Archiwa tagu: choroba

Grypa i przeziębienie

Jesienne przeziębienie przyszło i odeszło. Pozostało osłabienie, zmęczenie, jak co pół roku. Mniej więcej co pół roku pojawia się u mnie przeziębienie lub grypa.

Jedno i drugie ma charakter infekcyjny i jest wywołane wirusem. Grypa jest infekcją ostrą. Przeziębienie a grypa według wikipedii /pod odpowiednimi linkami/.

Ciekawostka:

Najczęstszą przyczyną przeziębienia jest infekcja jednym z 99 znanych serotypów rinowirusów, rodzaju pikornawirusów. Około 30–50% przeziębień jest powodowanych przez rinowirusy. Do innych wirusów powodujących przeziębienie należą koronawirusy (10–15%), wirus paragrypy, wirus RSV, adenowirusy, enterowirusy lub metapneumowirus. 5–15% przypadków [przeziębień] jest wywoływanych przez wirusy grypy. W sumie ponad 200 serologicznie różnych typów wirusów może być przyczyną przeziębień.

/wg Wikipedii/

(Reklamowania szczepionek tu nie będzie.)

Rhinovirus wywołujący przeziębienie

Rhinovirus (wirus odpowiedzialny za dużą część przypadków przeziębień) / źródło: wikipedia.org CC-BY-3.0

Trzy wiersze Hanny O. Zbierzchowskiej

Świat mój pełen jest cieni
ciemności
wspomnień
zasmucających wieńców
chłodu
promieniującego z legend i mitów
ze snów i marzeń
fantazji
mój świat — strzępy wydarte śmierci

Tak niewiele zgromadziłam w życiu
wyszczerbioną filiżankę
w której pijałeś herbatę
parę starych biletów samolotowych
przepustek w świat
kilka pudełek po butach z listami od tych
którzy niegdyś uważali się za przyjaciół
trochę zasuszonych płatków róży i liści
świadectw miłości
talię kart
wygraną na szkolnej loterii
trochę drobiazgów
najdroższy skarb
smutne relikwie przeszłości
wygasłej

Najgorszy jest lęk przed
zapadnięciem w sen
osunięciem się przepaść
nieistnienia
Najgorszy jest lęk przed
przebudzeniem
do czarnej rozpaczy i
czarnej beznadziei

/napisała Hanna Olcha Zbierzchowska (1940-89)/
/pisane w jęz. angielskim, tłumaczył Krzysztof Zabłocki/

Zmęczenie wiosenne

Nadal nie jestem do końca zdrowa, ale się nie poddaję. Poza tym wygląda na to, że nastał okres zmęczenia wiosennego. Senność, brak chęci do czegokolwiek. Zastój.

***
To zdjęcie skojarzyło mi się z filmem „Myszy i ludzie” (z 1992 roku), nakręconym na podstawie powieści Johna Steinbecka. Film mnie nie zachwycił, ale zdołał poruszyć, powieści nie czytałam.

kotek

„bye bye bad man” by Rinksy (źródło)

Ten i inne śliczne koty są na moim Tumblr, który raz na jakiś czas aktualizuję.

Terapia

Antybiotyki? Zażywam. Okresowo. Raz na kilka dobrych lat. Tym razem sama poprosiłam lekarza o receptę. Dostałam Spiramycinum. Dziś jest ostatni, dziesiąty dzień terapii. Bardzo źle wpływa na moje samopoczucie. Zażywam dodatkowo probiotyk plus prebiotyk, i witaminy. Inaczej czułabym się jeszcze gorzej. Zniosłam to, nie przerwałam kuracji, jak bywało w przeszłości; w końcu sama jej chciałam, uznawszy, że jest konieczna. Po zakończeniu terapii będzie miała miejsce dalsza walka z problemem.

Z ulotki:

„Mechanizm działania przeciwbakteryjnego spiramycy polega na blokowaniu biosyntezy białka.”

Groźnie brzmi. Można powiedzieć, że branie tego leku to trochę jak powolne umieranie. I tak się czułam na samym początku.

Snow Cat - Reproducing life

Autor: T KONI / Flickr

Snow Cat – Reproducing life (Śnieżny kot – Odradzające się życie)

Inni. Choroba psychiczna.

Trafiłam kilka dni temu na bloga, który mnie zadziwił i przeraził. Zadziwił, a raczej wprawił w zdumienie swoją odmiennością, a głównie rzucającą się w oczy „atomizacją” umysłu autora.

Widziałam wariatów sieciowych, dziwnych czy nienawistnych ludzi, ale tego tam nigdy nie nazwałabym wariactwem. U osób poważnie chorych psychicznie można zauważyć specyficzną godność – dostojeństwo, z jakim znoszą swoje odmienne stany świadomości. Jednak przykre, że nie są właściwie leczeni, tylko muszą pisać bloga. I przykre, że mało kto zwraca na to uwagę.

***
Drugi obrazek ze znalezionego niedawno cyklu rysunków „Snow Cat”. Pierwszy był tu kilka wpisów temu. Ta historia przypomina mi „Dziewczynkę z zapałkami” H. Ch. Andersena.

snow-cat-disappearing-life_4045658741_o

Snow Cat – Disappearing life (Śnieżny kot – Uchodzące życie)

Z Gogola

Z powodu smutku przejściowej choroby, jak i ciemnych zimowych wieczorów, postanowiłam przeczytać coś komicznego i epickiego zarazem. A więc są to „Martwe dusze” Gogola, po raz drugi, po kilkunastu latach. Już pierwsza strona mnie rozbawiła, potem też było ciekawie, jak to u Gogola, zdziwił mnie natomiast trochę pewien szczegół w tłumaczeniu Władysława Broniewskiego. Może ktoś mi wyjaśni, jakie urządzenie na początku XIX wieku, w Rosji, posiadało regulator głośności. Katarynka, która zresztą pojawia się potem w tym dziele, czy coś innego?

„Dzień, zdaje się, został zakończony porcją zimnej cielęciny, butelką kwasu musującego i mocnym snem na cały regulator, jak się wyrażają w niektórych miejscowościach obszernego państwa rosyjskiego.”

Zima Gwiazdka

Ciastko z kremem

W jednym z moich powracających snów ciągle nie mogę dojść do kontuaru, lady, stolika, kawiarni, sklepu, itp., gdzie mam dostać jakiegoś rodzaju kremowo-śmietankowe ciastko, kawałek tortu, a czasem jakiś inny deser. Do tego niekiedy ma być kawa albo herbata. I we śnie odczuwam silną, niezaspokojoną ochotę na taki słodki kremowy, czy kremowo-czekoladowy, wyrób.

Bardzo symboliczny sen, nieprawdaż? Klasycznie. Symbolizuje to, czego nie mogę w życiu osiągnąć. Tej słodyczy i beztroski. Tylko czy można tłumaczyć sny w ten sposób? Mały diabełek sceptycyzmu się uśmiecha. A może to senne pragnienie słodyczy jest objawem jakiejś ukrytej choroby somatycznej, która tylko w ten sposób może zamanifestować swoje istnienie?

czarny kotek
źródło (obrazek zmniejszony)
„Przepraszam. Czy widziałeś może ogonek? Taki mały czarny?”

Interwał

Jestem trochę przeziębiona, i na razie nie będę pisać. Może tylko wstawię jakieś obrazki. Nie wiem. Niewykluczone, że po chorobie przeniosę się na Blogger (blogspot), nawet jeśli wszystkie stare posty będę musiały pozostać tu. Jeszcze zobaczę.

funny pictures
moar funny pictures

„Zamieniam się w słuch…”

(podpis: Moon)

Pozbawiona wiary

Boli mnie gardło. Może dlatego, że lubię czasem pić zimną wodę z kranu, bo ta z butelek mi nie smakuje. Za miękka, za mało zmineralizowana? Jestem odporna na bakterie i nie boję się zarazy kranowej, ale dorobiłam się bólu gardła. Nie lubię Świąt, pewnie dlatego tak łatwo imają mnie się teraz przeróżne choroby.

Odebrano mi wszystko. Wiarę w Świętego Mikołaja, wiarę w chrześcijaństwo, wiarę w ludzi na koniec. A wiara w samą siebie wcale aż tak monstrualnie nie urosła po tych wszystkich deprawacjach. A powinna była chyba.

santa-claus-arrives

Zmiana czasu

Brakuje mi ostatnio czegoś. Bardziej niż zwykle. Słońca, ciepła, nadziei? Słońca i ciepła ostatnio trochę mniej. Nadziei miałam zawsze w nadmiarze. Może to wszystko przez odchodzące dopiero teraz przeziębienie?

Całe popołudnie chciało mi się spać… Liczę na zniesienie „zmian czasu” w najbliższych latach. Rujnują zdrowie, nie przynosząc, jak słyszałam, spodziewanych oszczędności. Koszmar zniewolenia ludzi przez idiotyczne regulacje, wymyślone przez tych, którym się wydaje, że pomagają temu światu.

Tak się przypomniało…

Marillion „Lavender” (1985)