T. S. Eliot – „Wiatr zerwał się o czwartej rano”

Wiatr zerwał się o czwartej rano
Wiatr zerwał się, uderzył w dzwony
Chwiejne pomiędzy życiem a śmiercią
Tutaj w sennym królestwie śmierci
Budzi się echo walk szalonych
Czy to sen czy co innego
Że powierzchnia poczerniałej rzeki
Jest obliczem, co poci się łzami?
Łuna obozu potrząsa włóczniami.
Tutaj zza tamtej rzeki śmierci
Tatarscy jeźdźcy grożą włóczniami.

The wind sprang up at four o’clock
The wind sprang up and broke the bells
Swinging between life and death
Here, in death’s dream kingdom
The waking echo of confusion strife
Is it a dream or something else
When the surface of the blackened river
Is a face that sweats with tears?
I saw across the blackened river
The camp fire shake with alien spears.
Here, across death’s other river
The Tartar horsemen shake their spears.
.
/napisał Thomas Stearns Eliot/
/tłumaczył Władysław Dulęba/

To chyba mój ulubiony wiersz Eliota. Czytany razem z innymi, kilka lat temu, w kilka bezsennych nocy. „Poezje” Eliota stały na półce do czasu, gdy przyszła pora na Eliota. Nie zawsze jest taka pora. Jego liryka bardziej enigmatyczna, bardziej zmetaforyzowana i jednocześnie smutniejsza od dzieł innych klasyków poezji.

Kuindży - "Noc nad Dniestrem"

Archip Iwanowicz Kuindży – „Noc nad Dniestrem” (1882) / via Wikimedia Commons

Reklamy

6 thoughts on “T. S. Eliot – „Wiatr zerwał się o czwartej rano”

  1. Moon Autor wpisu

    Nie znałam tego tekstu Borgesa, ale znalazłam w sieci. (Generalnie mało znam literaturę iberoamerykańską.)

    Tekst Eliota ma ten rodzaj bezosobowości, jaki bardzo lubię w poezji. I jest mniej deskryptywny niż utwór Borgesa. Tym samym dopuszcza dowolność interpretacji – szerokie pole znaczeniowe.

    Borges raczej opisuje świat zastany, jest tu mniej kreacji, mniej tajemnicy, niedopowiedzeń, za to więcej realnego, dotykalnego smutku, i takiej samej grozy. Podczas gdy groza u Eliota ma wymiar transcendentny, bardziej „uniwersalny”, jest mniej straszna.


    Jorge Luis Borges

    Noc, kiedy na południu nad nim czuwali

    W wyniku czyjejś śmierci
    – tajemnicy, której brakującej imię posiadam, której realności
    nie obejmujemy –
    jest aż do świtu otwarty dom na Południu,
    nieznajomy dom, który nie jest mi przeznaczone
    po raz drugi zobaczyć, lecz który oczekuje mnie tej nocy
    z rozbudzającym światłem w szczytowych godzinach snu,
    dom zmizerowany od nieszczęśliwych wieczorów, inny,
    drobiazgowy w swej rzeczywistości.

    Ku temu domowi, ku jego czuwaniu grawitującemu do śmierci podążam
    ulicami elementarnymi jak wspomnienia,
    poprzez obfity nocny czas,
    bez innych słyszalnych śladów życia
    poza włóczącymi się mężczyznami z dzielnicy obok
    nie oświetlonego sklepu
    i czyjegoś samotnego w świecie gwizdania.

    Będąc posiadaczem oczekiwania, powolnym marszem
    docieram do tej ulicy i tego domu, i tych realnych drzwi
    przeze mnie poszukiwanych
    i przyjmują mnie ludzie zmuszeni do powagi,
    którzy dzielili te same lata, co moi dziadkowie,
    i zrównujemy nasze losy w izbie do tego celu podatnej,
    spoglądającej na patio
    – patio, będące pod władzą i nienaruszalnością nocy –
    i mówimy, bo rzeczywistość jest ponad, o sprawach obojętnych,
    i jesteśmy zdegustowani, i srebrzyści-argentyńscy w lustrzanym odbiciu,
    i rozdzielana mate mierzy daremne godziny.
    Wzruszają mnie drobne mądrości,
    które przepadają wraz ze śmiercią człowieka
    – nawyk jakichś książek, jakiegoś klucza, jakiegoś ciała pośród innych ciał –
    rytm nie do odzyskania, którym świat darzył go
    z konieczności i przyjaźni.
    Ja wiem, że każdy przywilej, choćby mroczny, wywodzi się z cudu,
    a niemałym przywilejem jest uczestnictwo w tym czuwaniu
    odbywającym się wokół tego, czego się nie wie: Zmarłego,
    odbywającym się, żeby odseparować lub zachować jego pierwszą w śmierci noc.

    (Czuwanie niszczy twarze;
    oczy umierają nam na wysokości jak Jezus)
    A umarły, ten niewiarygodny?
    Jego realność jest pod kwiatami, które od niego różnią się,
    a jego śmiertelna gościnność da nam
    jedno wspomnienie więcej dla czasu
    i dla sentencjonalnych ulic Południa, aby zasłużyć na powolne po nich kroczenie,
    i dla powracającego ciemnego powiewu przez czoło,
    i dla nocy, która od największego niepokoju nas wyzwala:
    rozwlekłości tego, co rzeczywiste.

    przekład:Edward Stachura

    (Edward Stachura, Proza i poezja,t.1 „Wiersze,poematy,piosenki,przekłady”, Warszawa 1987r.)

    P.S.
    Film obejrzę jutro lub pojutrze (kwestie techniczne).

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. Obywatel

    Akurat ten wiersz… no, taki Eliotowy. Wydaje mi się, że przekład nie za bardzo, w oryginale lepiej to wygląda, zwłaszcza że w angielskim nie rażą tak powtórzenia jak w polskim. I rytm jest spójniejszy.

    Rzadko miewam aż tak melancholijne nastroje, żeby dobrze się wczytać w Rilkego czy Eliota właśnie. Jesli chodzi o tego drugiego to podpasowały mi kiedyś „Cztery Kwartety”, z zastrzeżeniem że oczywiście nie muszę się z nim zgadzać, ale napisane jest to ujmująco. „Wasteland” to za duży ciężar gatunkowy, ja akurat w temacie śmierci nic nie widzę ciekawego.

    W ogóle z większością poetów nie idzie się zgadzać. Tworzą z reguły te swoje zastane światy w których panuje smutek i przekonanie o kruchości życia, bezsensowności istnienia, przypadkowości i tak dalej. Robią to z wielkim talentem, czego nie można im odmówić, ale aż by się chciało pokazać kilku z nich, że niekoniecznie musi być tak jak oni myślą. We współczesną poezję tak wdarły się wzorce egzystencjalistyczne, że nawet sami już poeci nie wiedzą, że tak naprawdę myślą kalkami z tego prądu myślowego. Przyjmują te poglądy jak „naturalne”, tworząc potem dzieła pełne smutku, goryczy i poczucia beznadziejności. A jeśli nie dają się ponieśc goryczy, idą w moralizatrostwo. Szkoda trochę.

    Polubienie

    Odpowiedz
  3. Moon Autor wpisu

    Zgadzam się, ze wersja angielska brzmi trochę lepiej. Eliot i Rilke są na najsmutniejsze jesienno-zimowe noce, czy wieczory.

    Lubię poezję współczesną, powojenną. Egzystencjalizm był mi kiedyś bliski, potem to przeszło.

    Mam wrażenie, że dla poetów ich twórczość jest także ucieczką przed życiem, przed światem. I że spełnia funkcję terapeutyczną. Jest ucieczką i ratunkiem. Im samym pomaga świat zrozumieć i oswoić.

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s