Dziewięć żywotów angielskiego kota

„Dziewięć żywotów kota” (1960). Autor dziełka – Charles H. Bennet (1828-1867), ilustrator i autor z epoki wiktoriańskiej. Tak m.in. wyglądała wiktoriańska ilustracja dla dzieci.

Stara przyżółkła książeczka obrazkowa, ułożona pod właściwym kątem na półce. Więcej niż ksiażka. Książka z duszą i sercem, niosąca woń czasu… Jej reprint był wydany jakiś czas temu. Może mniej antyczny niż oryginał, ale zawsze.

„The Nine Lives of a Cat – a Tale of Wonder”, by Charles Bennett; 1860; Griffith and Farran, London.
Rymowanka w języku angielskim. Kolejne strony do obejrzenia w galerii – po kliknięciu na pierwszy obrazek.

Szczęśliwej jesieni

kolorowe-lisciePrzygotowując nowe wpisy, życzę szczęśliwej jesieni.

„Cicho płynął wrzesień. Łagodny nastrój, sprzyjający dobrym uczuciom, miękka cisza, a nad tym wszystkim rozpięty przezroczysty namiot błękitu. Spokojnie świeciło słońce. Gdzieś od dołu, gdzie rzeka – wijąc się – przedzierała się przez zarośla, wionęło niebieskawym chłodem.”

„A za oknem był wrzesień, miesiąc radości dla ludzi, miesiąc aromatycznych jabłek i pachnących listowiem jesiennych sadów.”

„Słońce przygrzewało, jakby w nim była jeszcze jakaś nadzieja. rozsiewając wokół łagodną melancholię. Po jesiennemu kudliło się listowie niedużego, zielonego jeszcze parku.”

fragmenty opowiadania „Wrzesień” Wałerija Szewczuka (ur. 1939), tłumaczyła Zofia Głowiakowa, ze zbioru „29 opowiadań radzieckich”, Iskry, Warszawa 1967

Poniżej ilustracje Edith Holden (1871-1920). „Wrzesień”, „Październik, „Listopad”.

september october november

Mikroby i ludzie

bakterie

„Nie mają nawet porządnych wnętrzności.
Nie wiedzą, co to płeć, dzieciństwo, starość.
Może nawet nie wiedzą czy są – czy ich nie ma.
A jednak decydują o naszym życiu i śmierci.”

– fragment wiersza „Mikrokosmos” Wisławy Szymborskiej

Wegetujące bezrefleksyjnie mikroby niczym pazerni i głupi politycy. Obie grupy, w niesprzyjających okolicznościach, potrafią zatruć nam życie. I jakże ważne w tym naszym życiu jest posiadanie porządnych wnętrzności czy głębokiego wnętrza.

Poniżej cały wiersz czytany przez poetkę i odpowiedna ilustracja filmowa. Jeszcze niżej – cały wiersz.

Wisława Szymborska – „Mikrokosmos” (wyd. 2009)

Kiedy zaczęto patrzeć przez mikroskop,
powiało grozą i do dzisiaj wieje.
Życie było dotychczas wystarczająco szalone
w swoich rozmiarach i kształtach.
Wytwarzało więc także istoty maleńkie,
jakieś muszki, robaczki,
ale przynajmniej gołym ludzkim okiem
dające się zobaczyć.

A tu nagle, pod szkiełkiem,
inne aż do przesady
i tak już znikome,
że to co sobą zajmują w przestrzeni,
tylko przez litość można nazwać miejscem.

Szkiełko ich nawet wcale nie uciska,
bez przeszkód dwoją się pod nim i troją
na pełnym luzie i na chybił trafił.

Powiedzieć, że ich dużo – to mało powiedzieć.
Im silniejszy mikroskop,
tym pilniej i dokładniej wielokrotne.

Nie mają nawet porządnych wnętrzności.
Nie wiedzą, co to płeć, dzieciństwo, starość.
Może nawet nie wiedzą czy są – czy ich nie ma.
A jednak decydują o naszym życiu i śmierci.

Niektóre zastygają w chwilowym bezruchu,
choć nie wiadomo, czym dla nich jest chwila.
Skoro są takie drobne,
to może i trwanie
jest dla nich odpowiednio rozdrobnione.

Pyłek znoszony wiatrem to przy nich meteor
z głębokiego kosmosu,
a odcisk palca – rozległy labirynt,
gdzie mogą się gromadzić
na swoje głuche parady,
swoje ślepe iliady i upaniszady.

Od dawna chciałam już o nich napisać,
ale to trudny temat,
wciąż odkładany na potem
i chyba godny lepszego poety,
jeszcze bardziej ode mnie zdumionego światem.
Ale czas nagli. Piszę.

„Słownik komunałów” Gustawa Flauberta

Wydaje się, że naprawdę dobra literatura musi zawierać w sobie nowatorską opowieść psychologiczno-obyczajową oraz warstwę niezałszowanych, ponadczowych refleksji natury ogólnoludzkiej – najlepiej gdy mamy ją również w formie aforyzmów wplecionych w dzieło. Niewiele jest takich powieści, ale jeśli już powstawały mówiło się, że są epokowe. Czasami dopiero po latach owa epokowość zostawała odkrywana. Bliska tego ideału literackiego jest jedna z moich najbardziej ulubionych powieści – „Pani Bovary” (1857) Gustawa Flauberta.

Flaubert napisał też m.in. „Dziennik komunałów” (wyd. 1911; z notatek zebranych w latach 1870-80), z podtytułem „Rejestr myśli wytwornych”, jednak tu zamiast ponadczasowych refleksji ogólnoludzkich znajdujemy „prześmiewczy i ironiczny zbiór obiegowych powiedzeń na różnorodne okazje” (cytat z okładki książki wydanej w Wydawnictwie „Fundacja Brulionu”, 1992-1993). Aby w pełni zrozumieć niektóre z nich trzeba dobrze znać historię i realia Francji tamtych czasów, a cześć jest zrozumiała bez takiego przygotowania. Wybrałam tu kilka „komunałów” z fragmentów znalezionych w sieci, cała książka liczy 147 stron. Niektóre aktualne nawet dziś. Pewne stereotypy i zjawiska codzienności pozostają niezmienne.

„Wszystko, co należy mówić w towarzystwie, aby być człowiekiem przyzwoitym i sympatycznym”. (cyt. Flaubert)

Alabaster – Służy do przedstawiania najpiękniejszych części ciała kobiecego.
Alkoholizm – Źródło wszystkich bolączek współczesnych.
Anatema Watykanu – Wyśmiewać.
Angielki – Dziwić się, że mają ładne dzieci.
Apatia– Ogarnia w krajach gorących.
Ateista – Naród złożony z ateistów nie mógłby się ostać.
Balony – Skończy się na tym, że przy ich pomocy polecą na Księżyc.
Biblia – Najstarsza książka świata.
Bielizna – Zawsze niedobrze pokazywać za wiele (za mało).
Błąd – To więcej niż zbrodnia, to błąd (Talleyrand). Nie dostaniecie już do nich okazji (Thiers). Obie te frazy wymawiać z uczuciem.
Ból – Zawsze dobroczynny w skutkach.
Budżet – Wiecznie niezrównoważony.
Charakter pisma – Nieczytelny: świadectwo uczoności, dowodem recepty lekarskie.
Choroba morska – By na nią nie cierpieć, dość myśleć o czym innym.
Ciało – Wiedząc, jak zbudowane jest nasze ciało, nie ośmielilibyśmy się uczynić żadnego ruchu.
Cenzura – Co tu gadać, pożyteczna!
Dagerotyp – Zastąpi malarstwo.
Deputowany – Być nim – szczyt chwały. Miotać gromy przeciw Izbie Deputowanych. Zbyt wielu jest w Izbie gadułów. Nic nie robią.
Descartes – Cogito ergo sum.
Diamenty – Skończy się na tym, że będą je fabrykować. I pomyśleć, że to nic innego, jak węgiel! Gdybyśmy tak znaleźli diament w postaci naturalnej – nie schylilibyśmy się nawet!
Drogi żelazne – Zachwycać się ich wynalezieniem i mówić: Ja, drogi panie, byłem dziś rano we własnej osobie w X, wszystko tam załatwiłem, wsiadłem w pociąg i wróciłem na dziesiątą.
Druk – Cudowny wynalazek. Przyczynił więcej zła, niż pożytku.
Dworce – Zachwycać się, wskazując jako na wzór architektury.
Dyletant – Zamożny jegomość z abonamentem do Opery.
Dzieci – Przy gościach przejawiać liryczną czułość.
Dziobaty – Wszystkie kobiety dziobate – chutliwe.
Eklektyzm – Potępiać jako filozofię niemoralną.
Ogier – Przy pannach mówić: ogromny koń lub podobnie.
Oryginalność – Ośmieszać wszystko, co oryginalne, nienawidzić, wyszydzać i tępić jak się da.
Optymista – Tyleż, co imbecyl.
Powieści – Demoralizują masy. Są powieści, pisane szpicem skalpela i są takie, co ważą się na czubku igły.
Poeta – Elegancki synonim marzyciela i wałkonia.
Poezja – Niepotrzebna, wyszła z mody.
Rtęć – Zabija chorobę wraz z chorym.
Ropucha – Mylić z żabą. Wydziela jad niezwykłej siły. Żyje wśród kamieni.
Tytoń – Przyczyna wszystkich chorób mózgu i mlecza pacierzowego.
Żaba – Samica ropuchy.

Autor: Gustaw Flaubert, tłumaczył z francuskiego Jerzy Gondowicz.
Większy wybór komunałów >>
„Słownik komunałów” w języku angielskim >>

Słownik komunałów

Jedna z francuskich okładek „Słownika komunałów” / źródło

Pani Bovary

Okładka jednego z dawnych francuskich wydań „Pani Bovary”

O czytaniu

Zaczytana w lesie. Wymyślona przez las.
Książkowy sen lasu.

Czasem nie trzeba być Salvadorem Dali, by stworzyć drugą „Płonącą żyrafę” czy coś porównywalnie oryginalnego…. No może nie do końca. Autorką ilustracji pod tekstem jest Anne Laval.

A co do samego czytania, bywa bardziej potrzebne niż może się dziś wydawać. Filmy i słuchowiska są potrzebne. Spełniają swoją niebagatelną artystyczną i psychologiczną rolę. Albo też dają możliwość zaoszczędzenia czasu, gdy oglądamy adaptacje głośnych książek których z różnych przyczyn nie czytaliśmy. Podobnie z audiobookami.

Jednak tylko lektura pozwala nam zachować własne tempo tworzenia obrazu „czytanego” świata i własne tempo refleksji. Na pewno niejednokrotnie zatrzymujemy się miedzy słowami, zdaniami, akapitami, stronami (tu ukłon w stronę książki papierowej). Bywa że czytamy ten sam fragment po kilka razy. Nawiązujemy więź z książką.

Nasz mózg pracuje wtedy w specyficzny sposób, może uzyskujemy też jakiś rodzaj odprężenia. Odrywamy się od stanu zwykłego czuwania, od bycia w realności. Oczywiście można się od tego uzależnić, jak od wielu innych rzeczy. Tak zostajemy molami książkowymi.

anne laval - kobieta czyta w lesie

Anne Laval / źródło

Zwierzęta Wilkonia

Oczywiście jest tych zwierząt więcej niż tu… Znany mi od dziecka Józef Wilkoń (ur. 1930), artysta dla dorosłych i ilustrator książek dla dzieci.

Józef Wilkoń o zwierzętach:

„Wypowiadanie się przez zwierzęta jest moją obsesją. Mam nadzieję, że czemuś to służy, że coś mogę w ten sposób wyrazić, powiedzieć o ludziach, używając zwierzęcia jako metafory. Najpierw trzeba poznać zwierzęta. Zapamiętać jak wyglądają, jak zachowują się w ruchu. A później należy nauczyć się je namalować w różnych pozach, o różnej porze dnia i nocy.
Jeżeli artysta chce namalować zwierzęta rzetelnie, musi pokazać, jak wyrażają emocje: radość, smutek, myślenie, zadumę. Gdy artysta jest zdolny, potrafi nawet oddać zapach i smak owoców, które one zjadają.”
/źródło cytatu i obrazki/

Mam wrażenie, że teraz już wszyscy wypowiadają się przez zwierzęta. W malarstwie i grafice. Zastąpiły one dawne krajobrazy, portrety ludzi czy martwe natury, tworzenie których jest teraz znacznie mniej potrzebne. Poza tym, człowiek odnalazł się w zwierzęciu, a zwierzę zostało zhumanizowane.

kotek1

kotek8

wilkon_jozef6

Źródło ilustracji i więcej obrazków >>

wilkoń - koty

Józef Wilkoń – „Rosalind das Katzenkind” (Piotr Wilkoń) / źródło

Chronopolis, czyli miasto czasu

Czas, zagadkowe zjawisko. Obsesja wielu twórców. Przedmiot analiz, poetyckich rozważań i filmów (np. „Ślepy tor” Ryszarda Bera). Także filmów animowanych. Twórca poniższej animacji, Piotr Kamler, stwierdził że tworzenie jakiejkolwiek animacji to tworzenie czasu.

„Istotą animacji, babrania się w tej materii, jest tworzenie czasu” (Kino 10/91).
/źródło/

52-minutowawa animacja „Chronopolis”, symfonia ruchomych kształtów i struktur. Film powstawał 5 lat,  od 1977 do 1982 roku (wersja 65-minutowa), a obecna skrócona wersja wyszła w roku 1988 (52 minuty). Powstała we Francji, gdzie Piotr Kamler przez wiele długich lat studiował i tworzył.

Czasem mówi się, że coś przekracza wyobraźnię; ten film naprawdę przekracza. Nie tylko wyobraźnię… również pamięć, percepcję i deskrypcję (mam na myśli możliwość opisu). Chociaż można próbować opisywać go na rozmaite sposoby i przywoływac skojarzenia z innymi dziełami. Widziałam „Chronopolis” dawno temu w telewizji, zapomniałam o nim zupełnie. Teraz bardzo mnie zaskoczył, jakby oglądany po raz pierwszy. Ktoś nazwał dzieło psychodelicznym, to trafne określenie. Muzykę do filmu stworzył francuski kompozytor Luc Ferrari i ta muzyka nie jest tylko tłem, ona współtworzy dzieło.

Inna, bardzo krótka, animacja, „Dziura” z 1968 roku

Sielski klimat

Sielski klimat.
Edgar Hunt (1870-1955, Wielka Brytania.

osioł i kurczaki

Edgar Hunt (1870-1955) – „Osioł i Kurczaki” (1921)

am_248977_5307429_562531

(1926)

am_248977_5307459_948304

(1933)

Więcej reprodukcji tu: http://antique-passion.blogspot.com/2012/01/un-dia-de-campoy-algo-mas.html
Oraz tu: http://www.classicartpaintings.com/Painters-E/Edgar+Hunt+_1870-1955_/