Archiwa miesięczne: Październik 2009

Tragiczne muzy

Obejrzałam „Sylvię”, film o smutnym życiu amerykańskiej pisarki Sylvii Plath. Życiu, na którym bardzo zaważył jej całkiem nieszczęśliwy związek z poetą Tedem Hughesem. Z twórczości Plath znam tylko „Szklany klosz”, depresyjną, na poły autobiograficzną powieść i może jeszcze jakiś wiersz. W czasie oglądania „Sylvii” przypomniałam sobie inny smutny film, o innej chorej towarzyszce innego wielkiego poety, o pierwszej żonie T. S.  Eliota –  Vivienne Haigh-Wood („Tom i Viv”). Podobne poświęcenie własnych ambicji, czy nawet całego swojego losu, dla kariery ukochanego mężczyzny – geniusza poezji.

Takie kobiety, chore nerwowo czy psychicznie, nie powinny były wiązać się z egotycznymi geniuszami. Wiązały się jednak. Dlatego, że były chore, neurotyczne, zagubione i nie wyczuwały zagrożeń, jakie niosły osobowości ich ukochanych. Te gorąco-zimne związki to chyba najgorsze, co mogło się przytrafić i Sylvii, i Vivienne. Zapłaciły za nie nasileniem się problemów duchowych, cierpieniem i straszną śmiercią.

„Czerwiec 1962 był początkiem końca małżeństwa Sylvii Plath i Teda Hughes, który zakochał się w Asii Wevill, która kilka lat później popełniła samobójstwo w identyczny sposób, jak Sylvia Plath.
W 1962 doszło między małżonkami do separacji; poetka przeniosła się z dwojgiem dzieci (Friedą i Nicholasem) ze wspólnego domu w hrabstwie Devon do Londynu. Zamieszkała w domu po W. B. Yeatsie. (…) Poetka brała wówczas leki przeciwdepresyjne, które jednak przyniosły odwrotny od zamierzonego skutek. Schorowana i cierpiąca na brak pieniędzy, Sylvia Plath popełniła samobójstwo przez zatrucie gazem. Dzieci zamknęła w dobrze wentylowanym pokoju, zostawiając im śniadanie.”

Fragment artykułu o Sylwii Plath w Wikipedii

„Drugą tragiczną postacią była Vivienne Haigh-Wood, pierwsza żona wielkiego poety Tomasa S. Eliota. (…) Okazuje się, że była nie tylko żoną i muzą pisarza, ale i jego menedżerką oraz redaktorką jego tekstów, co więcej, wiele z jego wierszy nosi tytuły przez nią nadane. Ona mobilizowała go do pisania. Wpadała w furie, gdy zajmował się rzeczami niezwiązanymi z poezją. Dbała o niego i jego talent, choć sama też była obdarzona przez muzę Euterpe – muzę poezji lirycznej. Gdyby nie Viv, Eliot na pewno nie zostałby poetą tej wielkości. (…) Została siłą zamknięta w zakładzie i tam zmarła. Nie odwiedzał jej prawie nikt. Nigdy nie odwiedził jej również Eliot, który zdążył nie tylko przy niej i dzięki niej stać się sławą, ale także zagarnąć jej majątek powołując się na chorobę psychiczną żony i nią wywołaną niezdolność do dysponowania ogromnym rodzinnym majątkiem.”

Fragment artykułu Emilii Be. pt. „Stłumiona kobiecość” ze strony ithink.pl

Wielcy mężczyźni są zwykle bardzo egoistyczni. Przeciętni mężczyźni też często są tacy. Poświęcanie się dla kogoś jest bardzo kobiece. Może właśnie zbyt kobiece, aby leżało w naturze mężczyzn, aby nie przychodziło im z trudem. Szkoda. Gdyby było inaczej, świat byłby piękniejszy. Ale czy byłby to ten sam świat?

belljar-szklany-klosz

Pamiętam, była jesień

Była taka jesień z dziwnym nastrojem oczekiwania. Dojrzewanie. Czekanie na nowe, poważniejsze życie. Miałam kilkanaście lat. Do domu przyszedł nowy, spóźniony numer „Literatury na Świecie”, poświęcony literaturze kanadyjskiej, a w nim opowiadanie, czy fragment powieści, „Konfitury z pigwy”. Ucieszyłam się, że wreszcie dotarł. W tym samym czasie Mama przyniosła do domu pierwsze pigwy, jakie widziałam na oczy. To był jeden z tych dziwnych zbiegów okoliczności, jakie się czasami przytrafiają. W takich momentach pojawiał się niepokój i pytanie, czy coś jest pod powierzchnią tego wszystkiego. Tamten zbieg okoliczności spotęgował nastrój oczekiwania na nowe życie.

***

„Salto” Konwickiego. Oniryczny film bez dna. W nieskończoność można się w nim doszukiwać nowych znaczeń i metafor. Kowalski-Malinowski był jednym z najbliższych mi bohaterów, głównie dzięki grze aktorskiej Zbigniewa Cybulskiego. Za każdym razem nieomal wierzyłam, że „zbawi” mieszkańców tamtego miasteczka. Za każdym razem wierzyłam na nowo. I za każdym razem coś z tej wiary pozostawało. Mistycyzm sztuki.

Tytułowy taniec z „Salta” Tadeusza Konwickiego (1965)

„Wiem o tym” Seamusa Deane

Jestem spokojny
Od wielu dni. Moje ręce
Leżą tu, niezmiennie.
Nic nie jest tak obfite
Jak ta wolność.
Jestem cały miłością.
Do niczego.
Poznałem przedmioty
Jakbym był ręką
Która je trzyma.
Nikt nie może mi
Nic zrobić.
Jestem tu sam,
Żywy w nadmiarze.
.
napisał SeamusDeane
tłumaczył Piotr Sommer

***

J. S. Bach „Wariacje Goldbergowskie” – Aria (Glenn Gould)

Primum non nocere

Wykasowałam dyskusję pod wpisem „Szczepionkowy biznes”, gdyż prowadziła ona do absurdu. Do stwierdzenia, że fakt, że coś mi poważnie zaszkodziło nie oznacza jeszcze, że to coś jest złe.

Kilka lat temu po przyjęciu szczepionki przeciwgrypowej przez dłuższy czas miałam szereg niekorzystnych objawów (silny kaszel, katar, ogólne rozbicie). W czasie dyskusji próbowano mi wmówić, że właściwie nic nie powinno mi zaszkodzić, bo w szczepionce były tylko niewinne jony sodu i niewinne fragmenty zabitych wirusów, i nic tam nie miało prawa mnie uczulić czy zaszkodzić mi w jakikolwiek sposób. Wychodzi na to, że powinnam zacząć czuć się winna, że szczepionka pogorszyła moje zdrowie. Powinnam czuć się winna i ani nie pisać, ani nie mówić o tym. I pewnie jeszcze wysłać pieniądze na mszę za powodzenie koncernu produkującego te szczepionki. A ta pani, która opowiadała w telewizji  o poszczepionkowym autyzmie swojego dziecka, to już w ogóle…

Totalna szajba obrońców szczepionek, spotykanych przez mnie w sieci. Jakikolwiek głos krytyki traktowany jest jak zamach na porządek świata. Charakteryzuje ich skrajna naiwność w postrzeganiu rzeczywistości, wiara w immanentne dobro nauki i w to, że akademicka medycyna nie może skrzywdzić, bo przecież krzywdzą tylko szarlatani leczący ziółkami, homeopatią i wkładkami energetycznymi. I ci co sprzedają lampy…

***

Primum non nocere (z łac. – po pierwsze nie szkodzić), jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie.

rosa liscie

Kosmitka wysyła kartkę do domu

Samobójstwa na pasach szybkiej transmisji są ulubioną formą zachowań dekadenckich. Wiele tutejszych instytucji pomaga dekadentom w dokonywaniu aktów samozagłady.

Wieczorami dorośli izolują się od młodych i oglądają filmy instruktażowe z różnymi technikami rozmnażania się, aby potem odtwarzać je, w parach lub w grupach.

Czynności te są bardzo skomplikowane i zapamiętanie ich sprawia im kłopot. Młodzi nie zajmują się reprodukcją. Mają zbyt słabą pamięć i zdolność koncentracji.

W przypływie sezonowych depresji próbują wpłynąć na bieg czasu, manipulując przy wskazówkach domowych zegarów. Czas jest dla nich bardzo ważny. Umieszczają datę urodzin we wszystkich dokumentach.

W rozmowach stosują mimikę, która zastępuje długie i trudne do wymówienia słowa. Twarze tych, którzy prowadzą wiele rozmów, są pomarszczone ze względu na gniotliwość ich skóry.

Ciała swoich zmarłych zakopują w ziemi, z której potem czerpią różnorodne substancje. Nie potrafią przetrwać bez energii z wnętrza planety i nie umieją jej opuścić.

***
PS
Craig Raine „Marsjanin wysyła kartkę do domu”
Marek Czuku „Craig Raine wysyła kartkę do domu”

odyseja_kosmiczna_2001_dvd

„2001: Odyseja kosmiczna ” – kadr

PS II
Wkleiłam stary wiersz z 3 kwietnia 2008. Później napiszę coś nowego.

Szczepionkowy biznes

Obejrzałam dziś w „Faktach” TVN wypowiedź matki polskiego chłopca chorego na autyzm. W dniu przyjęcia szczepionki MMR II dziecko nagle zachorowało – zrobiło się bardzo pobudzone. Potem już nigdy nie odzyskało zdrowia, zapadło w autyzm. Niemniej nadal pewna część naukowców i lekarzy (choć nie wszyscy) zdecydowanie twierdzi, że ta szczepionka nie wywołuje choroby, o czym od czasu do czasu można poczytać również na blogach, zwykle w otoczce „świętego autorytetu” nauki zmieszanego ze świętym oburzeniem: przebadano setki tysięcy dzieci… nie znaleziono związku… nauka nie potwierdza… jak można siać panikę… to niebezpieczna propaganda…, prawda się gorzej sprzedaje niż sensacja…, itd. itp. Ewidentnie gdzieś dokonano oszustwa lub/i gdzieś popełniono błąd.

***
Szczepionkowy biznes

wolny umysłA tu fragment artykułu z tygodnika „NIE” pt. „Świnie szczepią ludzi”:

„… jawi się nam po prostu gruby szwindel, który nie jest aż tak trudny do wyobrażenia. Osobiście nie mam szczególnych kłopotów z uwierzeniem, że koncerny farmaceutyczne byłyby w stanie wypuścić nową odmianę wirusa – w końcu nie bardziej śmiertelną niż zwykła grypa sezonowa – żeby zarobić na sprzedawaniu nowej szczepionki.”