Archiwa miesięczne: Październik 2016

Czas życia – czas śmierci

John Donne (1572–1631)

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą;
każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu.
Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi,
Europa będzie pomniejszona,
tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek,
włość twoich przyjaciół czy twoją własną.
Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie,
albowiem jestem zespolony z ludzkością.
Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

(„Medytacja XVII”, tłum. S. Barańczak)

matka-i-dziecko-wieczorna-modlitwa

1880 rok / źródło

Mikołaj Sęp Szarzyński (ok. 1550 – 1581)

„O krótkości i niepewności na świecie żywota człowieczego”

Ehej, jak gwałtem obrotne obłoki
I Tytan prętki lotne czasy pędzą!
A chciwa może odciąć rozkosz nędzą
Śmierć, — tuż za nami spore czyni kroki!

(Sonet I – fragm.)

***

Z wstydem poczęty człowiek, urodzony
Z boleścią, krótko tu na świecie żywie,
I to odmiennie, nędznie, bojaźliwie;
Ginie, od słońca jak cień opuszczony.

(Sonet II – fragm.)

Mysibrat Miauczura

Mysibrat Miauczura

Mysibrat Miauczura – „Porwanie w Tiutiurlistanie”, rysował Adam Marczyński

Jak widać, chrześniakiem kota była mysz…

Poniższy kotek „myszolubek” przypomiał mi jedną z najpiękniejszych postaci z mojej literatury dziecięcej, kota Mysibrata Miauczuę z „Porwania w Tiutiurlistanie” (1946) Wojciecha Żukrowskiego. Tamten został wygoniony, dosłowanie wykopany, przez właściciela młyna za litość i sympatię dla myszy, na które miał polować. Cała książka była taka „humanistycznie utopijna”, jak ktoś napisał. Przyjaźń zwierząt przykładem dla świata ludzi.

Mam wydanie ksiażki z ilustracjami Adama Marczyńskiego, z roku 1965, takie jak pierwsze wydanie, ale chyba z inną okładką. Potem były kolejne wydania, inne ilustracje – nawet nagradzane, ja polubiłam to. Pamiętam jeszcze spektakl Teatru Lalkowego, na podstawie „Porwania…”, chyba z ok. 1976 roku, nadawany w czasie ferii zimowych. Wielkie, elektryzujące, przeżycie. Podobnie wielką rzeczą dla dziecka była ta epicka i wzruszająca książka.

kot-i-myszki

kot-i-myszy
Autorka ilustracji – Lisa D’Andrea

Jesienne zegary

Na wszystkich zegarach trwa jesień,
Nawet gdy wskazówki stoją.
Czas, brat wieczności, odmierza chwile.
Jesienią je skraca…

Wrześniowe o piętnaście minut,
Październikowe o godzinę,
Listopadowe o pół dnia.

Ciemność, przybywa sen,
Odbiera pamięć o wieczności,
Coraz bardziej odległej.


Free foto & Anna Hollerer ilustration

Kot i staruszek

Świat wyobraźni. Miejsce gdzie kot jest ukochanym dzieckiem i najbliższym przyjacielem zarazem.
Szwedzki twórca Sven Nordqvist (ur. 1946) napisał i narysował ksiażkowe historie ze starym farmerem o imiemiu Pettson i kocie nazwanym Findus.

/obrazki do obejrzenia w galerii/


Część obrazków pochodzi z tego wpisu na fairyroom.ru.

W gospodarstwie, przed wojną

Styczeń 1939. Cicha noc w wiejskim gospodarstwie. Światło lampy naftowej pośród kilometrów zaśnieżonych pól. Światełko na końcu świata. Scena bez zwiastunów nadchodzącej wojny.

„W każdej wiejskiej chacie niech płonie w zimowy wieczór i późno w noc lampa, przy której gospodarstwo wraz z całą rodziną uczą się, czytają i medytują.”

Tekst i obraz pochodzą ze styczniowego (1939) numeru „Plonu”, ilustrowanego miesięcznika rolniczo-ogrodniczego.

rodzina przy lampie naftowej

„Plon” nr 1/1939, zdjęcie zrobione przez znajomego

Poniżej m.in. Polska Komisja Pomologiczna oraz jabłko „gospodarskie”, na jednej z tablic z odmianami jabłek. Strona  z „Plonu” z czerwca 1937.

plon-jablko

Tablica z odmianami jabłek, „Plon” 6/1937 / źródło

I jeszcze klimaty agrarne oraz styl przedwojennej publicystycznej polszczyzny. Teoria i praktyka uprawy roślin. Wieś, spokój, wegetacja roślin i prosta egzystencja czowieka. Artykuł pt. „Jak ocenić stan ozimin w jesieni?”, napisany przez inżyniera Mazurkiewicza (miesięcznik „Plon” 11/1938)

oziminy

„Plon” 11/1938 / źródło

„Agraryzm – doktryna społeczna i ruch społeczny, głoszące, że podstawą gospodarki jest rolnictwo oparte na samodzielnych gospodarstwach rolnych, najważniejszym producentem dóbr materialnych jest rolnik, a główna warstwą narodu są chłopi, kładący nacisk na rozwój oświaty na wsi i kultury ludowej, promujące hasło, chłop potęgą jest i basta. (…) Agraryzm to koncepcja próbująca stworzyć ustrój balansujący między kapitalizmem a socjalizmem.” /wikipedia/

Zaś w tym filmie, opartym na opowiadaniu z 1937 roku, pojawiają się zwiastuny wojny. I tak się składa, że główna bohaterka pracuje u inżyneria Śliwy, który zajmuje się sprzedażą maszyn rolniczych. „Niekochana” Janusza Nasfetera z 1965 roku, będąca ekranizacją „Niekochanej” Adolfa Rudnickiego. Opowiadanie czytałam, a film chyba poszerza zakres wydarzeń.

Jesienne śledztwa

Inpektor Kluczyk czuł, że zbliża się zimna, mokra i ponura jesień. Przeczuwał że wraz z nią zbliża się ciężkie, smutne, przeszywające dreszczem grozy śledztwo. Może zabójstwo w małym drewnianym moteliku w górach; sprawa przy której brak jakichkolwiek śladów, poszlak… brak nawet ofiary. Tylko czuć, że stało sie coś bardzo złego, mgliście mrocznego, przerażającego do szpiku jestestwa, coś co nie pozwala spać miejscowej społecznośći. Nie pozwala nawet spokojnie mieszać cukru w herbacie.

Inpektor znał te klimaty. Wczesne poranki gęste od nowych podejrzeń; późne wieczory nadmiernie obciążone zmęczeniem i napięciem. Śledztwa po których przybywa siwych włosów i leków nasercowych w apteczce.

I pamiętał ból istnienia, jaki go w takich czasach ogarniał. Ktoś musiał to śledztwo przeprowadzić do końca, ktoś musiał być pierwszym poznającym straszną prawdę.

***
Nie czytam współczecnych kryminałów, choć nie wykluczam że kiedyś będę, jeśli nie zniechęcą mnie zupełnie, wyrastające jak grzyby po deszczu, kursy pisania czy kursy pisania kryminałów. Czyli rzemiosło pisarskie staje się zbyt rzemiosłowate? Bez cienia natchnienia? Wtedy nie będzie można tego nazwać literaturą, a nawet kryminał potrafi być literaturą na poziomie, bo przeczytałam kiedyś 2-3 kryminały (m.in. „Nieobecni są winni” Henryka Voglera z 1960 roku), a może trochę więcej, choć nigdy nie byłam wielką miłośniczką takiej prozy. I dziś zdarza mi się przejrzeć kilka stron ze starego kryminału. Poza tym czasem oglądam stare filmy kryminalne, czy sensacyjne, a gdy sa dobrze zrobione, żałuję że tak szybko się kończą. Może znajdę tej jesieni nowe stare filmy albo ciekawe stare kryminały w formie powieściowej. I może śledztwo nie będzie zbyt mroczne ani niepokojące.

***
O, nie czytałam jeszcze tego… Bo przez przypadek od razu trafiłam na powieść z początkiem pasującym do mojego jesienno-górsko-tajemniczego klimatu… „As trefl” Jerzego Edigeya z 1978 roku.

„Ranek był pochmurny. Zanosiło się na deszcz. Z planowanego spaceru w góry nic więc nie wyszło. Ale około godziny jedenastej, jak to w Zakopanem często bywa, niebo się nagle rozpogodziło. Giewont znowu lśnił w słońcu. A my, całe towarzystwo zebrane w małym pensjonacie, wylegliśmy na taras. Wygodnie ulokowani na leżakach, niektórzy jeszcze okryli sobie nogi kocami, wystawiliśmy twarze na promienie październikowego słońca.
Rozmowa przeskakiwała z tematu na temat. Wreszcie zahaczyła o parapsychologię i natychmiast rozgorzał spór pomiędzy inżynierem Korycińskim a adwokatem Ruszyńskim. Inżynier był entuzjastycznym zwolennikiem tej nowej nauki.
— Drzemią w nas siły — tłumaczył — z których nie zdajemy sobie sprawy. Pięć zmysłów to za mało. Każdy z nas ma ich znacznie więcej, lecz mało kto potrafi to sobie uświadomić, a jeszcze mniej ludzi umie z nich korzystać. Właśnie parapsychologia nie tylko wyjaśnia nam obecnie zjawiska na pozór niezwykłe, ale także nauczy nas w przyszłości posługiwać się tymi siłami. Wówczas tak dziwne rzeczy jak zatrzymywanie czy uruchamianie zegarów na odległość lub nawet zginanie łyżek za pomocą lekkiego dotyku palców będzie drobnostką. Kto wie, czy nie będziemy mogli obywać się bez radia i telegramów, bo osiągniemy umiejętność nawiązywania łączności telepatycznie.”

Ładnie się zaczyna. Może mnie zachęci do napisania małego opowiadania kryminalnego dla inspepektora Kluczyka. Póki co, czuję że jestem zbyt mało ukryminalniona i nie widzę na to szans.

czarny-kot

Autorka ilustracji – Anna Hollerer