumaczyła Krystyna Rodowska/

Rene Magritte - "Medytacja" (1936)

Rene Magritte – „Medytacja” (1936)

Po trzęsieniu ziemi w Lizbonie

Świat trwał.
Jako wypadkowa astrologicznego fatum
i entropicznego chaosu.
Dynamiki newtonowskiej
i mechaniki kwantowej.
Wolnej woli i przymusu genetycznego.
Z Bogiem czy bez.
Niewzruszony.

***
Trzęsienie ziemi w Lizbonie miało miejsce 1 listopada 1755 roku o godzinie 9.40 rano; pozostawiło po sobie niemal zupełnie zrujnowaną Lizbonę oraz zniszczoną większą część południowego wybrzeża – aż do Algarve. Bezpośrednio po trzęsieniu ziemi wystąpiło zjawisko tsunami. Fale tsunami, według późniejszych obliczeń, mogły osiągać wysokość do 20 metrów. Na obszarze niedotkniętym przez morze szalały setki pożarów. Katastrofa pociągnęła za sobą ok. 100 tys. ofiar śmiertelnych.

Było to jedno z najtragiczniejszych (pod względem liczby ofiar) trzęsień ziemi w historii ludzkości. Współcześni nam geolodzy obliczają, że trzęsienie ziemi w Lizbonie miało natężenie 9 stopni w skali Richtera. Jego siła była tak wielka, że odczuwali je również mieszkańcy dalekiej Wenecji, co w swych pamiętnikach odnotował Giacomo Casanova.

Po tym kataklizmie Wolter sformułował słynne pytanie: ‚Dlaczego Lizbona?’, które zawarł w swoim ‚Poemacie o trzęsieniu ziemi w Lizbonie’. Wywołało ono polemikę i wymianę korespondencji między Wolterem i Janem Jakubem Rousseau.”

Wikipedia: Trzęsienie ziemi w Lizbonie

Entropia – termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym. Entropia jest miarą stopnia nieuporządkowania układu. Jest wielkością ekstensywną. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie. Pojęcie entropii wprowadził niemiecki uczony Rudolf Clausius.”

Wikipedia: Entropia

Trzesienie ziemi w Lizbonie, grafika

Trzęsienie ziemi w Lizbonie w 1755

W cieniu Boga

Teza,  że Bóg istnieje jest tak samo oczywista i prawdziwa jak teza, że Bóg nie istnieje. Ten paradoks to konsekwencja braku niezbitych dowodów na istnienie bądź nieistnienie pra-elementu boskiego w tym, co postrzegamy jako Świat. Wobec takiego stanu rzeczy, jedni wierzą, inni nie wierzą. I jak na razie mamy wolność wyrażania swojej wiary czy niewiary. Można też założyć, że wiara „stwarza” Boga, czyli że im więcej ludzi wierzy, tym więcej jest tego Boga w sercach i umysłach ludzi a poprzez to w całym świecie. Nie wiem tylko, czy w ten sposób ludzkość będzie mogła zbliżyć się do Boga sensu sticto, czyli tego, którego istnienie czy nieistnienie nie jest jeszcze dowiedzione.

Abstrahując od tej hipotezy, niczego nie wiemy na pewno. Albo nasze możliwości postrzegania i poznania są ograniczone permanetnie, albo jeszcze nie doszliśmy do punktu, w którym odkryjmy to, co ukryte, czyli Boga lub jego brak. Nie wierzę w moment odkrycia braku Boga. To byłoby nielogiczne. Nie można odkryć braku czegoś, czego nie znamy, o czym nie mamy wyobrażenia, więc ten moment po prostu nie nastąpi. Albo odkryjemy Boga, albo nic nie odkryjemy. I chyba nie ma prawdziwych ateistów wśród ludzi rozumnych. A logiczną konsekwencją takiego Momentu Odkrycia będzie bądź koniec świata, bądź tylko koniec tego świata, który znamy. Może więc lepiej nie odkrywać? A może wręcz przeciwnie – koniecznie trzeba to odkryć, aby poznać inne, lepsze życie. A może Bóg sam steruje procesem odkrywania, i to On zdecyduje, kiedy nastąpi ta chwila prawdy? A może każdy będzie miał swoją osobistą chwilę prawdy?

Wschód Księżyca nad Obserwatorium Lick - foto

Wschód Księżyca nad Obserwatorium Lick / źródło: APOD

Ateiści błądzą, agnostycy mniej

Nie trzeba długo szukać, by spotkać ludzi agresywnie i naiwnie propagujących ateizm, takich, którzy zachłysnęli się antyteistycznymi poglądami Richarda  Dawkinsa.

Ewolucja, dobór naturalny, geny. Wszystko racja. Memy? Nie. Tu już zaczyna się fantazjowanie u Dawkinsa – cała nieudowodniona teoria memetyki.

Ale wiara w teorię ewolucji nie wyklucza wiary w Boga. Jakiś inteligentny byt transcendentny wprawił kiedyś w ruch ten mechanizm ewolucji. Wymyśliłam to sobie. Prawdopodobnie wiele innych osób też to sobie „wymyśliło”. Niemniej doszli do tego także naukowcy – fizycy, astrofizycy, kosmolodzy. To, co każdy rozsądny człowiek przeczuwa, wyjaśnia zasada antropiczna. Oto fragmenty pracy pt. „Zasada antropiczna a kosmos” autorstwa profesora Jerzego Sikorskiego z Instytutu Fizyki Teoretycznej i Astrofizyki na UG:

„Przez około 500 lat nowożytnej historii nauki uważano, że zasadniczym celem nauk przyrodniczych jest rozpoznawanie podstawowych praw rządzących otaczającym nas światem.”

„Jest jednak kilka podstawowych pytań, na które nauka — jak dotychczas — nie próbowała odpowiedzieć. Pytania te brzmią — dlaczego prawa te są takie jakie są, skąd się wzięły i czy ewentualnie mogłyby być inne.

„Człowiek wykształcony stosunkowo łatwo potraktuje opis stworzenia w „Genesis” jako pewną metaforę i przyjmie opis ewolucji świata dawany przez współczesną kosmologię, geologię i nauki biologiczne, lecz fundamentalne pytania o pochodzenie praw przyrody oraz o sens i cel istnienia pozostają dla niego niezgłębioną tajemnicą. Jednak nawet na obszar tych pytań zaczyna powoli wkraczać współczesna fizyka. Są to dopiero pierwsze i dość jeszcze nieporadne kroczki, ale — gdy przypomnimy sobie historię — to tak było za każdym razem, gdy nauka zaczynała penetrować nowy obszar.”

„Każdy z nas, bez względu na obecną profesję i zakres wykształcenia, przypomina sobie zapewne ze szkolnych lekcji fizyki, że w omawianych teoriach fizycznych występowały tzw. podstawowe stałe, takie jak np. stała grawitacji, prędkość światła, stała Plancka, elementarny ładunek elektryczny i jeszcze kilkanaście innych. Zwykle zebrane były razem gdzieś na końcu podręcznika i można było odczytać tam ich wartości liczbowe. Nie zwracało się natomiast szczególnej uwagi na fundamentalny fakt, że te wartości liczbowe stałych nie wynikają z żadnej teorii fizycznej, lecz są rezultatem pomiarów. Żadna teoria nie przewiduje ile ma wynosić prędkość światła czy stała grawitacji i dlaczego wynosi akurat tyle, ile wynosi. Na szczęście już od kilku ostatnich dziesięcioleci zaczęto wśród fizyków stawiać sobie takie pytanie. Mało tego, zaczęto poszukiwać odpowiedzi na pytanie, a co by było, gdyby tak wartości tych stałych trochę pozmieniać.”

„Krótko mówiąc, dostrojenie tych około dwudziestu stałych fizycznych wydaje się dość sztywne i nie pozwalające na żadną niemal dowolność. W przeciwnym razie otrzymujemy świat, w którym nie ma miejsca na znany nam obraz z gwiazdami, planetami, pierwiastkami, chemią organiczną, życiem biologicznym, nie ma wreszcie miejsca dla nas samych. Wygląda więc na to, że prawa fizyki zostały niejako dopasowane do tego, abyśmy w ogóle mogli zaistnieć. Z tych rozważań i rezultatów wziął się pewien program intelektualny zwany zasadą antropiczną.

„Nauka nie mogła tak całkiem zignorować otrzymanego rezultatu. Jakoś należało się do tego ustosunkować. Próbowano oszacować szansę czysto przypadkowego doboru takiego zestawu stałych fizycznych, który warunkuje znaną nam postać świata. Niezależnie od podejścia do tych oszacowań, otrzymywano prawdopodobieństwo tak absurdalnie małe (rzędu 10–230), że praktycznie nie nadające się do żadnych sensownych rozważań.”

„Nieskończona gęstość nie ma przecież fizycznego sensu. L. Smolin, odwołując się do pewnych wstępnych rezultatów i prób kwantowej grawitacji, sugeruje, że osobliwość taka jest początkiem nowego Wielkiego Wybuchu i generuje nowy wszechświat — „wszechświat niemowlęcy”. Oczywiście ów nowy Wielki Wybuch nie zachodzi w naszej przestrzeni lecz tworzy nową własną czasoprzestrzeń, w której ewoluuje nowy wszechświat. Jego dalsza ewolucja przebiegać już może mniej lub bardziej podobnie do znanego nam standardowego scenariusza. Tak więc, według tej śmiałej hipotezy, czarne dziury, te sarkofagi umierających gwiazd, byłyby kolebkami nowych światów. Także nasz wszechświat byłby światem potomnym wygenerowanym przez zapadającą się czarną dziurę w innym, macierzystym względem niego, wszechświecie. Czyż nie fascynująca odpowiedź na często zadawane pytanie — „co było przed Wielkim Wybuchem?”

galaktyka nieregularna NGC55
źródło

Ciemna energia

Według osób dobrze poinformowanych ciemna energia rozsadzi kiedyś ten świat (Will the Universe End in a Big Rip?). Za kilka miliardów lat. Już w liceum, na fizyce, powiedziano mi, że próżnia nie jest całkiem próżna, i że coś tam jest w niej jeszcze. To coś okazało się być „ciemne”. Fizykę miałam poszerzoną (więcej godzin) i astronomię przez rok. Nie wszystko jednak rozumiałam z tych nauk. Niemniej szanowałam je; wiedziałam, że nie ma prawdziwej wiedzy o świecie bez znajomości nauk ścisłych. Przekonał mnie do tego nauczyciel fizyki. Dziś jeszcze bardziej jestem o tym przeświadczona i przeglądam czasami kosmologiczne wieści.

Kosmos mnie nie przeraża. Ani ogromem, ani tajemniczością, ani poddawaną w wątpliwość nieskończonością. Czasami napawa mnie optymizmem. W końcu to jedyny naprawdę objawiony Bóg.

galaktyka i gwiazda supernowa, fotografia
jedna z galaktyk i supernowa. / żródło: APOD