Koniec Starego Roku

Dziś dopełnia się jedna z jednostek czasu linearnego. Mija kolejny rok w kalendarzu gregoriańskim, który jest jednocześnie kalendarzem słonecznym. Ziemia dokonała pełnego obiegu wokół Słońca. Czas linearny nie jest więc czysto linearny. Jakie są konsekwencje takiego nachodzenia na siebie „linii” i „koła”? Zdaje się, że astrologia ma coś do powiedzenia w tej kwestii.

A więc czas fizyczny. I może jeszcze czas fizyczno-astralny. Bez wątpienia istnieje też czas psychiczny, duchowy. Ten jest najtrudniejszy do zdefiniowania czy choćby opisania. Ale istnieją takie momenty w życiu, gdy czujemy, że coś się kończy, coś już nigdy nie wróci, że zaczyna się coś nowego. Nie w wymiarze materialnym, fizycznym, a w naszym postrzeganiu rzeczywistości i siebie samych. I to właśnie te momenty wyznaczają prawdziwy upływ czasu.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2010.

Zegar, Szczęsliwego Nowego Roku

Reklamy

9 thoughts on “Koniec Starego Roku

  1. Obywatel

    Czas jest w tej materii zarówno linearny jak i cykliczny, przy czym nie stanowi to sprzeczności. Linearność przejawia się w tym, że coś zdaje się „przemijać”, ale jednocześnie wszystko „przemija” w okreslonym rytmie.

    Dobrą metaforą jest spirala.

    (antropologia ma do powiedzenia o czasie jeszcze więcej niż astrologia – a fizyka to już w ogóle)

    🙂

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. jolienne Autor wpisu

    No, no, zaskoczyłeś mnie. Wiedziałam, że fizyka ma tu sporo do powiedzenia, i może też trochę astrologia, ale nie znam antropologicznego spojrzenia na czas i jego teorie… 🙂

    O spirali sama niedawno pisałam, ale w trochę innym ujęciu.

    Polubienie

    Odpowiedz
  3. Obywatel

    Antropologia zna wiele ludów, które popularnie nazywa się „prymitywnymi” (brrr), lub też „pierwotnymi” (też głupie) – wiadomo że miały one jedną wspólną cechę – postrzeganie czasu w kategoriach cyklicznych/ Dużo można by tu pisać, np. o kulturach,które w ogóle nie miały w swoim języku odpowiednika słowa „czas”. Eliade pisał o czasie sakralnym w kontekście kultur plemiennych. Nie używaly one żadnych kalendarzy, a jedynym punktem odniesienia dla ustalania przeróżnych świąt były pewne „mocne momenty” w czasie. Na przykład przesilenia, które łatwo dało się obserwować, czy cykl księżycowy który również był widoczny (nów i pełnia jako momenty graniczne, pełne „mocy”, bo wszystko co graniczne jest silne i budzi trwogę wespół z fascynacją). Poza tym czas w obrębie dnia również się kawałkowało. Słońce w zenicie, księżyc wysoko na horyzoncie, moment zachodu albo wschodu… A wszystko stapiało się w cykl. Zaćmienia slońca i księżyca siały albo zamęt, albo też były najmocniejszymi momentami – jeśli jakaś kultura zdołała obliczyć sobie cykliczność tych zaćmień, wtedy nikt się nie bał, ale jeśli nie – ludzie panikowali, to fakt.

    Dużo tego jest, trudno to streścić, ale czas to bardzo ważna kategoria przy badaniu także współczesnej kultury. Co prawda nie istnieją już plemiona o których pisał Eliade, a ich zwyczaje zostały skomercjalizowane dla potrzeb rynku, ale czasem widać jak Zachód mocno i silnie wmówił sobie że metafora czasu jako linii prostej jest wystarczającą i pełną na tyle, aby wejść do „conventional knowlegde”. Tego chciała kultura chrześcijańska, tego chciał Kościół (vide całe te jego walki z „ludowymi” kalendarzami). Pozytywizm i całe to naukowe oświecenie dokończyły dzieła – jak bardzo ważne jest zagadnienie czasu w kulturze uświadomiła wszystkim rewolucja francuska, która chciała wprowadzić nowy kalendarz z nowymi nazwami miesięcy. W ten sposób rewolucjoniści chcieli przetransformować „jakośc czasu” w tę, ich zdaniem, szlachetniejszą. No i język, język jest ważny.

    Dużo tego jest, jak mówię. W wielu kulturach indiańskich np. nie są znane metafory czasowe i sformułowania takie jak „jutro będzie nowy dzień”, bo ani nie ma w tym języku słowa „jutro”, ani „nowy dzień” – uznaje się że „jutro” będzie ten sam dzień co dzisiaj, tylko przyjdą nowi ludzie i ewentualnie zmieni się przestrzeń. Jeśli coś nie istnieje w języku to nie istnieje również w wyobrażeniu. Ale to nie jest „ułomność np.”indian Hopi, że nie znają słowa „czas”, tylko wzór kulturowy który sprawia, że im to słowo niepotrzebne. Kiedy się żyje w glębokiej cykliczności, żyje się w czasie sakralnym który jest wieczny i niezmienny.

    Polubienie

    Odpowiedz
  4. jolienne Autor wpisu

    Miewam rzadkie momenty, gdy nie mam pełnej świadomości, co do tego jaki jest dzień tygodnia czy nawet miesiąc. Czuję się wtedy bardzo nieswojo. Jakbym straciła jakaś ważną część świadomości.

    Czym byłoby moje życie, gdybym żyła, jak wspomniani przez Ciebie Indianie?

    W wielu kulturach indiańskich np. nie są znane metafory czasowe i sformułowania takie jak “jutro będzie nowy dzień”, bo ani nie ma w tym języku słowa “jutro”, ani “nowy dzień” – uznaje się że “jutro” będzie ten sam dzień co dzisiaj, tylko przyjdą nowi ludzie i ewentualnie zmieni się przestrzeń. Jeśli coś nie istnieje w języku to nie istnieje również w wyobrażeniu. Ale to nie jest “ułomność np.”indian Hopi, że nie znają słowa “czas”, tylko wzór kulturowy który sprawia, że im to słowo niepotrzebne. Kiedy się żyje w głębokiej cykliczności, żyje się w czasie sakralnym który jest wieczny i niezmienny.

    Bez kalendarza, nie znaczy bez planu i zadań do wykonania…

    Jednak kultura Zachodu nie umie się obejść bez licznika jednostek czasu, a ludzie mają określony wiek metrykalny, z czym wiąże się masa regulacji społecznych i prawnych, i co prowadzi też do wielu nadużyć wobec tychże ludzi. Nie będzie przesady, jeśli powiem, że „cywilizacja czasu linearnego” przyczyniła się do wielu nadużyć wobec człowieczeństwa.

    Polubienie

    Odpowiedz
  5. Obywatel

    Czym byłoby moje życie, gdybym żyła, jak wspomniani przez Ciebie Indianie?

    W tej kulturze niczym. To jest nasza rzeczywistość i nie umiemy żyć w innej, chociaż zdarzają się „konwersje”, to jednak są on trudne. Człowiek wychowujący się w dwóch kulturach naraz może być biwalentny kulturowo, ale im dłużej kisimy się w sosie zachodu, tym bardziej myślimy jego kategoriami. Tak jak indianie Hopi myślą swoimi (choć zachód im dokopał).

    Choćby wtedy kiedy piszesz, że brak kalendarza nie oznacza braku planu, myślisz „naszymi” kategoriami. W czasie cyklicznym nie trzeba było tak dokładnie planować, wiedza była przekazywana pokoleniowo i każdy od dziecka wiedział jak interpretować świat w którym się znalazł. Cykle działy się naturalnie, a starsi wiedzieli co trzeba zrobić, żeby przygotowac dany rytuał, nie trzeba było drobiazgowych planów… Chociaż ponoć Zuni mieli hopla na punkcie tego.

    Fakt, bez kultu czasu lineranego nie można byłoby wprowadzić wielu decyzji niekoniecznie popularnych w społeczeństwie…

    Polubienie

    Odpowiedz
  6. jolienne Autor wpisu

    Choćby wtedy kiedy piszesz, że brak kalendarza nie oznacza braku planu, myślisz “naszymi” kategoriami

    Nawet tego nie zauważyłam 🙂

    W czasie cyklicznym nie trzeba było tak dokładnie planować, wiedza była przekazywana pokoleniowo i każdy od dziecka wiedział jak interpretować świat w którym się znalazł. Cykle działy się naturalnie, a starsi wiedzieli co trzeba zrobić, żeby przygotować dany rytuał, nie trzeba było drobiazgowych planów…

    W naszej cywilizacji młodzi uwalniają się spod wpływu starszych bardzo wcześnie. Każde pokolenie tworzy nowy, inny świat, raz lepszy raz gorszy, ale nie mam pewności, czy czas linearny jest tego przyczyną, czy jedną z konsekwencji.

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s