Kosmitka wysyła kartkę do domu

Samobójstwa na pasach szybkiej transmisji są ulubioną formą zachowań dekadenckich. Wiele tutejszych instytucji pomaga dekadentom w dokonywaniu aktów samozagłady.

Wieczorami dorośli izolują się od młodych i oglądają filmy instruktażowe z różnymi technikami rozmnażania się, aby potem odtwarzać je, w parach lub w grupach.

Czynności te są bardzo skomplikowane i zapamiętanie ich sprawia im kłopot. Młodzi nie zajmują się reprodukcją. Mają zbyt słabą pamięć i zdolność koncentracji.

W przypływie sezonowych depresji próbują wpłynąć na bieg czasu, manipulując przy wskazówkach domowych zegarów. Czas jest dla nich bardzo ważny. Umieszczają datę urodzin we wszystkich dokumentach.

W rozmowach stosują mimikę, która zastępuje długie i trudne do wymówienia słowa. Twarze tych, którzy prowadzą wiele rozmów, są pomarszczone ze względu na gniotliwość ich skóry.

Ciała swoich zmarłych zakopują w ziemi, z której potem czerpią różnorodne substancje. Nie potrafią przetrwać bez energii z wnętrza planety i nie umieją jej opuścić.

***
PS
Craig Raine „Marsjanin wysyła kartkę do domu”
Marek Czuku „Craig Raine wysyła kartkę do domu”

odyseja_kosmiczna_2001_dvd

„2001: Odyseja kosmiczna” – kadr

Advertisements

11 thoughts on “Kosmitka wysyła kartkę do domu

  1. skem

    jak byłam małą były takie zeszyty z opowiadaniami sf, zwykle radzeckich pisarzy, czasem polski, rzadziej zachodnich… czasem Twoje przypowiastki przypominają mi te właśnie opowiadania

    Lubię

    Odpowiedz
  2. skem

    @Maciek, mam gdzieś u rodziców jeszcze kilka… ;)… do dziś apmiętam dwa.. o psychowampirze i facecie, który się obudził, by się dowiedzieć, że został mu tylko mózg, bo komputer całą resztę uznał za zbędne

    @Moon: za artystami, nawet amatorami trudno zdążyć… tak mi się skojarzyło… bo o moim świecie, to nie jest 😉

    Lubię

    Odpowiedz
  3. Maciek Rynarzewski

    Z tych zeszytów to chyba ulubionym moim jest Guslar-Neapol, Kira Bułyczowa o krasnoludkach, a wszystko z iście socjalistyczną ironią, którą umie operować tylko Bułyczow. Polecam jego opowiadania. Najlepsze komedie SF jakie czytałem, na dodatek ich zaletą jest to że są mało czytelne dla ludzi zachodu, tworzą elitarny klub demoludów, dla których ta literatura jest krzywym zwierciadłem rzeczywistości. Bułyczow to taki Bareja w wersji SF. 🙂

    No i sorry Moon za taki off-topic ale nie mogłem się powstrzymać, mało z kim mam okazję porozmawiać o sci-fi, to jak już się trafi nie mogę przestać 😀

    Lubię

    Odpowiedz
  4. Moon Autor wpisu

    Z „zeszytów”, to czytałam trochę „Fantastykę” w latach osiemdziesiątych. Miałam sporo numerów, ale zostało mi tylko siedem. Reszta, albo została skradziona z piwnicy w moim dawnym miejscu zamieszkania, albo sprzedana do antykwariatu. Mam też kilka książek s-f i pierwszy zbiór rozmów z Lemem.

    Lubię

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s