Kiedyś

Catherine Deneuve, Francoise Dorleac

Françoise Dorléac i Catherine Deneuve

Gdy gwiazdy filmowe były młode i piękne, świat był doskonalszy. Nie tylko z powodu ich minionego już piękna, i nie tylko dlatego, że ułomny umysł ludzki ma tendencję do idealizowania przeszłości.

Zdjęcie musi pochodzić z lat 60. Na pewno sprzed 26 czerwca 1967, kiedy w wypadku samochodowym zginęła, siedząca obok Catherine Deneuve, Françoise Dorléac, jej starsza siostra, również aktorka. We Francji rządził Gen. de Gaulle, tymczasem Francuska Partia Komunistyczna, jak cały komunistyczno-socjalistyczny świat, wierzyła jeszcze w socjalizm, w takiej jego formie jaka występowała w tzw. krajach demokracji ludowej. Czy świat miał wtedy jakieś szanse na sprawiedliwość społeczną? Raczej nie, ale miał sporo wiary w to, że ona nastąpi. Wiary, której dziś jest bardzo mało.

***
Nie mam jasno określonych poglądów politycznych, ale nie trawię ureligijnionych prawicowców, jak i gorących lewaków z nawykami, czy manierami, klasy średniej.

Terapia

Antybiotyki? Zażywam. Okresowo. Raz na kilka dobrych lat. Tym razem sama poprosiłam lekarza o receptę. Dostałam Spiramycinum. Dziś jest ostatni, dziesiąty dzień terapii. Bardzo źle wpływa na moje samopoczucie. Zażywam dodatkowo probiotyk plus prebiotyk, i witaminy. Inaczej czułabym się jeszcze gorzej. Zniosłam to, nie przerwałam kuracji, jak bywało w przeszłości; w końcu sama jej chciałam, uznawszy, że jest konieczna. Po zakończeniu terapii będzie miała miejsce dalsza walka z problemem.

Z ulotki:

„Mechanizm działania przeciwbakteryjnego spiramycy polega na blokowaniu biosyntezy białka.”

Groźnie brzmi. Można powiedzieć, że branie tego leku to trochę jak powolne umieranie. I tak się czułam na samym początku.

Snow Cat - Reproducing life

Snow Cat – Reproducing life, autor: T KONI, źródło


Snow Cat – Reproducing life (Śnieżny kot – Odradzające się życie)

Inni. Choroba psychiczna.

Trafiłam kilka dni temu na bloga, który mnie zadziwił i przeraził. Zadziwił, a raczej wprawił w zdumienie swoją odmiennością, a głównie rzucającą się w oczy „atomizacją” umysłu autora.

Widziałam wariatów sieciowych, dziwnych czy nienawistnych ludzi, ale tego tam nigdy nie nazwałabym wariactwem. U osób poważnie chorych psychicznie można zauważyć specyficzną godność – dostojeństwo, z jakim znoszą swoje odmienne stany świadomości. Jednak przykre, że nie są właściwie leczeni, tylko muszą pisać bloga. I przykre, że mało kto zwraca na to uwagę.

***
Drugi obrazek ze znalezionego niedawno cyklu rysunków „Snow Cat”. Pierwszy był tu kilka wpisów temu. Ta historia przypomina mi „Dziewczynkę z zapałkami” H. Ch. Andersena.

Snow Cat - Disappearing Life

Snow Cat – Disappearing life (Śnieżny kot – Uchodzące życie)

Hans Kloss, bohater z dzieciństwa

„W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle”

Znowu to usłyszałam. Znowu oglądam „Stawkę większą niż życie” w telewizji. I znowu mam jakieś przeoczone odcinki. Oglądałam serial kilkanaście razy, ale nie pamiętam, aby kiedykolwiek udało mi się obejrzeć wszystko po kolei. W końcu będę musiała kupić DVD.

Aktorstwo w „Klossie” zachwyca. Najlepsi aktorzy, jacy byli w tamtych czasach. Nieplastikowi. Zupełnie inni niż współczesne polskie gwiazdy. I nawet jeśli poziom absurdu i niezgodności z realiami historycznymi jest w tym serialu wysoki, mogę go oglądać dziesiątki razy, podobnie jak wiele innych dzieł z tamtych czasów.

Natomiast ogromną większość współczesnych polskich produkcji fabularnych oglądam raz i mam dość na zawsze. Takie „Nigdy w życiu!”, na przykład, czy bardziej ambitne „Wesele”. Nawet zdecydowanie ambitne filmy, jak „Przemiany”, to nie do końca to. Mniej się orientuję w najnowszych polskich „wytworach” w tej dziedzinie, niemniej nie liczę na cuda. I dlaczego ciągle te same twarze na ekranie? Pewnie dla przyciągnięcia przeciętnego widza, któremu „podobają się melodie, które już raz słyszał”.

Współczesne kino, nie tylko polskie, mnie nie zachwyca. Zdaje się, że sztuka filmowa umarła, i nie pomogą jej żadne reanimacje, żadne Dogmy czy inne eksperymenty. Sztukę wyparło rzemiosło sprzężone z przemysłem filmowym i zasadami ekonomii.

hans_kloss

Drobiazg – O ewolucjonizmie i religii

„Nauka bez religii jest kulawa, religia bez nauki jest ślepa.”
(Albert Einstein)

Moja blogowa znajoma, Astromaria, w tytule jednego ze swoich wpisów zadała pytanie – „Czy nauka o ewolucji jest mądrzejsza od religii i astrologii?”. W kolejnych komentarzach odpowiedziałam jej w następujący  sposób:

Czy nauka o ewolucji jest mądrzejsza od religii i astrologii?

Nauka o ewolucji jest tak samo głupia, jak religia.
W zderzeniu z błędami, jakie zawierała i zawiera, a które ukazują się przy okazji kolejnych nowych odkryć NAUKOWYCH, nauka o ewolucji nie jest niczym lepszym niż religia.”

„Naukowcy, tak jak duchowni, są ciągle w drodze ku prawdzie, której nie znają, bo znać nie mogą.

Każde nowe narzędzie poznawcze/naukowe wyrzuca na śmietnik nauki dotychczasowe prawdy lub ich część.”

„I tylko naprawdę mądrzy i inteligentni naukowcy potrafią spojrzeć na naukę i religię holistyczne. Oszołom-naukowiec, zwykle mierny, będzie wpychał się wszędzie ze swoją naukowością, jak z religijnym przesłaniem do maluczkich.”

Uzupełnienie I

Nie zamierzałam deprecjonować naukowców in gremio, a tylko jeszcze raz podkreślić ograniczenia ludzkiego umysłu.

Ewolucjoniści się nie mylą? Mylą się od czasu do czasu. Nie ma naukowej prawdy. Jest błądzenie w okolicach prawdy.

Jedna z pomyłek: Dlaczego Darwin nie miał racji w kwestii drzewa życia („New Scientist”)

Uzupełnienie II

„THERE is nothing new to be discovered in physics.” So said Lord Kelvin in 1900, shortly before the intellectual firestorm ignited by relativity and quantum mechanics proved him comprehensively wrong.

(„Nie ma nic nowego do odkrycia w fizyce.” Tak stwierdził Lord Kelvin w 1900 roku, na krótko przed tym, gdy intelektualna burza, zapoczątkowana przez teorię względności i mechanikę kwantową, pokazała, jak bardzo się mylił.)

galaktyka spiralna

galaktyka spiralna

Fajni ludzie

Nie ma niczego gorszego u blogera (mikroblogera), niż patologicznie głębokie kompleksy, które „przezwycięża” przy pomocy ekshibicjonizmu, zwykle o infantylnym czy pretensjonalnym odcieniu, albo też poprzez przybieranie pozy wybitnego znawcy, mentora czy żartownisia. Pozy, która odpycha i śmieszy przesadnym wczuwaniem się w rolę. Rolę, do której jednakowoż nie posiada się wielkich predyspozycji.

To wszystko męczy. Bo za brakiem autentyczności nie kryje się nic ciekawego.

Siedzę na blogowisku dostatecznie długo, aby na pierwszy rzut oka rozpoznawać przeróżne rodzaje patologicznych typów sieciowych. Może mogłabym napisać coś dłuższego na ten temat, ale chyba nie warto, i nie za bardzo mam ochotę. A czynię te nieco gorzkie wynurzenia przy okazji likwidacji jednego z moich mikroblogów.

kotki

„Snowy morning” Lilian Moore

Wake
gently this morning
to a different day.
Listen.
There is no bray
of buses,
no brake growls,
no siren howls and
no horns
blow.
There is only
the silence
of a city
hushed
by snow.
.
napisała Lilian Moore

park, ławki zasypane śniegiem

„Jest tylko cisza miasta ukojonego przez śnieg.” /free foto/

Google mówi, ja czytam

Wrzuciłam dziś w Google frazę widoczną na poniższym obrazku, aby znowu się zirytować głupią googlową sugestią poprawki. Inteligentne. Nie ma co. Jak sieć oglądana przez przeglądarkę Safari. I gdybym prowadziła to twitterowe konto, zadałabym teraz pytanie: Do you always get annoyed when Google search engine make stupid corrections to you phrases?

google

Po tym dzisiejszym przypadku, nie wierzę w realność googlowej poprawki z drugiego obrazka, czyli słynnego „white people stole my car” skorygowanego przez wyszukiwarkę na „black people stole my car”. Raczej oszustwo. Google nie jest zbyt mądre, jak widać. A w ogóle, to samochody kradną Polacy, nie jacyś black people.

white people stole my car

Z Gogola

Z powodu smutku przejściowej choroby, jak i ciemnych zimowych wieczorów, postanowiłam przeczytać coś komicznego i epickiego zarazem. A więc są to „Martwe dusze” Gogola, po raz drugi, po kilkunastu latach. Już pierwsza strona mnie rozbawiła, potem też było ciekawie, jak to u Gogola, zdziwił mnie natomiast trochę pewien szczegół w tłumaczeniu Władysława Broniewskiego. Może ktoś mi wyjaśni, jakie urządzenie na początku XIX wieku, w Rosji, posiadało regulator głośności. Katarynka, która zresztą pojawia się potem w tym dziele, czy coś innego?

„Dzień, zdaje się, został zakończony porcją zimnej cielęciny, butelką kwasu musującego i mocnym snem na cały regulator, jak się wyrażają w niektórych miejscowościach obszernego państwa rosyjskiego.”

Zima Gwiazdka