Nie słowa czynią Boga

Jestem pozbawiona Wiary, od dość dawna, jednak nie mam o to żalu do nikogo, co najwyżej do losu. Nie mam też syndromu „niekochanego ateisty”, który często zauważam u osób spotykanych w sieci. Niektórzy spośród ludzi nim dotkniętych są całkiem mili; chciałoby się podejść, pogłaskać po główce i powiedzieć: „Nie przejmuj się tak. Ja też jestem niewierząca, ale ja się ich nie boję.” Inni bywają dość agresywni i to są chyba ci tzw. wojujący ateiści. A wiara w Boga jest przecież sprawą poniekąd intymną i przesadne obnoszenie się z nią, lub z jej brakiem, postrzegam jako niesmaczne. Co gorsza, nadmiar wojujących ateistów może tylko rozjuszyć wyznawców tej, czy innej, religii, i w najgorszym wypadku doprowadzić w przyszłości do ustanowienia jakiegoś przymusu religijnego, więc lepiej jest po prostu lekceważyć fanatyków wyznaniowych i nie wdawać się z nimi w zbyt długie dyskusje.

Poza tym, że jestem pozbawiona Wiary, jestem całkiem wierzącą osobą. Bo w końcu wierzę… Choćby w energię kosmiczną, albo w przeznaczenie, albo w Boga bez boskości.

mleczna-droga czarna-dziura
At the center of our Milky Way Galaxy lies a supermassive black hole.
(Czarna dziura w centrum naszej galaktyki.)

Reklamy

43 thoughts on “Nie słowa czynią Boga

  1. talcio

    Tak to już jest, że ateista musi być tolerancyjny wobec religii która go zewsząd otacza. A wierzący nie dba o to czy kogoś przypadkiem swoimi wypowiedziami nie rani.

    Lubię to

    Odpowiedz
  2. Moon Autor wpisu

    Wierzący ranią ludzi bez zastanawiania się nad swoim grubiaństwem.
    Są zdemoralizowani siłą i władzą tej wielowiekowej „wszechpotężnej” organizacji – Kościołów Chrześcijańskich. A w innych krajach – innych władz religijnych.

    Lubię to

    Odpowiedz
  3. Moon Autor wpisu

    „Wojujący ateiści” uczynili ze swojego ateizmu nową religię, którą się upajają, i która ich uświęca. I często bywa też tak, że Ateizm zastępuje im ich dawną religię, np. katolicyzm.

    Oni po prostu nie umieją się obejść bez jakiejkolwiek wspólnoty religijnej/nowo-religijnej.

    Bywają oczywiście także ateiści umiarkowani, nieagresywni, a niektórzy z nich mają swoje indywidualne wyobrażenie Boga „bez boskości”… Np. ja.

    Nie znoszę ludzi „nawołujących do” przerywania ciąży, czy eutanazji. A nawet metoda in vitro nie najlepiej mi wygląda 😦 Trochę patologią zalatuje.

    Lubię to

    Odpowiedz
  4. lavinka

    Trzeba wszak odróżnić osoby prawdziwie wierzące od „fanatycznych wyznawców”. Jeśli ktoś podający się za Katolika atakuje ateistę to znaczy,że:
    1.Nie ma bladego pojęcia na temat własnej religii
    2.Jest fanatycznym wyznawcą Kościoła Katolickiego, nie Wiary.

    Czasem mam wrażenie,że tacy katoliccy fanatycy już samo nie_chodzenie o kościoła uważają za Ateizm. A przecież nie ma przymusu chodzenia na Msze. Z tego co zauważyłam większość wojujących ateistów to byli wojujący katolicy, bądź ludzie pochodzący z rodzin bardzo_katolickich.
    Nie znam ateisty,który by nie miał moherowej mamusi. Serio. Osoby wyrażające się bardzo wulgarnie i nieprzychylnie na temat księży, kościoła jako całości (a nie konkretnych przypadków) zazwyczaj bardzo wiele miały z nim wspólnego.

    Może my, nie bywający za wiele w kościele, nie mamy świadomości jak to wygląda od środka. Może jest dużo gorzej niż myślimy? A może było kiedyś i dlatego tak dużo ludzi z KK odeszło, a dziś pojawia się tylko w dniu Chrztu, Komunii,Bierzmowania potem ślubu i na koniec pogrzebu? Byle odbębnić zwyczaj białej kiecki i merca przed kościołem?

    Dla mnie, osoby_jednak_pomimo_wszystko_w_Boga_wierzącej i liczącej się z Nim w swoim życiu – KK jest czymś obcym i niezrozumiałym. Czy miałam kiedyś wątpliwości co do istnienia Boga? A jakże, ale powiedzmy że „zostały rozwiane”, mniejsza o to jak, to prywatna sprawa każdego człowieka, niemniej moje doświadczenia z samym Kościołem nie miały nic wspólnego.

    Osobiście zwalczam fanatyzm pod każda postacią. Tak samo wkurzają mnie moherowe babcie jak i ateiści nawołujący np. do skrobanek na życzenie. Obie strony starają się wywierać wpływ na społeczeństwo i na decyzje, jakie podejmuje konkretny człowiek. Z opłakanym skutkiem.

    Lubię to

    Odpowiedz
  5. Moon Autor wpisu

    Kobiety mają bardziej „mistyczne” podejście do rzeczywistości, stąd częściej w coś wierzą. Nawet jeśli jest to tylko wiara w Przeznaczenie, siłę biologiczno-duchową, czy coś podobnego…

    Poza tym, już sama energia wiązań chemicznych może być uznana za „siłę sprawczą”, nie mówiąc o innych zjawiskach fizyczno-chemicznych na Ziemi czy w Kosmosie.

    Lubię to

    Odpowiedz
  6. talcio

    Często bywa tak, że dziecko katolickiej rodziny nagle przestaje wierzyć, albo odwrotnie. Coś w tym jest i przekonałem się o tym czytając weekendowy „Dziennik”.
    Osobiście nie wierzę ani w Boga, ani w żaden absolut, ani w żadną energię/siłę która stoi za rzeczywistością. Dla mnie liczy się jedynie prawda, a prawdą nie są przypuszczenia, założenia czy wiara.
    Co do aborcji, eutanazji i in vitro, to są to zdobycze naszej cywilizacji i należy z nich korzystać, ale w odpowiedni sposób.

    Lubię to

    Odpowiedz
  7. Moon Autor wpisu

    Rozumiem.

    Notabene, nie wszystkie zjawiska świata materialnego (fizyka, chemia) są do końca poznane i objaśnione. Wiele z tych „sił” nadal wymaga eksploracji.

    Lubię to

    Odpowiedz
  8. Moon Autor wpisu

    Uczucia, i cała reszta, to głównie hormony, neurotransmitery, gruczoły dokrewne, oraz kształt i objętość mózgu, czyli także chemia z fizyką/biologia.

    Lubię to

    Odpowiedz
  9. KrzysztofUW

    Otóż tutaj to się chyba kłania już poprawność polityczna. Robimy z oświeceniowych myśli (poglądów?) religię ? 🙂 Oczywiście żartuje i pozdrawiam wszystkich cieplutko. Z Bogiem 😉

    Lubię to

    Odpowiedz
  10. Moon Autor wpisu

    Lepsze poglądy „oświeceniowe” niż „ciemnogrodzkie”, jeśli już rzucasz etykietkami.

    Poprawności politycznej mi nie zarzucisz, bo na moim blogu jej nie znajdziesz.

    Lubię to

    Odpowiedz
  11. Bzyk

    Nie słowa czynią Boga, ale precyzują poglądy na jego temat
    i różnorakich religii.
    Problem polega na tym,że nie można udowodnić,ani zaprzeczyć istnieniu Boga.:(((((
    Czy nieudawadnialne nie istnieje?Co z tym paskudnym pojęciem nieskończoności?Pytań można by mnożyć..ech.
    Berdrand Russell ,wypytywany na okoliczność agnostycyzmu
    dał taką odpowiedź:

    ” Jaki rodzaj dowodów mógłby pana przekonać że Bóg istnieje ?

    Sądzę, że gdybym usłyszała głos z nieba przepowiadający wszystko co ma mi się przydarzyć w następnych dwudziestu czterech godzinach, włączając takie wydarzenia, które wydawałyby się bardzo nieprawdopodobne, i gdyby to wszystko nastąpiło, mógłbym przynajmniej być przekonany o istnieniu jakiejś nadludzkiej inteligencji. Mogę sobie wyobrazić inne dowody tego samego rodzaju które mogłyby mnie przekonać, ale jak do tej pory o ile wiem takie dowody nie istnieją.”
    No…. o ile nie byłby to sąsiad obdarzony tubą i reżyserujący
    dzień filozofa:)) Tomaszów nie brakuje,ich prawo.

    Jestem przeciwna narzucaniu ateistom standardów moralnych przez kogokolwiek,agnostykom rzutów beretem
    do celu,tradycję i wiarę K.K. pozostawiam im samym do rozsądzenia,aby tylko nie pluli mi do zupy.
    Niektórzy protestanci „prorokują” rządy Bestii-666,dożyjemy zobaczymy.Będzie się działo…….

    Lubię to

    Odpowiedz
  12. talcio

    „Problem polega na tym,że nie można udowodnić,ani zaprzeczyć istnieniu Boga.:(((((”
    Tak samo nie można udowodnić ani zaprzeczyć temu, że po orbicie okołoziemskiej od tysięcy lat krąży stary chiński czajnik. I na tym właśnie polega wiara, to nie jest problem religii.

    Lubię to

    Odpowiedz
  13. Moon Autor wpisu

    Bestia-666 już działa. Nawet na niektórych blogach szaleje… :).

    Polski KK jest jak sekta. Dlatego tak mnie przeraża… Za dużo organizacji, za mało Wiary.

    Lubię to

    Odpowiedz
  14. Moon Autor wpisu

    @Bzyk

    Religia była sensowna wtedy, gdy nie było świeckiego prawa, które obowiązywałoby wszystkich.

    Czas religii zinstytucjonalizowanych zasadniczo minął.

    Lubię to

    Odpowiedz
  15. Bzyk

    Religia to są ryutuały,powtarzalność „zdarzeń” brzęcząca mamona,lepsze bryki dla niektórych prominentnych „świetych”,natomiast wiara w czajnik-dowód na istnienie wiary,dobry jak każy inny.Tylko,czy
    czajnik ma wystarczajacą”moc sprawczą”,aby zmienić
    cudze życie.
    Nie wystarczy mieć WIARĘ,ale doświadczać jej mocy.
    To jest tajemnica każdego wierzącego serca.
    Biblia:”…. będziecie biec,a nie zmęczycie się….”
    hmmmmmmm…czary jakoweś?
    Tak jak powiedzenie: „miłość bez uczynków jest MARTWA ..” .Ktoś powiedziałby-banał.A jednak.
    Łapiemy się na pustych deklaracjach spod znaku 666 !.

    Ok! zgadzam sie K.K. to sekta/niestety,z kompletnym brakiem rozeznania,że tak jest/

    Lubię to

    Odpowiedz
  16. talcio

    Czy czajnik ma moc sprawczą? Dla mnie ogromną. Wierzę w to całym sercem.

    Proponuję zastanowić się, jak postrzegano ruch chrześcijański 2000 lat temu. W moim odczuciu- jak sektę.

    Lubię to

    Odpowiedz
  17. Bzyk

    @ talcio,może twoja wiara Cię uzdrowi!,gorzej jak spadający czajnik przysporzy Ci guza :((((

    Bez zastanowienia-ów ruch był postrzegany jako sekta,
    a niektórych późniejsi odłomowco-wyznawcy nawet byli
    paleni na stosach.Kiedy czytanie Biblii było zakazane,a interpretowanie niedopuszczalne./J.Hus/

    @ Moon ,niestety czas religii zinstytucjonalizowanych
    nie minął,raczej się umacnia./w kupie raźniej/

    Lubię to

    Odpowiedz
  18. Moon Autor wpisu

    Ja nie mam wielkiej pustki po utracie wiary w religię katolicką. Czuję się wolna. Religia przez wieki służyła zniewoleniu człowieka.

    Tradycja to co innego.
    Kto ma ochotę na grupowe spotkania w kościele, może sobie pielęgnować chrześcijaństwo, czy inne religie.

    Lubię to

    Odpowiedz
  19. mgielka

    ja też nie wierzę ale mam po tym ogromną pustkę i smutek. Ale wiary nie da się wyhodować tak po prostu.
    Mam wrażenie że to „tylko” pewna tradycja myślenia i własnej wartości którą dostaje się z domu rodzinnego od rodziców.
    Że wiara to tylko część świadomości danego społeczeństwa.
    http://mgielka.wordpress.com/

    Lubię to

    Odpowiedz
  20. Moon Autor wpisu

    Wiara jest sprawą intymną i indywidualną. To kler uczynił z niej kwestię polityczną, i to kler wchodzi ludziom „do sumienia”.

    Fanatycy to „psychole”. Nie rozumieją indywidualizmu drugiego człowieka. Ich wiara jest powierzchowna, ale oni sami tego nie dostrzegają.

    Lubię to

    Odpowiedz
  21. mgielka

    miałam na myśli coś innego.
    że także myśli ateistyczne mają swoje źródła w doświadczaniu danego miejsca i czasu. u mnie w domu wiara w Boga była bardzo powierzchowna dlatego ostatecznie jestem kimś w rodzaju ateisty.

    a co do fanatyków..
    być może dlatego tak bardzo manifestują się z swoją wiarą lub niewiarą bo w głębi duszy brakuje im pewności. więc w świecie na zewnątrz swojego „ja” starają się urzeczywistnić i utrwalić swoją teorię, skoro wewnątrz siebie nie jest to takie proste. bo na zewnątrz poprzez fanatyczne i wyraziste zachowania inicjują pewne zachowania u innych ludzi co daje im silniejsze przekonanie że są ludźmi wierzącymi lub niewierzącymi. ich wiara opiera się nie na wewnętrznej PRAWDZIWEJ refleksji ale na zewnętrznych protezach.

    tak przypuszczam 🙂
    http://mgielka.wordpress.com/

    Lubię to

    Odpowiedz
  22. Moon Autor wpisu

    Dogmaty są charakterystyczne dla katolicyzmu… (!)

    Wiara istnieje niewątpliwie, ale przecież nie u każdego… Odrębną sprawą jest zagadnienie istnienia/nieistnienia Boga.

    Lubię to

    Odpowiedz
  23. mgielka

    tak, nie dostrzegają. gdyby dostrzegli być może zmienili by swoje zachowanie.

    a co do do intymności wiary można z takiego twierdzenia też uczynić dogmat nie podlegającego dyskusji.
    a we współczesnym świecie można znaleźć dość dużo różnych informacji którymi można próbować rozważyć kwestię istnienia wiary. stąd moja próba wyjaśnienia tego zjawiska.

    Lubię to

    Odpowiedz
  24. Bzyk

    @ mgielko,dogmaty tak chrakterystyczne dla K.K. opisują
    zjawisko konieczności bezefleksyjnego podporzadkowania
    sie doktrynom,które począwszy od chrztu noworodka/co,nie jest zgodne z nauką Biblii/,po to,aby:
    liczebnośc członków nie malała,
    zasobność kasy istniała na przyzwoitym poziomie…i.tp.

    Bo któż zdroworozsadkowo myślący,czy myślący w ogóle,
    może spokojnie przyjąć dogmat nieomylności papieża.

    z wyznań katechety:celibat bedzie zniesiony pod jednym
    warunkiem,musi być pisemna zgoda 90-letnich żyjących
    rodziców każdego księdza;))

    Dogmaty opisują najczęściej niepokojące zjawisko,
    twierdzenia niepodlegajacego dyskusji.

    Jeśli chodzi o protezy,masz rację:))

    Lubię to

    Odpowiedz
  25. mgielka

    Bzyk nie ma to jak krytyka z cukierkiem na końcu 😛

    z tymi dogmatami, użyłam niefortunnego słowa czego się uczepiliście.
    a chodziło mi o to że częste w codziennym życiu człowiek ma swoje własne „dogmaty” których nie zamierza poddawać dyskusji.

    a chodziło mi o to, że moon twierdzi z całą stanowczością że wiara to kwestia intymna.
    owszem, ale można ją rozpatrywać także i w szerszym kontekście społecznym. co próbowałam jakoś nakreślić 🙂

    Lubię to

    Odpowiedz
  26. Bzyk

    mgiełko
    Nie sadzę,że polemikę należy „na dzień dobry”nazywać krytyką,to niepotrzebie stwarza poczucie zagrożenia,
    może wywoływać złe emocje,a przecież nie to chodzi.
    Ważne jest,abyśmy się dobrze zrozumieli.

    napisz proszę jakiego niefortunnego słowa użyłaś?

    Jeśli sądzisz,ze masz na w życiu codziennym swoje „dogmaty”,to zapewne tak jest i nie zamierzam z tym polemizować,każdy ma do tego prawo.
    No…o ile nie jest to dogmat nieomylności,..bo może być
    ….”gorąco”.

    Skoro Moon uważa,że kwestia wiary jest sprawą intymną,
    traktuj to jako jej „dogmat” przeca to nie gryzie.

    próbowałaś…. w kontekście społecznym,może zechcesz rozwinąć temat.

    Jestem daleka od tego rodzaju rozdawania cukiereczków,ta uwaga była nie fair:))

    Lubię to

    Odpowiedz
  27. Moon Autor wpisu

    @mgiełka

    Nawet gdyby wiara nie była przekazywana przez rodziców, niejeden nastolatek sam by sobie poszukał Boga na pewnym etapie swojego rozwoju, choćby tylko po to, aby być przeciw „starym”…

    Potrzeba wiary w „coś” wypływa z natury człowieka głównie, nie tyle z tradycji.

    Lubię to

    Odpowiedz
  28. mgielka

    być może słowo krytyka odnosi się też do mojego emocjonalnego stosunku 😛 do mojego poczucia zagrożenia 😛 i komu to poczucie miałabym stwarzać?

    niefortunne: dogmat

    myślę że mam swoje „dogmaty” coś do czego nie mam dystansu, nie zauważam a jednocześnie chowam w sobie jak jakieś spoiwo.

    kontekst społeczny..
    wiara wg. mnie to pewien schemat myślowy przekazywany przez rodziców i dalsze otoczenie.
    przypuszczam że brak wiary również jest wzorem przekazywanym choć nie wprost jeśli rodzina jest tylko pozornie religijna. dziecko uczy się poprzez to jak rodzice się faktycznie zachowują a nie poprzez to co deklarują. jest to często ze sobą sprzeczne. jeśli nie widzi się autentycznej wiary jak więc bez tego wzorca stać się prawdziwie wierzącym? myślę że się nie da. chyba że ten wzór w końcu się gdzieś spotka na dalszym etapie życia.

    Lubię to

    Odpowiedz
  29. lavinka

    Zgodzę się, wielu ludzi wierzy w „coś” – czymkolwiek to jest i dopóki Wiara ta popycha go w kierunku dobra i prawdy – jest OK. Gorzej jeśli go zaślepia. Tego chyba najbardziej należy unikać. Owego zaślepienia, braku wątpliwości, stawiania siebie samego i swoich poglądów na swego rodzaju piedestale. Czasem lepiej nie rozumieć. Trudno jednak ufać komuś/czemuś co jest nieuchwytne i z pozoru niewidzialne. Nie dziw zatem,że ludzie skupiają się na tym co mogą ogarnąć i kontrolować. Władza nad innymi zawsze kusiła i kusić będzie.

    Lubię to

    Odpowiedz
  30. talcio

    Na tym etapie swojego rozwoju uważam, że Wiara może popychać w kierunku dobra i prawdy tylko wtedy gdy samemu się ją odkrywa. Jeśli natomiast jest narzucana czy podstawiana pod nos na złotej tacy to rzadko prowadzi do czegoś dobrego.

    Lubię to

    Odpowiedz
  31. mgielka

    @Moon
    o tym że wiara może nie być przekazywana przez rodziców a znaleziona też pisałam.
    to jest ta sytuacja kiedy nie ma na tyle autentycznego i nośnego wzorca w rodzinie. owszem wzorzec jest ale nie ten o którym deklarują rodzice, ale ten który wyrażają niewerbalnie.
    i może wtedy pojawia się bunt? i młody człowiek aktywnie szuka tego czego potrzebuje gdzieś indziej?
    człowiek młody szuka.. tylko mi się z skolei wydaje że jeśli na swoje drodze nie znajdzie jakąś akceptowalnej formę zachowań, wzór wierzącego (obojętnie w co, jakiego wyznania) to nie jest wstanie wykonać w sobie tego całego algorytmu wiary.

    takie mam wrażenie po moich własnych doświadczeniach, bo nie mogę stać się wierzącą tak na prawdę. ja sama nie wiem czy wierzę w „coś” i czy w ogóle a może wierzę a może nie. nie wiem właśnie 🙂

    Lubię to

    Odpowiedz
  32. mgielka

    gdyby to co w człowieku pojawiało się po prostu.. to po co by była psychologia, socjologia, neurobiologia, antropologia…. i jeszcze parę innych nauk próbujących wyjaśnić zachowanie człowieka.
    wszystko ma swoje uzasadnienie z stąd te nauki mają się dobrze i mogą nadal się rozwijać

    Lubię to

    Odpowiedz
  33. talcio

    Być może źle się wyraziłem.
    Dobrze wiemy czym jest bunt i możemy przypuszczać skąd się bierze, co nie zmienia faktu że u większości będzie nadal występował. Po prostu

    Lubię to

    Odpowiedz
  34. mgielka

    może ty wiesz to tak dobrze że jego źródło widzisz w bliżej nieokreślonym „po prostu”. dla mnie to trochę za mało na uzasadnienie tego że wie się skąd się bierze.

    Lubię to

    Odpowiedz
  35. talcio

    Po prawie 3 miesiącach namysłu doszedłem do tego, co jest źródłem buntu.

    Prawdopodobnie jest to potrzeba odmienności i potrzeba manifestacji tej odmienności. Podkreślenie istnienia własnego Ja, które moim zdaniem ma dużo do powiedzenia i w wielu kwestiach ma rację.
    Dlatego bunt występuje w każdych warunkach. Dzieci z biednych rodzin sprzeciwiają się i nie akceptują nędzy. Dzieci z bogatych rodzin mogą w końcu zbuntować się przeciwko luksusowi i zacząć życie na przeciętnym, czy nawet niższym poziomie. Można dużo takich przykładów podać.
    W literaturze, oprócz „Tanga”, mamy też „Granicę” Z. Nałkowskiej. Tam bohater również buntuje się przeciwko sytuacji w domu.

    Lubię to

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s