Archiwa miesięczne: Listopad 2007

Zagubieni

Zakończyła się trzecia seria „Lost”. I znów strasznie się zirytowałam przy samym końcu filmu, bo nic się nie wyjaśniło, tylko zapętliło jeszcze bardziej. Żadnej z trzech części nie obejrzałam bez przerw, i w pewnych sprawach mam niejasność, jeśli nie we wszystkim…Ostatnie odcinki były dziwnie metaforyczne. Koniecznie trzeba było wpisać ten właściwy kod, czy też nacisnąć odpowiedni guzik, a nad wszystkim unosiła atmosfera jakiejś nieprzeniknionej tajemnicy. Podobnie w życiu – czasami trzeba podjąć pewne kroki, aby rozwiązać mniej czy bardziej trudną sytuację, ale do końca nie wiadomo, co zrobić. Nie wiadomo, który guzik przycisnąć, ani jaki kod wprowadzić, a wszystko pogrążone w niepewności naszej egzystencji i przesycone lękiem przed nieznanym.
Niekiedy dociera się do takiego stopnia dojrzałości, że nie odczuwa się już lęku przed przyszłością, a pojawia się prawie pewność, że cokolwiek nastąpi, nie opuści nas poczucie bezpieczeństwa i zdolność do pogodzenia z tym co nieuchronne, albo że gorzej niż było już nigdy nie będzie, bo pewne niebezpieczeństwa nauczyliśmy się omijać. Jednak aż do samego końca jesteśmy w tym życiu zagubieni.

Zjawisko

A oto niezwykłe zjawisko, wcielenia piękna, nieziemska istota – Isabelle Adjani. Ten krótki filmik przedstawia ją w wieku lat dziewiętnastu, wkrótce przed operacjami plastycznym, które uczyniły z niej prawdziwy ideał, kobietę o nieziemskiej urodzie; po zabiegach miała piękniejsze, bardziej kobiece, kości policzkowe, subtelniejszy koniuszek nosa i jeszcze pełniejsze usta. Choć jeszcze przed chirurgią jest ładna i delikatna.
Isabelle ma urodę, którą się podziwia, jednak nie chciałoby się tak wyglądać. Zbyt eteryczna? Zbyt zjawiskowa? Zbyt trudno byłoby żyć z takim pięknem?

/filmy chwilowo niedostępne/

Tu ta sama Isabelle rok później, już po poprawkach, w filmie „Historia Adeli H.” (1975), w Polsce jako wyświetlanym jako „Miłość Adeli H.”, filmie o córce Victora Hugo.
Cud natury + cud chirurgii…

I’m not in Love

Wczoraj rano przyszedł mi do głowy ten utwór. Pewnie z związku z przygnębiającym, mglistym nastrojem tych dni, bo piosenka przywołuje u mnie jakiś smutny stan.Nie lubię słuchać jej współczesnych przeróbek, ani oglądać kiczowatych, hollywoodzkich filmików dopasowanych do niej. Dla mnie ten przebój zawsze będzie wiązał z moim dzieciństwem i bardzo wczesną młodością.
Nie, nie jestem zakochana… Dorosłe kobiety się nie zakochują, choć Kochać niektóre pewnie umieją 🙂

komentarze na blox.pl

Niebo

„Niebo” („Heaven”), Tom Tykwer, 2002. Kolejny film, który obejrzany po jakimś czasie nadal robi duże wrażenie.
Najbardziej magnetyzująca i jednocześnie najbardziej oczekiwana scena, gdy on nagle mówi Kocham cię, a ona po namyśle odpowiada Wiem.
Jak prawdziwe są takie sytuacje? Takie historie? Pewnie tak nierealne, jak większość scenariuszy Kieślowskiego. A jak wiele wiemy o nas samych i o ludziach, z którymi żyjemy? Czy znamy do końca samych siebie i innych? Czy bylibyśmy zdolni do tego, co zrobiła główna bohaterka? W jakich okolicznościach podejmuje się tego typu dramatyczne i przerażające decyzje, jeśli w ogóle je się podejmuje w rzeczywistości? Znowu film, gdzie więcej pytań niż odpowiedzi. Czy jest tam choć jedna odpowiedź? Tak. Miłość jako cel sam w sobie. Ale ta odpowiedź nie każdego satysfakcjonuje.

"Niebo" - Tykwer

Śmierć

Gdy nagle odeszli, wszystko się zmieniło. Nic nie jest takie jak przedtem. Jakaś cząstka naszego wnętrza odeszła wraz z nimi. Żyjemy w istocie głównie poprzez innych; sami w sobie niewiele znaczymy. Poza ich nieobecnością, najgorsza jest niemożność wypłakania się, zrzucenia z siebie ciężaru i żalu. Wszystko pozostaje wewnątrz, i będzie przytłaczać aż do końca.