Archiwum kategorii: Opowiadania

Moje opowiadania

Miś

„Jedną z najdziwniejszych spraw w życiu jest to, co sobie człowiek zapamiętuje.” (Agatha Christie)

„Kto cierpi, ma pamięć.”  (Cyceron)

Skończyło się. Najważniejszy związek w jej życiu. Odszedł. Pozostał miś na szafce przy łóżku. Kupiła go w końcowym okresie walki o jego miłość. Miś jest z recyklingu i z second-handu. Kupiony za złotówkę na targowisku; na stoisku z używanymi towarami, wyciągnięty z szaro-żółtego kartonu stojącego na ziemi. Wykonany z syntetycznych, używanych materiałów. Niedopracowany artystycznie, krzywo zszyty. Niskiej jakości i wielkiego serca. Odwrotnie niż mężczyzna, który ją opuścił. Przypomina skromne zabawki z jej prowincjonalnego dzieciństwa w czasach komunizmu. Do miasteczka docierały gorsze towary i gorsze zabawki. Piękne, te w lepszym stylu i gatunku, były do zdobycia w stolicy.

Małe miasteczko. Małe sklepiki. Zwykłe towary, wąski asortyment, szare półki. W środy sklepy zamykano o dwie godziny wcześniej, tak jak w  soboty i dni przedświąteczne: o trzeciej lub czwartej po południu. To dawało dwie dodatkowe godziny ciszy, a jesienią i zimą – mniejszej ilości światła na przysklepowych uliczkach. Prawie wszystko zamknięte wcześniej, ludzie wracają do domów, stoją na przystankach, ale brak sobotnich pijaków i awantur; brak nastroju święta związanego z nadchodzącym dniem wolnym od pracy. Tamta przyspieszona cisza wydaje jej się teraz czymś ważnym. Nie do końca rozumie, dlaczego lubiła „krótki dzień handlu”. Może czegoś nie pamięta. Może polubiła go dopiero teraz. Miś przyniósł ze sobą tamten klimat. Miś jest posłańcem z jej nie do końca rozszyfrowanego dzieciństwa. Jest dobrym pocieszycielem. Umie współczuć, choć jego suche, pluszowe łzy są niewidoczne.

Duży miś przytula małego, foto

Reklamy

Mistyk

— „Twój czas ograniczony. Banalność zła każe mi przyjąć na siebie cierpienie do końca życia.”

Towarzyszy mi w dworcowej poczekalni, gdy spóźniam się na pociąg i zamawiam kawę. Rzadko coś mówi.

/ze snu/

„Obraz przedstawia pociągi na dworcu i wznoszące się nad nimi obłoki pary. Kontrast między lekkością pary, a masą maszyn, w połączeniu z atmosferą tajemniczości związaną z podróżami i ciągłym ruchem panującym na dworcu był tym, co w największym stopniu fascynowało twórców w tamtym czasie.”

/z Wikipedii/

Claude Monet - "Pociągi na dworcu Saint-Lazare",

Claude Monet – „Dworzec Saint-Lazare” (1877), via Wikimedia Commons

Kolor życia

Patrząc na zawartość kubeczka, nagle odkryła, że jej ulubionym kolorem jest kolor kawy z mlekiem. Odkryciu towarzyszyła doza radości i pewne zdziwienie. Rzecz miała miejsce sierpniowego popołudnia, na przedprożu jesieni, w porze gdy powoli zaczyna rosnąć znaczenie kawowych rytuałów. Samo doznanie było rzadkim zjawiskiem z kategorii olśnień duchowo-emocjonalnych. Tym bardziej niezwykłym, że nigdy nie miała swojego ulubionego koloru. Dlaczego nie zauważyła tego wcześniej? Tyle razy robiło się jej inaczej na duszy, gdy mieszając łyżeczką, patrzyła na rozpuszczającą się śmietankę w proszku.

Martwa natura w całości wygenerowana w komputerze (2006)

Martwa natura w całości wygenerowana w komputerze (2006)

Powrót z gwiazd

Siedzieli zupełnie sami w dużym wygodnym pomieszczeniu, na międzygwiezdnej stacji przesiadkowej, w drodze z Trytona na Ziemię. Właśnie zakończyła się ich wielomiesięczna praca w bazie planetarnej. Czekali na trans-galaktyczny okręt „Stalactite”. Ona czytała, on słuchał muzyki. Za oknami rozciągała się kosmiczna noc. Wnętrze oświetlono białym, łagodnym światłem. Było jej przeraźliwie smutno w ostatni z ich wieczorów. Mieszkali i pracowali we dwoje przez tak długi czas, że to rozstanie stało się dla niej czymś niepojętym. Czy działo się coś miedzy nimi przez te miesiące? Nie. To było niedozwolone. Wszystko załatwiała specjalna tabletka, likwidująca ten rodzaj pragnień.

Z pomieszczenia na bagaż wybiegł mały rudy, kotek. Był ich towarzyszem w czasie całej misji. Kotek był jednak tylko hologramem… To było ostatnie miejsce, w którym mogli go ujrzeć. Procedury nie przewidywały dalszego kontaktu z Reddiem. Oboje popatrzyli najpierw na kotka, potem na siebie. Nonna nagle wybuchnęła płaczem. Dirk zdjął słuchawki i nie wiedział, co ma robić dalej. Czuł się drętwo i nieswojo, i zaczął żałować, że już kilka dni temu nie zrezygnował z przyjmowania tabletek. Pod koniec ich pobytu w bazie nie były już tak bardzo potrzebne, a teraz siedział jak blaszany cyborg z wzrokiem wlepionym w płaczącą kobietę. Nie wiedział, że ona nie brała tych tabletek już od dłuższego czasu. Nie zauważył tego po niej. Nigdy o tym nie rozmawiali. To był temat, o który starali się nie zahaczać. Dlaczego? W tym momencie uświadomił sobie, że oboje byli sobie dziwnie bliscy. Zrozumiał, że coś ich łączyło. Coś trudnego do nazwania. A może to było całkiem proste do nazwania, jednak on nie umiał albo nie mógł tego zrobić w tamtej chwili. Nadbiegł kotek z drugiego końca mesy i niespodziewanie uśmiechnął się do niego. Uśmiechający się kot-hologram?! Dirk ocknął się, wstał i poszedł w kierunku Nonny.

Glebokie Pole Hubble'a
Głębokie Pole Hubble’a