Archiwum kategorii: Semantyka

Woda w telewizorze

Woda w telewizorze, czyli lanie wody i stąd już blisko do robienia wody z mózgu… Ale tym razem chodzi o coś innego. Grafikę wyjęto z dawnego dwutygodnika satyrycznego „Karuzela” (1957-1992), a obrazek będzie od razu zrozumiały dla osób pamiętających zakłócenia w starych telewizorach – głównie w epoce PRL-u i trochę później.
„Fale” zamiast obrazu miały związek z ówczesną techniką emisji sygnału telewizyjnego (nie-cyfrową) oraz z nierzadkimi wówczas problemami z otrzymaniem dobrego sygnału z anteny. Tak mi się przynajmniej wydaje, na mój średniotechniczny rozum.

Zakłócenia obrazu telewizyjnego miewały różną reprezentację graficzną: najczęściej chyba typu „śnieg” lub „fale”. Śnieg w telewizorze występuje również obecnie, fal już nie widuję. A swoją drogą, śnieg pojawił się wczoraj wszędzie – mały początek zimy.

Systemy grzewcze w siedzibach ludzkich bywały w tamtych czasach zawodne.

tomasz-sobczak-karuzela

Autor: Tomasz Sobczak; z czasopisma „Karuzela”

Telewizor

Telewizor „Fala” – początek lat 60. / źródło: stare-telewizory.republika.pl

***
Systemy emisji sygnały telewizyjnego /wikipedia/

Reklamy

Samotność długodystansowca

„Samotność długodystansowca”, pamiętny film Tony’ego Richardsona z 1962 roku, według opowiadania Alana Sillitoe.

Życie jako bieg długodystansowy. Ale jednocześnie bieg z przeszkodami i seria sprintów. Może coś jeszcze – jakiś inny rodzaj biegu lub sportu. Zmagania człowieka z czasoprzestrzenią życia wydają się łatwe do opisania. Tak wiele analogii i porównań pod ręką. Linearność i wysiłek. Nabieranie sił, pełny bieg i wygasanie pędu. Cały nasz świat wydaje się siecią powiązań i połączeń.

Metafory przy których żyjemy, którymi żyjemy… Które nas czegoś uczą?  („Metafors we live by” – George Lakoff i Mark Johnson’s, Metaphors We Live By /1980/)

***
Główny bohater filmu, Colin Smith, mówi:

„Bieganie zawsze było czymś ważnym w naszej rodzinie, zwłaszcza uciekanie przed policją. Trudno to zrozumieć. Wiem tylko, że trzeba biec – biec nie wiedząc czemu, przez pola i lasy. A znak mety nie ma końca, nawet jeśli rozszalałe tłumy wiwatowałyby jak opętane. Tym jest samotność długodystansowca.
/moje tłumaczenie wstępu do filmu, na wideo poniżej/

“Running has always been a big thing in our family, especially running away from the police. It’s hard to understand. All I know is that you’ve got to run – run without knowing why, through fields and woods. And the winning post’s no end, even though barmy crowds might be cheering themselves daft. That’s what the loneliness of the long distance runner feels like.”

Świąteczno-noworoczne porady ze starego czasopisma

W jaki sposób można było spędzić święta Bożego Narodzenia w roku 1973? Gazety i czasopisma podpowiadały jak. Oto końcowy rozdział dłuższego artykułu dotyczącego okresu świąteczno-noworocznego z dwumiesięcznika „Uroda”, nr 6/1973 (Wydawnictwo „Watra”).

Jak widać poniżej, mówiło się wtedy, całkiem niedawno jeszcze: „zapalić telewizor” oraz „przy radio”. Styl tekstu jest charakterystyczny dla epoki wcześniejszego PRL-u – ton wychowawczo-poradniczy z odrobiną staroświeckości. Ogrom migracji ludności ze wsi do miast w latach 70-tych (epoka Gierkowska) niósł chyba ze sobą konieczność udzielania porad dotyczących stylu bycia i życia, a więc myślę, że takie teksty miały niemały sens i nie były tylko wypełniaczami kolumn. Zresztą PRL przez cały czas swego trwania „wychowywało ludzi”.

Przeglądałam to czasopismo we wczesnym dzieciństwie, od momentu gdy było kupione, a nawet trochę czytałam.

Autorzy popisani pseudonimami; tylko jedną autorkę udało mi się zidentyfikować. Ilustracja pochodzi z tekstu, a pod ilustracją – okładka tego numeru „Urody” (fotografie, nie skany). Pogrubienia i kapitalizacja w tekście identyczne z oryginałem, tekst był umieszczony w dwóch szpaltach.

„Okres między świętami a sylwestrem jest dla gospodyń nieco relaksowy. W lodówce są jeszcze poświąteczne zapasy, mieszkanie nie wymaga nadmiernej pracy, bo zostało generalnie wysprzątane. Jest to świetna okazja aby zadbać o siebie i przed sylwestrem, zastosować wszystkie, niezbędne zabiegi upiększające. Na tę uroczystą noc warto być wypoczętą i w dobrym humorze, bo to pomyślna wróżba na nadchodzące 12 miesięcy. O północy, gdy podniesiemy kieliszek szampana, witając nadchodzący rok, musimy wierzyć, że życzenia składane w atmosferze miłości, zgody i życzliwości zostaną na pewno spełnione.

Do tego toastu przyłącza się również zespół redakcji „Uroda”, życząc naszym Czytelniczkom i Czytelnikom Szczęśliwego Nowego Roku.

ŚWIĘTA NA 5 SPOSOBÓW

Przy mężu. Jeśli zjadł obfite śniadanie, trudno go będzie raczej namówić na przedsylwestrowy trening taneczny lub na „łamanie głowy” przy rozwiązywaniu krzyżówki we dwoje. Na pewno jednak mąż nie pogardzi filiżanką mocnej kawy, a po niej — spacerkiem dotleniającym, na który w powszedni dzień zawsze brakuje Wam czasu. Oszczędźcie sobie jednak w świąteczne, małżeńskie tête-à-tête rozmów na temat budżetowych kłopotów, trudności wychowawczych i rozmaitych wad charakterologicznych jednej czy drugiej matki (czyli teściowej), wybierając raczej tematy bezkonfliktowe, choćby nawet dotyczyły wyłącznie pogody.

W objęciach Morfeusza świętować nie należy, bo wtedy, po świętach, ma się wrażenie bezpowrotnego zmarnowania paru wolnych dni, nie mówiąc o tym, że przed wizytą u znajomych czy przyjęciu gości we własnym domu sen wcale nie daje uczucia wytchnienia, przeciwnie — wprawia w stan otępienia. Jeśli już chcemy naprawdę odpocząć — nauczmy się sztuki 15-minutowego relaksowania, co przynosi rewelacyjne wyniki: odświeża psychicznie i fizycznie, pozwala wyjść z nowym zapasem sił na spotkanie świątecznych wizyt.

Przy radio. Jeśli za późno pomyślałyśmy o kupieniu biletów do teatru lub jeśli dojazd do miasta na spektakl jest dla nas zbyt dużym problemem — urządźmy sobie teatr w domu. usiądźmy wygodnie w fotelu, zapalmy lampkę, przygotujmy dobrą herbatę, niski stołeczek do oparcia nóg i włączmy radio — tak, właśnie radio — o tej godzinie, w której nadawane jest interesujące słuchowisko. To przedstawienie nie wymaga wyjazdu i powrotu do domu późnym wieczorem, przynosi natomiast pełny odpoczynek i gwarantuje odprężenie psychiczne, o które nam tak bardzo chodzi.

Ze wspomnieniami. Kto szuka nieco oryginalniejszego źródła radości, niech sięgnie do szuflady, gdzie przechowywane są albumy rodzinne lub zdjęcia ze wszystkich, minionych wakacji. Oto pan domu jako niemowlę, oto pani domu na tle Karkonoszy w sukience, która teraz wydaje się sprzed potopu, oto grupa wycieczkowa na karnawał w Budapeszcie — ten w futrzanej czapce, to pan Kowalski, pamiętacie, jakie opowiadał świetne dowcipy? Oto wy i trzy zaprzyjaźnione rodziny przed namiotem na campingu pod Dreznem. Wspominkom nie ma końca, a ich rezultatem jest twarda decyzja odkładania już zaraz, od pierwszego dnia po świętach, jakiejś sumy miesięcznie do PKO, na nową wycieczkę, czy ciekawy wyjazd.

Z książką i telewizorem. Jest to forma świąt coraz bardziej popularna, dająca odpoczynek bez wrażenia gnuśnienia, jak podczas drzemki pod pledem. Aby taki cel osiągnąć, nie wolno bezkrytycznie przesiadywać przed szklanym ekranem od rana do wieczora, dopóki sympatyczna pani czy pan nie powiedzą nam dobranoc. Warto natomiast wybrać z programu interesujące nas pozycje i tylko wtedy zapalać telewizor. Coś do czytania nie może być przypadkowo wybrane z półki. Przygotujmy sobie na święta taką lekturę, na którą od dawna mieliśmy ogromną ochotę, natomiast brakowało nam czasu. Jeśli o mnie chodzi, już od dwóch tygodni mam zarezerwowaną w wypożyczalni pozycję o Dagny Przybyszewskiej i kryminał do poduszki.
A.R. i H.Cz” [Hanna Czachowska – przyp. autorki bloga]

ilustracja_Uroda_6-1973

Ilustracja, dwumiesięcznik „Uroda” 6/1973

Okładka dwumiesięcznika "Uroda"

Okładka dwumiesięcznika „Uroda”, 6/1973

Jesienne rekolekcje, czyli Wolniewicz o bioetyce

„Ludzkość stanęła w punkcie zwrotnym, w którym nie wiadomo co robić.”
– prof. Bogusław Wolniewicz

Ten sam profesor cytując swojego brata, też profesora, mówi, że nie jesteśmy kowalami naszego losu, a jego tragarzami. „Człowiek nie jest kowalem swojego losu, jest tragarzem swego losu”. Jeszcze jedna zapadająca w pamięć przenośnia opisująca uciążliwości naszej egzystencji. Jednak, ile byśmy takich porównań nie usłyszeli, nie ułatwią one naszego codziennego bytowania. Niemniej niosą uspokojenie, zapewnienie, że ktoś już to wszystko dawno temu przemyślał i że nie trzeba się bać ani życia, ani śmierci.

Ale tu Wolniewiczowi chodziło o dążenia XX/XXI-wiecznego człowieka do odmienienia swojego ludzkiego losu. Współczesny człowiek (czy ktoś za niego się podający) chce pokonać choroby, cierpienia, nieszczęście, nicość… Nowy humanizm sprzężony nowymi technologiami stworzy człowieka, który jest bez wad i dlatego nie będzie musiał cierpieć. Może nawet nie będzie musiał umierać? A w takich okolicznościach „Sumienie ludzkie traci orientację”. Traci ją wobec wyzwań współczesnej myśli naukowej. Nie ma nauczyciela, jak mówi cytowany z wykładzie Lem.

Komisje bioetyczne też nie pomogą. W poprzednim odcinku wykładu o bioetyce Wolniewicz stwierdził, że w czasach zaniku etyki (moralności) tworzy się komisje etyczne, które są protezami nie spełniającymi swojej roli. „Tak jakby problemy sumienia można było rozstrzygnąć przez głosowanie”. Zaś w tym odcinku dziwi się, jak to się stało, że ludzie tak łatwo przyswoili sobie przeróżne ingerencje w cielesność, i chyba też w samo człowieczeństwo, np. dysponowanie własnymi narządami na wypadek śmierci czy w ogóle transplantacje.

Tak więc nieśmy nasz ciężar, bo nie wszystko w życiu da się wykuć… Wykuć tak, aby nie krzywdzić innych czy samych siebie.

To moje impresje z wykładu prof. Wolniewicza na temat bioetyki, głównie z dwóch ostatnich jego części.

Część poprzednia wykładu, trzecia z czteroczęściowego cyklu, jest tutaj >>

***

Moja fotografia. Czas zatrzymany… A o czasie będzie następny mały wpis.

Miś i budzik - foto

foto: Kratery.com

Miesięcznica czy miesiącznica?

A w ogóle, to żadna „miesięcznica”, a „miesiącznica”…

Miesiącznica (Lunaria L.) – rodzaj roślin należący do rodziny kapustowatych. Należą do niego tylko 2 gatunki. Gatunkiem typowym jest Lunaria annua L. /wikipedia/

miesiącznica roczna

Morfologia (miesiącznica roczna)

Pełną poczucia humoru opinię o słowie „miesięcznica” wygłosił językoznawca profesor Mirosław Bańko:

Organizatorzy miesięcznic powinni mieć jednak na uwadze możliwy odbiór tego słowa, uwarunkowany podobieństwem do innych nazw. Z jednej strony wieczornica (to dobrze), z drugiej np. męczennica (to gorzej), a z trzeciej nerwica, pląsawica (to już całkiem źle). Można się pocieszać, że miesiączka byłaby jeszcze gorszą nazwą.
Czasem warto sięgnąć po terminy łacińsko-greckie, które na ogół wywołują mniej niepożądanych skojarzeń. Po łacinie miesiąc to mensis albo luna. Ten kierunek jednak jest też ryzykowny, bo na horyzoncie widać już menstruację i lunatyków.
Myślę, że z dobrą nazwą dla miesięcznicy będziemy się męczyć jeszcze długo.

Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski / Cała opinia: poradnia.pwn.pl