Archiwa miesięczne: Listopad 2008

Czerwona trawa

Piękny świat. Pełen surrealizmu, absurdu, nieoczekiwanych skojarzeń i zadziwiającej gry słów.

***
(Fragment powieści Borisa Viana pt. „Czerwona trawa” (1950), tłum. Elżbieta Jogałła)

„Wiatr, ciepły i senny, uderzał w okno pękiem liści. Zafascynowany Wolf przyglądał się skrawkowi dnia, który od czasu do czasu odsłaniała poruszana wiatrem gałąź. Bez powodu drgnął nagle, oparł ręce o brzeg biurka i wstał. Przechodząc zaskrzypiał klepką parkietu, po czym dla wyrównania efektu cicho zamknął drzwi. Zszedł po schodach, znalazł się na dworze i jego stopy zetknęły się z ceglaną aleją obrzeżoną pokrzywami o dwudzielnych liściach, prowadzącą do Kwadratu poprzez czerwoną trawę tej okolicy.”


Beethoven, V Symfonia, cz.I, Karajan

Blog głupot różnych

Doszłam do wniosku, że od dzisiaj blog będzie jeszcze mniej spójny tematycznie i muzycznie niż był do tej pory. I tak dość długo starałam się, aby to wszystko trzymało się jakiejś kupy. Może zbyt długo… Nie będę więc miała żalu, gdy ktoś teraz, czy przyszłości, wyrzuci mój blog ze swoich linków.

Def Lepard „Love Bites” (1987)

„Początek miłości” Rilkego

O, uśmiech, pierwszy uśmiech, ten nasz uśmiech.
Jakżeśmy czuli wspólnie: wdychać zapach lip,
wsłuchać się w ciszę parku — nagle wzajem
patrzeć na siebie, dziwić się — po uśmiech.

W owym uśmiechu było przypomnienie
zająca, który właśnie w tamtej stronie
igrał na łące; to było dzieciństwo
uśmiechu. Już poważniejszy się zdawał
ruch łabędzia, przydany mu, którego później
ujrzeliśmy, gdy dzielił staw na dwie połowy
cichego zmierzchu. — I skłony wierzchołków
wobec czystego, ubiegającego przyszłość
nocnego nieba, powściągnęły uśmiech
ukrócając go przed zachwyconą
przyszłością w twarzy.
.
napisał Rainer Maria Rilke
tłumaczył Mieczysław Jastrun

mini-fall_leaves

Odmienność

„To bezwzględny syn suki, która ponoć we wrześniu zdechła.” (by P7). Ta wypowiedź dotyczy człowieka, co gorsza jednego z blogowych znajomych autora owego zdania. Na szczęście zbulwersowała nie tylko mnie. Dobrze by było, aby poruszyła także ludzi, którzy niedawno robili mi niejakie wyrzuty, że nie umiem się dostosować do swoistego, niby żartobliwie intelektualnego klimaciku, panującego na blogach tego wulgarysty.

Atmosfera tam dominująca nie jest ani żartobliwa, ani intelektualna, jest natomiast sadystyczno-głupawo-chamska, a współtworzą ją ślepo zapatrzone w głównego bohatera kobietki, i nie tylko kobietki.

AC/DC „Highway to Hell” (1979)

Mroki zimy

Trzy dni temu spadł śnieg, ale to dopiero przedzimie. Nadeszła najmroczniejsza i najsmutniejsza pora roku. Na tę ponurość można zastosować takie metaliczne łomoty jak poniżej, choć to i tak niewiele pomoże.

Słuchając, bez wnikania w treść tekstu, można się poczuć jak 1000 lat temu „na ognisku” u Wikingów. Dzicy Wikingowi musieli wytwarzać podobny rodzaj muzyki, jednak nie wiem, czy już odkryto czego tak naprawdę słuchali.

Van Halen „And the Craddle Will Rock” (1980)

Whisky in the Jar

To pierwsza rockowa wersja tej irlandzkiej piosenki ludowej. Pamiętam ją lepiej niż cover grupy Metallica, bo tę pierwotną wersję słyszałam znacznie większą ilość razy. Trzęsie, kołysze, i porusza.

Thin Lizzy „Whisky In The Jar” (1973)

Człowiek, nie człowiek

„Nie każdy musi być wielkim człowiekiem. Być człowiekiem to już bardzo dużo.”
(Albert Camus)

Nie wszyscy potrafią być ludźmi. Niektórzy nawet się nie starają. Ci są najbardziej nieprzyjemni, ale bardziej niebezpieczni mogą okazać się głupcy o dobrych sercach.

Niestety nie spotykamy w życiu wielu Prawdziwych Ludzi  (Diogenes szukał człowieka ze świecą).

Travis „Why Does It Always Rain On Me” (1999)

Right Here, Right Now

Jeden z niewielu utworów Fatboy Slima, które znam i lubię. Napisałabym, że kocham, a nie tylko lubię, ale niestety ten rodzaj twórczości muzycznej za bardzo kojarzy się z prochami. Choć narkotyki są tu zupełnie niepotrzebne, bo tu sama muzyka jest jak narkotyk. Pamiętam, jak fragment tego utworu pojawiał się często w VH1, około 1999-2000 roku.

Fatboy Slim „Right Here, Right Now” (1999)

Time to Remember

Od dawna tu tego brakowało. Znalazłam tylko jeden klip, i to bez obrazków, ale dobrze, że w ogóle jest. Jedyny utwór Budgie, który od razu przyszedł mi do głowy, gdy pomyślałam o zespole. Innych tytułów nie pamiętałam… Ale przypomniałam sobie. W 1982 koncertowali w Polsce jako pierwszy zachodni zespół heavy-metalowy.

Budgie „Time To Remember” (1980)

P.S.
Osiedlowa kapela ukradła sprzęt Acid Drinkers

Prawda

„Najniebezpieczniejsze kłamstwa to prawdy nieco zniekształcone.”
(Georg Christoph Lichtenberg)

Zaglądam na przeróżne blogi w poszukiwaniu prawdy. Takiej zwykłej, ludzkiej, życiowej… Muszę mieć jakiś niedobór tego składnika. Ludzie jednak często podkłamują sobie trochę, bo jakże by inaczej… Albo sami prawdy nie znają.

Gdy piszę tu jakiś tekst, staram się, by był jak najbardziej prawdziwy. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi. Czasem jednak jestem zmuszona coś zafałszować-zakodować, ale nie kłamię wtedy bynajmniej.

The Cure „Play For Today” (1980)