Archiwum kategorii: Derek Mahon

Derek Mahon – „Liście”

Więźniowie nieskończonego wyboru
Wybudowali sobie dom
W polu pod lasem
I żyją w pokoju.

Jest jesień, i martwe liście
W drodze do rzeki
Pukają do okien jak ptaki
Lub odbijają się na drodze.

Jest gdzieś przyszłe życie
Martwych liści,
Stadion wypełniony wiecznym
Szelestem i poszeptem.

Gdzieś w niebie
Straconych przyszłości
Te życia, które mogliśmy przeżyć
Znalazły swe własne spełnienie.

/napisał Derek Mahon/
/tłumaczył Piotr Sommer/

***
Ten wiersz już tu był. Kojarzy mi się z nieskończonością, wiecznością, ciszą i nadzieją.

jesień, czerwone liście, droga

Derek Mahon – „Nieme fenomeny”

według Nervala

Oto twój wielki błąd: nie cenisz satyry
Rzuconej między nieme fenomeny.
Bądź silny, jeśli musisz, twa szorstka hegemonia
Ch… znaczy dla ospałego słonecznika
Lub wygasłego wulkanu. Czy wiesz cokolwiek
O teoriach rewolucyjnych przedstawionych
Przez rzepę albo o życiu seksualnym sztućców?
Wszystko jest dopuszczalne, tak mówił Pitagoras.

Jakiś zwyczajny ogrodowy murek z cegieł, taki
Z którym można pogadać albo bić weń głową,
Ma ci do zarzucenia twą politykę i kiepską kreskę.
Bóg żyje i mieszka pod kamieniem.
Już w porzuconym deklu ma początek
Idealne społeczeństwo, które zastąpi nasze własne.

/napisał Derek Mahon/
/tłumaczył Piotr Sommer/

czarny elektro-kotek, lolcat
/źródło/
„Elektro-kotek kasuje dane z twojego twardego dysku.”

Derek Mahon – “Mateusz V. (29-30)”

Wiersz pt. „Mateusz V. (29-30)” Dereka Mahona w tłumaczeniu Piotra Sommera.

Panie, zgrzeszyło oko moje, więc wyłupiłem je.
Przedstaw sobie mój smutek
kiedy obraza trwała dalej.
Wyłupiłem
drugie; ale obraza trwała dalej.

Teraz, w ciemności, i po omacku,
zgoliłem głowę.
(Obraza trwała dalej.)
Usunąłem ucho,
potem drugie, rozprawiłem się z nosem.
Obraza trwała dalej.
Przedstaw sobie mój smutek.

Dalej, długimi pasmami, skórę –
odjąłem brzytwą język, palce u nóg
i osobiste centrum wstrętu.
Obraza trwała dalej.

Lecz teraz, gdy rzecz nabrała rozpędu
i to tym bardziej, że
obraza trwała dalej.

wkroczyłem w dłuższy okres
lobotomii i wiwisekcji
redukując moje ja
do gruzowiska narządów, usypiska kości
wśród których, gdzieś,
obraza trwała dalej.

Wtedy na kości gaszone wapno, żrący kwas
na zatwardziałe trzewia;
zrównanie powierzchni ziemi,
zaoranie jej
i obsianie jęczmieniem.

Oblanie naftą metryki urodzenia, świadectw
po grypie i poronionych szkołach,
cudacznych pocztówek, czeków
tańczących jak grad,

ocalałych egzemplarzy wierszy, publikowanych
i niepublikowanych; skalpel
do nieobliczalnych przejęzyczeń wyrytych
w umysłach innych;
rozpylacz chemiczny do wiszących w powietrzu
zbłąkanych myśli
i dla tych, co wdychali je.

Stąd, choć to smutne, zgładzenie wielu ludzi
nad biurkami, w łóżkach, przy śniadaniu,
w autobusach i katamaranach;
zniszczenie ich maszyn i architektury,
wszelkiego dowodu
kultury i myśli,
śmiechu i łez.

Destrukcja wszystkiego, czym
karmiła się ta myśl,
ptaków i roślin;
erozja wszystkich skał
od najświętszej góry
do najmniejszego kamienia;
odparowanie wszystkich mórz,
zgaszenie ciał niebieskich –
aż wreszcie w tej ciszy bez granic,
obraza przestała trwać.

Dopiero wtedy nadawałem się do ludzkiej społeczności.

***
29. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. 30. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.