Archiwa tagu: Róża

Stare polskie filmy

Polskie kino z czasów PRL-u, zwłaszcza lata 50. i 60. Człowiek myśli, że wszystko już widział, a nawet jeśli nie widział, to mniej wiecej wie czego może się spodziewać, aż raz na jakiś czas obejrzy tak zaskakujący, czy dziwaczny, film, że szczęka opada.

Na przykład, „Ubranie prawie nowe” (1963) Włodzimierza Haupe’go, według opowiadania „Róża” Jarosława Iwaszkiewicza, wydanego w roku 1946. Film psychologiczno-obyczajowy, może trochę skażony wrogim podejściem ówczesnej władzy Polski do czasów przedwojennych, tak jak i opowiadanie Iwaszkiewicza zapewne, gdyż Iwaszkiewicz był współtwórcą dialogów do filmu. Tak więc film może trochę „przesadzony”, ale to kto wie, jak było przed wojną, bo przedstawione są czasy przedwojenne.

Kino nie służy jednak odwzorowywaniu rzeczywistości czy pouczaniu. Tworzy nowe rzeczywistości, ku refleksji i dla zajęcia czasu. Nie zawsze nawet kino, dany film, ma związek z kulturą, ale to już odrębna sprawa.

Dlaczego te dawne filmy są mimo wszystko lepsze niż dzisiejsze? Warsztatowo, w tym plastycznie, są lepsze; zrobione z zachowaniem reguł dobrej sztuki filmowej, nie silące się „oryginalność”, czy źle rozumiany artyzm, bo są reguły których łamać nie wolno. I nawet filmoznawczy laik może to dostrzeć.

I właśnie dlatego oglądam te stare filmy, wtedy gdy mam czas, bo to dobre rzemiosło – kino wciągające, przenoszące w inne światy, inne sytuacje, odprężające, nawet jeśli czasem zupełnie niewiarygodne czy nieco trącące myszką. I nawet jeśli jest to film… wojenny. Natomiast prawie nie widzę dobrego rzemiosła (poza scenografią i plenerami) w wychwalanym przez niektórych filmie „Ida”, próbującym oddać atmosferę PRL-u początku lat 60-tych i czasem chyba też przyrównywanym do tych starych polskch filmów.

„Ubranie prawie nowe”, reż. Włodzimierz Haupe, 1963 rok

„Róża” Iana Hamiltona

W miękko okrytym kirem sercu
Tej białej róży, cierpliwe oko,
Oko miłości,
Kim jestem wie, i gdzie bywałem
Dzisiejszej nocy, i co chciałem zrobić.

Przyglądam się tej białej róży
Godzinami, wyobrażając sobie
Że każde drgnienie każdego płatka jest jak oddech
Co koi i ucisza.
Spójrz na nią, rzekłbym
Gdybyś tutaj była: jest znakiem
Tego, co nietrwałe, samotne
I oddane.
Ale cię nie ma, więc powiem, że to mądre:
Cierpliwy oddech, oko, róża
Która otwiera się zbyt łatwo, i umiera.
.
napisał Ian Hamilton
tłumaczył Piotr Sommer

biała róża z kroplami wody, foto

Samotność i Mały Książę

Chcesz zamknąć się w sobie, skryć przez światem i ludźmi, delektować się swoją samotnością. Ale Ci nie pozwolą… Przyjdzie taki jeden i mówi: „Uśmiechnij się.”, „Odpowiedz na moje pytanie.”, „O popatrz na mnie. Uśmiecham się do Ciebie”. Wtedy nie da się już dłużej ukrywać. Trzeba wyjść ze swojego wnętrza i popatrzeć na delikwenta. A może nawet mu coś odpowiedzieć, albo jeszcze odwzajemnić te jego zaczepne uśmiechy…

Taki Mały Książę nadmiernie zatroskany o swoją Różę. Swego rodzaju mutacja Małego Księcia. Nie tylko przepycha wulkany, wyrywa baobaby i przykrywa kwiat kloszem na noc. Nie tylko wpadnie w zadumę nad faktem, że jego Róża ma kolce, ale jeszcze powie jej od czasu do czasu: „Różyczko moja prześliczna, masz piękny kolor.” Całkiem empatyczny wariant Małego Księcia. I całkiem empatyczne to tłuczenie klosza samotności. Tylko dlaczego kobieta czasem tęskni, aby nałożyć nowy klosz? Lubi oglądanie świata przez szkło? Kolorowe szkiełko? Szkło pomniejszające?

pastel - Dariusz Twardoch
autor: Dariusz Twardoch

Mały Książę

Jeszcze jedna opowieść o miłości. Prawie romans. Zajrzałam do niej po latach; książeczka jest cienka, więc szybko odnalazłam ten fragment:

„Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za swoją różę.
—  Jestem odpowiedzialny za moją różę… — powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.”

Może więc lepiej nikogo nie oswajać? Poczucie odpowiedzialności może być męczące. Czy nie lepsza jest próżna wyniosłość róży? Praktyczniejsza poniekąd. Tylko Małych Książąt dziś niedostatek. Zwłaszcza tych już uspołecznionych.

Katarzyna Sobczyk „Mały książę” (1967)