Archiwum kategorii: Literatura

Ray Bradbury, W. Szewczuk, Dorota Masłowska, Krzysztof Kąkolewski, Catharina Elisabeth Goethe, John Gardner, Tove Jansson, Stanisław Lem, Antoine de Saint-Exupéry, Agnieszka Osiecka, Mikołaj Gogol, T. S. Eliot, Sylvia Plath, Tadeusz Konwicki, Bruno Schulz, Jewhen Hucało, Katherine Mansfield, Marek Hłasko, J. G. Ballard, Boris Vian, Fiodor Dostojewski, V. Nabokov

W Nowym Roku – być sobą

Być sobą… Nie być manipulowanym…
Oto fragment z prologu reportażu Krzysztofa Kąkolewskiego pt. „Jak umierają nieśmiertelni” (1972). O tym, że udawanie jest plagą współczesności.

„Kopciuszki, sierotka Marysia, babcia i wilk są wśród nas. Stali się postaciami literackimi, bo zapragnęli nimi być. Zmyślili siebie. Udawanie jest epidemią współczesności. W straszliwej masie trzech miliardów człowiek, aby być inny od innych, posługuje się literaturą, filmem, telewizją, by ‚dotworzyć’ siebie. O głównym bohaterze tej historii piszę, że jego życie było ‚opowiadaniem ludowi o tym, jak on żyje’. Wymyślił siebie do tego stopnia, że nie wiadomo, jaki był – czy raczej: jaki by był. Automitologizacja, autokreacja, przeinaczenie własnego życia doprowadziło do jego zniszczenia. ‚Wtórność to niezdolność do eksploatacji własnej osobowości‚ – powiedział Stanisław Dygat, który poddał mi myśl napisania tej historii. Jest ona opowiadaniem, jak to jej bohater opowiadał o sobie, jest dalszym ciągiem tej opowieści – czyli próbą wniknięcia w jego styl, język, konwencję, musiałem więc opisać go takim, jakim on siebie widział.”
– Krzysztof Kąkolewski, „Jak umierają nieśmiertelni” (1972)

Bardzo mi pasuje do współczesnych czasów. I całkiem szeroki temat. Np. poddawanie się nurtom współczesnej popkultury, poprzez którą ludzie postrzegają, i tłumaczą sobie, niejedno zjawisko rzeczywistości – teraźniejszości i przeszłości, a nawet rozbudowują, lub dobudowują, w niej swoją osobowość.

Popkultura. Jeden z rodzajów nowej religii, związanej z faktem ogłoszenia śmierci (nieistnienia) Boga. Gdyż fascynacja popkulturą to rodzaj duchowości, czyli chyba coś głębszego niż zwyczajne czytanie książek i życie w sferze imaginacji – „w przyjaźni” z bohaterami literackimi. Z tą duchowością wiąże się iluzja swego rodzaju prawdy w popkulturze. Cóż, trochę więcej prawdy znajdziemy jednak w kulturze wyższej. Myślę, że warto szukać własnych ścieżek w przemierzaniu obszarów kultury. Ja dawno już jestem po detoksykacji antypopkulturowej; pozostało tylko to, co najcenniejsze – coś z dzieciństwa, parę drobiazgów.

***
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! 

Autor: Jill Barklem, „Brambley Hedge – Winter Story”, 1980 / źródło

Reklamy

Święta coraz lepsze – o Bożym Narodzeniu

Nierzadko, wręcz często, można trafić na teksty, reportaże, fotoreportaże, audycje radiowe, itp., o skromnych, biednych, siermiężnych, wprost byle jakich… świętach Bożego Narodzenia w PRL. Wymienione powyżej przymiotniki są przytoczeniem autentycznych określeń, z jakimi się spotkałam. Skromna, niemodna choinka, takież prezenty, proste dania nieobficie serwowane. I nagle wyskakuje dysonans, bo dla większości z nas były to najpiękniejsze dni w roku – cudowne dni, magiczny czas, wyczekiwane prezenty, pyszne jedzenie, itd. 🎄 Styl ówczesnego życia, jego poziom, poziom zamożności, i możliwości, nie stawiał prawie nikogo w pozycji wyczekiwania na „coś jeszcze lepszego”, tym bardziej na coś z drugiej dekady XXI wieku. Wtedy tamto było lepsze.

Co do samych ozdób choinkowych, te „retro” bywały zazwyczaj gustowniejsze niż wiele współczensnych stylów choinkowych.

„Krasnal i sarenka w lesie Boże Narodzenie 1958 PRL” / źródło: Myvimu – Pocztówki Artystyczne

***
Wesołych Świąt!

Poniżej słuchowisko pt. „Opowieść wigilijna”, z 1988 roku, wg opowiadania Karola Dickensa z 1843.

Ilustracje Vilhelma Pedersena do „Brzydkiego kaczątka” H. Ch. Andersena

„Jakże pięknie było na wsi!” Tak zaczyna się tekst „Brzydkiego kaczątka” w tłumaczeniu Stefanii Beylin, w wydaniu „Baśni” z 1976 roku.

Jakże piękne są ilustracje Vilhelma Pedersena do duńskiego wydania baśni Andersena z 1849 roku. Ilustracje potem wznawiane w Danii i na całym świecie. Pierwsze wydania „Baśni” Andersena, począwszy od 1843 roku, były pozbawione ilustracji. Otrzymały je dopiero w 1849 roku. Vilhem Pedersen był jednym z dwóch pierwszych ilustratorów baśni Andersena. Był i jest tym najbardziej znanym.

Kot na drugim rysunku przypomina koty z niektórych średniowiecznych ilustracji.
[Duże wersje obrazków po kliknięciu.]

Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.

Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.

Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.

Źródło ilustracji i prawa autorskie >>

A tu słuchowisko z 1980 roku. Adaptacja „Brzydkiego kaczątka” Andersena z udziałem znakomitych aktorów.

Stary, zielony miś z „Pierwszej czytanki”

Historia dziecinna, prosta, lecz nadal wzruszająca. Może z powodu wspomnień z czasów wczesnoszkolnych. „Stary, zielony miś” – opowiadanie z podręcznika „Pierwsza czytanka” Ireny Słońskiej (ilustracje: Hanna Czajkowska i Witold Popławski). Były to materiały uzupełniające do nauki języka polskiego dla klasy I i II, używane po zakończeniu „Elementarza” „Falskiego”, czasami równocześnie.

Historia o zielonym misiu, oraz niemało innych opowiadań, wierszyków, zagadek i rebusów z „Pierwszej czytanki”, pojawia się też w późniejszej wersji podręcznika uzupełniającego do klasy I, również autorstwa Słońskiej, pt. „W szkole i na wakacjach”, używanego po „Literach” Przyłubskich albo po „Elementarzu”.

Poniżej lata wydawania obu ksiażek; jednak wydaje mi się, że już około roku 1974 korzystałam z pierwszej wersji „W szkole i na wakacjach”, z inną okładką (ciemnoniebieską) niż późniejsza – czytałam ją sobie w domu, nie była używana w czasie lekcji. Miała już wielokolorowe obrazki.

„Podręcznik do nauki języka polskiego dla klas I: Pierwsza czytanka (1960, i kolejne wydania, 18. w 1976 roku)
Podręcznik do nauki języka polskiego: W szkole i na wakacjach (1978, i kolejne wydania, 14. w 1992 roku)” /źródło: wikipedia/

Poza dwiema stronami historii o misiu, zamieszczam jeszcze siedem innych stron z „Pierwszej czytanki” oraz stronę ze spisem autorów wykorzystanych w podręczniku.

Aktualizacja
Wydawało mi się, że w mojej wersji „Pierwszej czytanki”, z której korzystałam od roku szkolnego 1973-1974, nie było dwóch-czterech historii z wydania 1960 (taki skan posiadam). Faktycznie. Znalazłam informacje, że wydanie 12. z roku 1971 było zmienione. Tylko nie pamiętam, czego brakuje… co dodano zamiast, bo ilość stron taka sama.

slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page11
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page12
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page22
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page38
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page37
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page50
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page126 slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page127
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page136
slonska_irena_pierwsza_czytanka_1960_skan_lq-page176

Żył jak chciał

zyl-jak-chcial

z nagrobka Krzysztofa Kąkolewskiego / źródło

„Żył jak chciał – K. K.” to końcówka z napisu nagrobkowego Krzysztofa Kąkolewskiego, reportażysty i pisarza, umieszczona na samym dole płyty nagrobnej pod epitafiami jego rodziców, którzy spoczywają w tym samym grobie.

Opis wzruszający, zwłaszcza w kontekście jego twórczości (trudne, bulwersujące i niepoprawne politycznie tematy), jego nonkonformizmu oraz swoistego pół-wygnania od pewnego punktu w jego biografii, co z kolei otoczyło jego późniejsze życie i dzieła autsajderskim klimatem.

„Żył jak chciał”. Może najpiękniejsza droga, jaką można podążać przez życie.

A tu słowa Kąkolewskiego z filmu dokumentalnego o autorze, filmu zawierającego rozmowy z pisarzem:

„Pytanie, kto to jest nienormalny, kto odbiega od normy… Ja napisałem, że ludzie przeciętni odbiegają od normy. Bo jest szaleństwem wybrać się jako człowiek przeciętny.”

„Spotkały mnie nieszcześcia, ale nie spowodowały tego że stałem się nieszczęśliwy… Istnieje pewien obowiązek szczęścia… By innych rozświetlić w swoim nastroju.”

/źródło:  „Errata do biografii – Krzysztof Kąkolewski” (2007) – cały dokument poniżej/

Puchatek, Prosiaczek i zima

Scenka z fotelem i zegarem. I jednocześnie scenka, kiedy jest odpowiednia pora na małe Conieco… Fragment z „Chatki Puchatka” A. A. Milne’a (The House at Pooh Corner; pierwsze wydanie w 1928, 1938 w Polsce). Ilustracje – E. H. Shepard; tłumaczyła Irena Tuwim.

chatka-puchatka-prosiaczek-w-fotelu

Kubuś Puchatek i Prosiaczek / źródło

– A teraz wiem, co zrobię – powiedział Puchatek. – Najpierw pójdę do domu zobaczyć, która godzina, włożę ciepły serdaczek, a potem pójdę do Kłapouchego i zaśpiewam mu nową Mruczankę.
Popędził z powrotem do domu, lecz po drodze głowę miał tak zajętą nową Mruczanką, którą miał zaśpiewać Kłapouchemu, że gdy nagle ujrzał Prosiaczka rozpartego w najwygodniejszym fotelu, jaki miał, stanął w drzwiach zdumiony. I drapiąc się w głowę, zastanawiał się, w czyim też on jest domu.
– Dzień dobry, Prosiaczku! – powiedział. – Myślałem, że wyszedłeś.
– Nie – odparł Prosiaczek. – To ty wyszedłeś, Puchatku.
Rozdział Iw którym powstaje Chatka Puchatka
– Masz rację – powiedział Puchatek. – Wiedziałem, że któryś z nas wyszedł.
To mówiąc, spojrzał na zegar, który przed kilku tygodniami zatrzymał się na pięć minut przed jedenastą.
– Dochodzi jedenasta – rzekł Puchatek wesoło. – Akurat nadszedł czas na małe Conieco. – I wsadził łebek do spiżarni. – A potem wyjdziemy, Prosiaczku, i zaśpiewamy Kłapouchemu moją nową Mruczankę.
– Jaką Mruczankę, Puchatku?
– Tę, którą zaśpiewamy Kłapouchemu.
Zegar wciąż jeszcze wskazywał za pięć jedenastą, gdy Puchatek z Prosiaczkiem ruszyli w drogę. Wiatr ustał i płatki śniegu kołowały w powietrzu…

puchatek-i-prosiaczek

A to już ilustracje z pierwszej części przygód Puchatka, z „Kubusia Puchatka” (Winnie-the-Pooh; pierwsze wydanie w 1926, 1938 w Polsce). Moment, gdy Puchatek z Prosiaczkiem odkryli coś na śniegu… i każdy, kto czytał książkę, pewnie pamięta co.

galeria z większymi kopiami – kliknij w obrazek / ilustracje z bloga BibliOdyssey

Przy okazji wyszukiwania ilustracji do „Kubusia Puchatka” przypomniałam sobie (znalazłam w sieci) wiele polskich ksiażek/książeczek dla dzieci. O nieocenionej wartości sentymentalnej, jak też o dużej wartości artystycznej i literackiej.

Ze śniegu

winter-night-laurxy-design-crush

„Zimowa noc” („Winter night”); Autor: Laurxy

Zima dała się we znaki… Wyczekiwana śnieżna zima, więc nie można zbyt dużo narzekać.

Ten śniegowy zwierzak jest trochę jak z „Zimy Muminków”. Np. wtedy gdy Muminek obudził się nagle ze snu zimowego i poszedł dziwić się światu. Grafika piękna, acz prosta i wyrazista, a jednocześnie niejednoznaczna – nie wiadomo, czy zwierzę nie narodziło się ze śniegu… 🙂

„Niebo było niemal czarne, lecz śnieg lśnił jasnoniebieskim blaskiem w świetle księżyca.
Morze spało pod lodem, a głęboko w ziemi, między korzeniami, wszystkie małe stworzonka śniły o wiośnie. Ale do wiosny było dość daleko, bowiem Nowy Rok minął dopiero co.
Właśnie w miejscu, gdzie dolina wznosiła się łagodnie ku górom, stał dom zasypany śniegiem. (…)
Wewnątrz domu było ciepło i przytulnie. Na dole w piwnicy tliły się wolno na ruszcie całe masy torfu. Księżyc zaglądał w okno oświetlając białe zimowe pokrowce na meblach i owinięty tiulem kryształowy żyrandol. A w salonie wokół największego kaflowego pieca rodzina Muminków spała długim zimowym snem. (…)
A potem zdarzyło się coś, co nie zdarzyło się nigdy, odkąd pierwszy troll* z rodziny Muminków zapadł w sen zimowy. Muminek obudził się i nie mógł już zasnąć.
Patrzył, jak świeci księżyc i kryształy lodu na szybie.
Słyszał buczenie pieca na dole w piwnicy i był coraz bardziej rozbudzony i zdumiony.”

/źródło: „Zima Muminków” (1957), tekst i ilustracje Tove Jansson, pierwsze polskie wydanie w 1969, tłumaczenie Irena Szuch-Wyszomirska/

Jedna z moich ulubionych książek dzieciństwa, i nastoletniości, w czasach gdy więcej czytano i bardziej żyło się książkami oraz całym światem w nich zawartym, bo bajeczek i filmów w telewizji było mało w tamtych czasach.

zima-muminkow

„Zima muminków” (1957), ilustracja – Tove Jansson

Śnieżny Kot – życie i cuda obok nas

„Śnieżny kot” zauroczył kolorami i kształtami oraz przyciągnął swoim niezwykłym losem. Do tego kojarzy mi się z „Dziewczynką z zapałkami” H. Ch. Andersena. Zwraca uwagę na los tych czasem niedostrzeganych – samotnych, porzuconych, głodnych, zmarzniętych, chorych… Zwierząt, ale nie tylko.

„Śnieżny kot” – obrazkowa historyjka japońska – pojawił się u mnie na blogu parę lat temu, w styczniu i lutym 2010 (w trzech wpisach, trzy obrazki). Teraz będzie więcej – osiem z czterdziestu czterech ilustracji. Potem można sobie obejrzeć wszystkie pod linkiem. Bo cała opowieść jest długa, częśćiowo baśniowa, częściowo fantastyczno-naukowa, trochę skrótowa i nie do końca jasna w dalszych częściach, przynajmniej dla mnie, i kończy się raczej smutno. Podpisy do obrazków są tłumaczeniem z oryginału. Autor ilustracji – T KONI (Takeo Konishi). Wykonane kredkami, opublikowane w październiku 2009.

Kot narodzony ze śniegu
„Illustration that depicted the world of imagination. Story of Mysterious cat that was born from snow’ It draws with the colored pencil. Story of fantastic travel of Snow Cat.” 

snow-cat-town-where-it-snows_4046401936_o

Miasto gdzie pada śnieg…

snow-cat-kitten-thrown-away_4045658689_o

Wyrzucony kotek…

snow-cat-disappearing-life_4045658741_o

Uchodzące życie…

snow-cat-silence_4046402098_o

Cisza…

snow-cat-reviving-moment_4045658853_o

Moment wskrzeszenia…

snow-cat-reproducing-life_4055552032_o

Odtwarzanie życia…

snow-cat-birth-of-snow-cat_4055552094_o

Narodziny śnieżnego kota…

snow-cat-new-departure_4054811337_o

Nowy kierunek… Nowe życie…

Po odrodzeniu śnieżny kot nabywa cudownych mocy.

„The Snow Cat” – wszystkie obrazki  >>

Zima w elementarzu Falskiego

Z pamiętnego, a nawet kultowego, „Elementarza” Mariana Falskiego wybrałam, i przycięłam, dwadzieścia najbardziej związanych z sezonem zimowym stron. To również mój elementarz.

W historii polskiej edukacji najbardziej doniosłym elementarzami okazały się podręczniki Mariana Falskiego, pod tytułem „Elementarz”. Pierwsze wydanie, pod tytułem: „Nauka czytania i pisania dla dzieci” ukazało się w roku 1910 i zrewolucjonizowało metodykę nauki czytania w Polsce. Był ilustrowany przez Jana Rembowskiego.

W okresie międzywojennym ukazywały się kolejne wersje elementarza dla dzieci, aktualizowane zgodnie z duchem czasów. Z powodu zapóźnień edukacyjnych sporej części ludności, w 1920 Falski opracował także na zamówienie władz dwie wersje „Elementarza powiastkowego”, dla dorosłych analfabetów oraz osób odbywających zasadniczą służbę wojskową. W 1945 roku prawa do wydawania „Elementarza” Falskiego pt. „Elementarz dla szkół wiejskich” uzyskały Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych (od 1974 Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne).

W 1949 ukazał się pierwszy powojenny elementarz dla dzieci, uwzględniający elementy obowiązkowej w tym czasie ideologii komunistycznej (aczkolwiek bez wymieniania postaci Stalina). Kolejna unowocześniona wersja elementarza ukazała się w 1957 i przetrwała siedemnaście lat. Ostatnia wersja ukazała się w 1974, opublikowana już po śmierci autora, z nowocześniejszymi ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Zaktualizowano w niej też teksty. Wersja ta znajduje się w druku i spotyka się z popularnością aż do dnia dzisiejszego (stan na 2013).

Oprócz ostatniej wersji elementarza, w XXI wieku wznowiono też druk elementarza w wersji z 1971 roku. /źródło: wikipedia/

08408408484084848408417184084

Zimowe drugie śniadanie

08508508585085858508517185085

Choinka świąteczna, czyli jodełka

08608608686086868608617186086

Prezenty spod choinki

08908908989089898908917189089

Węgiel na zimę

09009009090090909009017190090

Zimowe zapasy

09109109191091919109117191091

Zwierzęta też robią zapasy na zimę

09209209292092929209217192092

Ślizgawka i łyżwy

09309309393093939309317193093

Ciężkie czasy

09409409494094949409417194094

Bałwanek

09509509595095959509517195095

Górka do zjeżdżania na sankach

09609609696096969609617196096

Bitwa na śnieżki

09709709797097979709717197097

Karmnik i dokarmianie ptaków

103103103103103103103103171103103

Odwiedzamy polskie góry zimą

104104104104104104104104171104104

Zimowy kotek na płotku

106106106106106106106106171106106

Odmrożenia i zimowe choroby

107107107107107107107107171107107

Zimowy szkolny spacer

113113113113113113113113171113113

Bajki opowiadane przez babcię

114114114114114114114114171114114

Zawiane pola i jazda saniami

119119119119119119119119171119119

Roztopy na polach

120120120120120120120120171120120

Skrzydlaci przyjaciele przy oknie i zbliżająca się wiosna

CAŁY ELEMENTARZ W FORMIE WIDEO

Maksymy z „Księgi niepokoju” Fernando Pessoi

Zamieszczam fragmenty z „Księgi niepokoju” Fernando Pessoi (1888-1935), portugalskiego przedstawiciela modernizmu, uważanego za jednego z najważniejszych osobowości literackich XX wieku. Wybrałam podrozdział „Maksymy”. Cała książka ma nietypową konstrukcję (cześć jest napisana pod heteronimem, część pod nazwiskiem autora), do tego niektóre zdania są, jak widać, „niepełne” – zda­nie w ory­gi­na­le było nie­ukoń­czo­ne, miało luki lub frag­men­ty nie­czy­tel­ne. Zaznaczenia wyrazów pochodzą ode mnie.
Tek­sty po­wsta­ły w la­tach 1910-1920 (wg wstępu do rozdziału). „Księga niepokoju” jest najwybitniejszym dziełem Pessoi, ale ukazała się dopiero w 1982 roku, prawie 50 lat po śmierci twórcy.

MAKSYMY

– Je­dy­na ko­rzyść z na­uki to ra­dość z tego, cze­go nie po­wie­dzie­li inni.

– Esen­cją sztu­ki jest izo­la­cja. Każ­dy ar­ty­sta po­wi­nien dą­żyć do izo­lo­wa­nia in­nych, do wzbu­dze­nia w nich pra­gnie­nia sa­mot­no­ści. Pi­sarz od­no­si naj­wyż­szy triumf wte­dy, gdy jego czy­tel­nik uzna­je, że woli po­sia­dać jego tekst, niż go czy­tać. Może nie dzie­je się tak aku­rat w przy­pad­ku pi­sar­skich sław, jest to jed­nak naj­wyż­szy hołd […]

– Być trzeź­wym zna­czy być źle uspo­so­bio­nym do sa­me­go sie­bie. Na­le­ży­ty stan umy­słu oso­by pa­trzą­cej w głąb sie­bie to stan […] ko­goś, kto oglą­da ner­wy i nie­zde­cy­do­wa­nie.

– Je­dy­na po­sta­wa god­na isto­ty wyż­szej to spo­koj­ne i chłod­ne współ­czu­cie dla wszyst­kie­go, co nią nie jest. Nie żeby ta po­sta­wa mia­ła naj­drob­niej­szy rys słusz­no­ści lub praw­dzi­wo­ści; jed­nak jest tak god­na po­zaz­drosz­cze­nia, że na­le­ży ją przy­jąć.

– Po­sia­da­nie okre­ślo­nych i nie­wzru­szo­nych opi­nii, in­stynk­tów, pa­sji, usta­lo­ne­go i uświa­do­mio­ne­go cha­rak­te­ru – wszyst­ko to w prze­ra­ża­ją­cy spo­sób czy­ni z na­szej du­szy pe­wien fakt; ma­te­ria­li­zu­je ją i uze­wnętrz­nia. Ży­cie to słod­ki i płyn­ny stan nie­świa­do­mo­ści rze­czy i sa­me­go sie­bie (to je­dy­ny spo­sób ży­cia, jaki przy­stoi mę­dr­co­wi i go ogrze­wa).

– Umieć się nie­ustan­nie wtrą­cać po­mię­dzy sie­bie sa­me­go i re­al­ność świa­ta to naj­wyż­szy sto­pień wie­dzy i roz­trop­no­ści.

– Na­sza oso­bo­wość musi być uta­jo­na, na­wet dla nas sa­mych: stąd bie­rze się nasz obo­wią­zek nie­ustan­ne­go ma­rze­nia i włą­cza­nia w na­sze ma­rze­nia sie­bie, tak aby­śmy nie mo­gli mieć na swój te­mat żad­nych opi­nii.

A przede wszyst­kim po­win­ni­śmy pil­no­wać, aby inni nie wdzie­ra­li się w na­szą oso­bo­wość. Każ­de cu­dze za­in­te­re­so­wa­nie na­szą oso­bą to bez­czel­ny nie­takt. Po­spo­li­te po­zdro­wie­nie nie jest nie­wy­ba­czal­nym cham­stwem tyl­ko dla­te­go, że naj­czę­ściej jest cał­ko­wi­cie pu­ste i nie­szcze­re.

– Po­ko­cha­nie in­nej oso­by do­wo­dzi zmę­cze­nia sa­mot­no­ścią: jest więc tchó­rzo­stwem i zdra­dą wo­bec sa­me­go sie­bie (jest rze­czą naj­wyż­szej wagi, aby­śmy ni­ko­go nie ko­cha­li).

Da­wa­nie do­brych rad to znie­wa­ża­nie zdol­no­ści do błę­du, jaką ob­da­rzył nas Bóg. Co wię­cej, po­win­ni­śmy ko­rzy­stać z tego, że inni po­stę­pu­ją ina­czej niż my. Moż­ną za­ak­cep­to­wać tyl­ko to, że pro­si się o radę in­nych – po to, aby­śmy po­stę­pu­jąc od­wrot­nie, niż nam po­ra­dzo­no, mie­li cał­ko­wi­tą pew­ność, że po­zo­sta­je­my sobą, w kom­plet­nej nie­zgo­dzie z In­no­ścią.

Autor – Fernando Pessoa 
Tłumaczył – Michal Lipszyc

stare-butelki-apteczne-i-leki

Stare butelki – chemikalia i jednocześnie leki, XIX w. / źródło