Archiwa tagu: iluzje

Stan wojenny i iluzje

Stan wojenny nie był dla mnie wielką traumą. Ogłosili miesiąc wolnego od szkoły, a czytający wiadomości panowie w mundurach wzbudzali zaufanie. Ich mundurowa solidność uspokajała. Jako dziecko wychowane w epoce Gierkowskiej, uległam w jakimś stopniu tym pozorom ładu i bezpieczeństwa. Na telewizyjne transmisje VII zjazdu PZPR, w roku 1975, patrzyłam jak na coś niezwykłego i bardzo ważnego, choć z ich powodu nie było popołudniowych bajeczek. Władza to byli ci, którym się mimo wszystko trochę ufało.

To nie rodzice mnie tak „pro-partyjnie” nastawili. Pomijając wszystko inne, rodzice byli zbyt zapracowani, aby mieć czas na indoktrynację dziecka. Poza przedszkolem i szkołą, dziecko wychowywało się na telewizji, a także na książkach i prasie, które zwykle kupowało sobie samo. W wieku kilku lat czytało przerażające reportaże o reżimie Pinocheta, w jednym z tygodników społeczno-politycznych, i wiedziało, że tylko komuniści stoją po stronie prawdy. Dziecko wierzyło.

Nie wiem, jak długo ciągnie się proces autorów stanu wojennego, ani czy to może kolejny proces z rzędu, ale wiem, że w żadnym wypadku nie można zaniechać sądzenia tych starszych panów ze względu na podeszły wiek czy choroby. Winni muszą zostać osądzeni i ukarani, nawet jeśli kara miałaby mieć wymiar tylko symboliczny.

stan wojenny, dziennik telewizyjny, ekran

Wybory emocjonalne

Trzymałam dziś w rękach niespełna miesięcznego kotka. Ufny, odważny, towarzyski, ale oczy miał przestraszone. W końcu nie wiem, czy dobrze się czuł podczas swojej pierwszej wizyty w domu. Z ludźmi czasami mam podobnie. Rozgryzam, rozpracowuję, a potem wyłazi z kogoś „dusza naga” i dramatycznie rozsypuje się obraz tej osoby. Przyjaciel okazuje się wrogiem, przyjaciółka wredną żmiją, a ulubiony mędrzec paranoikiem. Wybrani ludzie tracą przypisaną im rolę.

A wybierać trzeba, bo trzeba żyć.* Jak za egzystencjalistami powtarza Tatarkiewicz.  Nie ma ucieczki od wyborów. I to jest najgorsze w życiu. Bo nikt nie uwolni od tych wszystkich lat, gdy żałuje się takiego a nie innego wyboru.

/Władysław Tatarkiewicz, „Historia filozofii”, t. III/

„Nie, Mamo, nie jedliśmy żadnych serowych chrupków, dlaczego pytasz?”

Święto miłości. Walentynki.

Od dawna nie odczuwam magii jakichkolwiek świąt, a tym bardziej tych „miłosnych”, walentynkowych. Te są szczególnie skażone duchem konsumpcjonizmu. Dzisiejsze święto wywodzi się od dnia Świętego Walentego, którego uważa się także za patrona zakochanych.

Rzadko kiedy bywa tak, że to, co się wydaje miłością, jest nią naprawdę. Zwłaszcza teraz, w tych przerażających czasach pomieszania wszelkich wartości i pseudo-wartości. Nie szukam miłości. Ludzie, którzy usilnie szukają, często jej nie znajdują. Pewnie nadmiar oczekiwań odstrasza ją od nich.

walentynkowy kotek (w pudełku-sercu)

Gdy nic nie jest tak, jak być powinno

Są dni kiedy wszystko wydaje się smutne. Nie udaje się rozwiązać starych problemów, a nowe nagle zaczynają wydawać się większe. Dawne sprawy odżywają, choć chciałoby się, aby całkiem umarły. Uderzyłam w stół, odezwały się nożyce. Teraz żałuję, że uderzałam. Nożyce nie mają zbyt subtelnego dźwięku. Dobrze, że tylko się odezwały, a nie przycięły mi palca.

Od razu też powróciłam do jedynego lolcata, który mnie nie rozbawia, ale dziwnie smuci. Bo smutnie wygląda ten kot, niemniej gdy zdałam sobie sprawę, że to fotomontaż zrobiło mi się trochę lżej. Trudno żyć w świecie, w którym istnieją smutne dzieci i smutne koty, a najgorzej wtedy, gdy świadomość tych faktów zaczyna wyraźnie przeszkadzać.

A skoro są lolcaty na każdą okazję, moja lingwistyczno-psychologiczno-socjologiczna analiza tego zjawiska robi się coraz bardziej kompleksowa, choć nie osiągnęła jeszcze etapu werbalizacji.

kot na kaloryferze
 /źródło/ (obrazek zmniejszony)
„Kot jednoszynowy. Teraz z ogrzewanym wagonem.”

Cicha noc

Noc cicha i święta jak każda inna. A ja nie mogę się pogodzić ze swoim „wyobcowaniem” i z tym, że nie cieszę się już Świętami tak jak dawniej. Odezwało się we mnie małe dziecko, i popłakuje. Nie ma Mikołaja w pięknym, czerwonym płaszczu, ani wielkiej kolorowej choinki, ani tej niezwykłej radości. Nie ma dzieciństwa. Odeszło prawie bezpowrotnie.

Święty Mikołaj przy kominku

You Only Live Twice

Wczorajszy telewizyjny „Bond” przypomniał mi najbardziej lubianą przeze mnie piosenkę z całej serii – „You Only Live Twice” Nancy Sinatra.

Utwór przywołuje tęsknotę za tym, czego nie było. Za tym, czego nie było, a co mogłoby być piękne. Tymi związkami uczuciowymi, które się nie zdarzyły, a raczej zdarzyły się tylko gdzieś w eterze myśli… Czy warto ich żałować, skoro najpiękniejsze miłości to podobno te, które nigdy się nie spełniły?

Żyje się tylko dwa razy. Ciągle nie wiem, czy gdzieś jest ktoś, dla kogo będę żyła w tym drugim życiu. Bo to życie jest już tylko dla mnie.

Nancy Sinatra „You Only Live Twice” (1967)

Katherine Mansfield o miłości

Miłość i grzyby

Gdybyż można odróżnić prawdziwą miłość od fałszywej tak,  jak odróżnia się grzyby jadalne od trujących. Z grzybami sprawa jest całkiem prosta: trzeba je posolić, odstawić i czekać cierpliwie. Lecz gdy tylko natrafisz na uczucie, które ma chociaż bardzo dalekie podobieństwo do miłości, natychmiast nabierasz nie tylko pewności, że to prawdziwy grzyb, ale  że to może jedyny, nie zebrany jeszcze jego egzemplarz. Trzeba trafić na mnóstwo trujących grzybów, aby się przekonać, że życie to nie jest jeden ogromny prawdziwy grzyb.”

(fragment „Dziennika” Katherine Mansfield (1888-1923), tłum. Teresa Tatarkiewiczowa)

Janusz Morgenstern „Do widzenia, do jutra” (1960)

Prawda

„Najniebezpieczniejsze kłamstwa to prawdy nieco zniekształcone.”
(Georg Christoph Lichtenberg)

Zaglądam na przeróżne blogi w poszukiwaniu prawdy. Takiej zwykłej, ludzkiej, życiowej… Muszę mieć jakiś niedobór tego składnika. Ludzie jednak często podkłamują sobie trochę, bo jakże by inaczej… Albo sami prawdy nie znają.

Gdy piszę tu jakiś tekst, staram się, by był jak najbardziej prawdziwy. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi. Czasem jednak jestem zmuszona coś zafałszować-zakodować, ale nie kłamię wtedy bynajmniej.

The Cure „Play For Today” (1980)

Bo niewesoło jest

Bo się zawiodłam na pewnych ludziach. Bo mi ręce i szczęka opadły, gdy zobaczyłam, do czego są zdolni, i jacy są naprawdę.

Nie powiem, że zawiodłam się na wszystkich. Nie miałam wygórowanego mniemania o wszystkich. Tylko o tych, którzy udawali kryształowych i normalnych.

Bo nie poznałam się na nich wcześniej.

Talk Talk „Life’s What You Make It” (1986)

On odszedł

Cała jej ostatnia miłość okazała się mrzonką, urojeniem. Zdawało się jej, że go kocha, tymczasem jeśli już kochała, to tylko swoje wyobrażenie o nim, diametralnie różne od niego samego. Gdy uświadomiła to sobie, nagle bardzo jej zaczęło kogoś brakować, tego kogoś, kto nigdy nie istniał w świecie materialnym, a mimo to był tak realny. Teraz obchodzi żałobę po tej stracie. Jeden z paradoksów, w jakie obfituje życie kobiety za bardzo od niego oderwanej.

Kalina Jędrusik „Do ciebie szłam”, Kabaret Starszych Panów ’62