Archiwa tagu: Blogosfera

Fajni ludzie

Nie ma niczego gorszego u blogera (mikroblogera), niż patologicznie głębokie kompleksy, które „przezwycięża” przy pomocy ekshibicjonizmu, zwykle o infantylnym czy pretensjonalnym odcieniu, albo też poprzez przybieranie pozy wybitnego znawcy, mentora czy żartownisia. Pozy, która odpycha i śmieszy przesadnym wczuwaniem się w rolę. Rolę, do której jednakowoż nie posiada się wielkich predyspozycji.

To wszystko męczy. Bo za brakiem autentyczności nie kryje się nic ciekawego.

Siedzę na blogowisku dostatecznie długo, aby na pierwszy rzut oka rozpoznawać przeróżne rodzaje patologicznych typów sieciowych. Może mogłabym napisać coś dłuższego na ten temat, ale chyba nie warto, i nie za bardzo mam ochotę. A czynię te nieco gorzkie wynurzenia przy okazji likwidacji jednego z moich mikroblogów.

kotki

Tyle jest do powiedzenia, że nigdy tego nie przegadasz

Większość kobiet ma nieopisaną potrzebę mówienia, komentowania i opisywania wszelkich zjawisk. Jednym słowem, potrzebę wysławiania się. Czasem prowadzimy blogi, więc realizujemy się słownie także w sieci. Z sensem, a czasem i bez sensu. Byleby mówić i nazywać rzeczy po swojemu. Świat opisany własnym językiem robi się prostszy i przystępniejszy. Słyszałam kiedyś „teorię”, że kobieta myśli dopiero wtedy, gdy zaczyna mówić. Może coś w tym jest.

Niedawno pisałam o błędach na popularnych blogach. Dziś sama stałam się ofiarą takich błędów, a więc problem jest poważny. Zapatrzyłam się na błąd we wpisie autora pewnego znanego  bloga. Na tyle się zapatrzyłam, że tak jakoś z grzeczności, czy ze zmęczenia, postanowiłam zrobić ten sam błąd w komentarzu pod owym wpisem. Potem ktoś zwrócił uwagę autorowi, ten poprawił swój błąd. Mój błąd pozostał. I tak to czasem bywa.

kotek-na-fortepianie

„Beethoven głuchy, Ray Charles niewidomy, ja narkoleptyk.” / źródło

Blogi pompatyczne

Bardzo nie lubię blogów, których autorzy zwykle w rozwlekły, często także nudny lub niepoprawny, sposób piszą o rzeczach ważnych, istotnych, ważkich… Zwykle natury filozoficznej, psychologicznej, czy politycznej. Nie są to prace naukowe, takie sobie amatorskie rozważania. A komentarze pod tego typu wpisami są jeszcze nudniejsze, i tworzą się tam czasami kółka wzajemnej adoracji.

Albo ludzie ci mają niepoukładane w myślach, i muszą sobie wszystko szczegółowo wypisywać, aby samych siebie zrozumieć w najprostszych kwestiach, albo po prostu chcą zabłysnąć swoim, niejednokrotnie płytkim, intelektem. Ewentualnie, szukają w tą drogą przyjaciół. Jedno, drugie, czy trzecie, nie przepadam za tą częścią blogosfery i jej twórcami.

The Jam „That’s Entertainment” (1981)