Po pierwsze – manipuluj

Co jakiś czas prasa zaskakuje kolejnym pseudo-odkryciem, fałszywym twierdzeniem czy nie do końca udowodnioną teorią.

Ostatnio pewna pani doktor zgodziła się dziennikarką „Gazety Wyborczej” i przyznała, że „ludzie są coraz bardziej biseksualni”. Jestem tak samo biseksualna, jak 10 czy 20 lat temu, czyli wcale. Tytuł wywiadu, „Wszystkie jesteśmy trochę homo”, bardzo zwodniczy i manipulacyjny. Od lat wiadomo, że prawie każdy ma w sobie pewną ilość pierwiastka homoseksualnego, ale nie oznacza to od razu, że pragnie, czy zamierza, realizować się w swoim szczątkowym homoseksualizmie.

Jeśli głupia, sekciarsko-queerowa, propaganda biseksualizmu i „międzypłciowości”, mająca być może na celu ograniczenie liczby ludności, będzie przybierać na sile, przyznam rację autorom projektu ustawy, która ma przeciwdziałać tego rodzaju edukacji.

A tak w ogóle, nie tylko wszystkie, ale wszyscy jesteśmy homo, i nie trochę a bardzo. A kto bardziej, tym lepiej, bo homo znaczy człowiek. Natomiast odczłowieczaniem i poniżaniem ludzi jest sugerowanie im, w jakiego rodzaju relacje erotyczne powinni wchodzić, i jak powinni eksperymentować ze swoim ciałem i duszą. Że powinni popróbować trochę z mężczyzną, trochę z kobietą, trochę ze zwierzątkiem, i tak dalej.

new world order

New World Order

Szpieg

Zagrał o prawdziwsze życie.
W trudno dostępnej grze
Z prostymi regułami.
Aby wygrać,
Zdradził siebie, swój kraj,
Swoich mocodawców.
Postawił wszystko na jedną
Szarą kartę.
Niewidoczny w nocy zła,
Wszechmocny wobec ciemności.
Był panem własnego lęku.
Lata spędzone w chłodzie
Osłabiły jego czujność.
Gdy zza żelaznej kurtyny
Powiał mroźny wiatr,
Nie schronił się.
Nie zdążył już rozesłać
Prezentów gwiazdkowych.

"Noc nad Dniestrem" - Archip Iwanowicz Kuindżi

Obcy

Wydaje im się, że myślą,
Tymczasem tylko
Uczą się generować zdania.
Wynalazcy nowych
Powiązań międzywyrazowych
Pozbawionych sensu.
Odkrywcy tego,
Co dawno odkryte.
Tak dawno,
Że nikt już o tym nie mówi.
Patrzący a nie widzący.
Słuchający a nie słyszący.
Czytający a nie rozumiejący.
Intelektualni parweniusze
W drodze ku
Emocjonalnemu śmietnikowi.

książki

W mroku

Kogo żałować w ciepłe,
Ciche wieczory?
Ludzi
Ze skrzyżowania.
Z rozdroża
Historii i socjologii.
Niczemu nie winnych.
Ofiar
Burz dziejowych.
Zawirowań historii.
Bitew i wojen.
Zamachów i puczów.
Przewrotów i rewolucji.
Transformacji i ewolucji.
Przyśpieszeń i zwolnień.

Ich nieświadome poświęcenie.
Ich nieunikniony przydział bólu.
Dla mojego względnego spokoju.

ogień w kominku, płonące polana
źródło

Polskie Depeche Mode

Jeśli chodzi o piosenkę z ostatniego wpisu, jest genialna pod względem melodii, rytmu, aranżacji, itd. Natomiast tekst jest cokolwiek grafomański, niemniej lepszy niż wiele innych tekstów polskich piosenek.

Zupełnie mnie zaskoczył „hormonalny sakrament” jako metafora seksu między kobietą a mężczyzną. Nigdy nie słyszałam czegoś bardziej obrazoburczego i jednocześnie tak wpływającego na wyobraźnię. Facet piszący teksty dla grupy ma niezwykłe pomysły, ale to co oryginalne nie zawsze jest artystyczne, i tu niestety jest to trochę kiczowate.W czarnej asyście koronek” to chyba najbardziej grafomański fragment utworu. A najlepszy jest refren: „Obiecała, że zabierze go do nieba, że odkryje mu niezbadany ląd…”. Ograne, banalne motywy wyznań miłosnych w kontekście zimnego, elektronicznego rocka. To mi się zawsze podobało, od dzieciństwa. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Cały tekst piosenki „Pokój na jedną noc” w wykonaniu The Cuts

Depeche Mode „Route 66″

Piosenka o miłości

Ze wszystkich opolskich premier spodobała mi się tylko ta piosenka… A manipulując trochę powiem: jakie czasy, taka piosenka o miłości.

The Cuts „Pokój na jedną noc”

Nie interesuję się współczesnym polskim rockiem, nie wiem jakie kręgi to wyprodukowały. A konkurs „Premiery” wygrał Maleńczuk.

Czerwiec

Krótkie noce. Mgliste, niepokojące przedświty, jak z obrazu Wyspiańskiego. Wtedy nawet własne otoczenie wydaje się obce i straszne. Za mało zdrowego snu w ciemnościach nocy. Może dlatego nie lubię czerwca. W tym roku jeszcze leje, błyska, i strzela piorunami.

"Chochoły" - Wyspiański

Stanisław Wyspiański - "Chochoły"

Fahrenheit 451

Chwilowo nie piszę. Mam tu najazd trolli. Wyskakują jak diabły z kotła, a ja ich co jakiś czas podduszam przykrywką. Przyciskam przykrywkę na wielkim troll-garze, na pisanie nie mam czasu i sił. Mogę sobie ewentualnie trochę porozważać nad fenomenem głupka sieciowego.

Przy okazji muszę wyznać, że całkiem mocno obawiam się antyteistycznej ideologii. Uświadomiłam to sobie kilka dni temu, gdy telewizja przypomniała „Fahrenheit 451″ w reżyserii Francoisa Truffaut, według powieści Raya Bradbury’ego. Świat bez książek. Antyutopia z niewidocznym „wielkim kontrolerem” gdzieś w tle. Czytanie i posiadanie książek zakazane. Zarekwirowane książki systematycznie palone przez specjalne oddziały.

Pewne osoby już dziś nieomal zakazują wiary w Boga. Zwłaszcza te zauroczone geniuszem antyteisty Dawkinsa. W UK rozwieszano niedawno plakaty z napisem: „Boga prawdopodobnie nie ma”, i tak dalej. Już czuję oddech Wielkiego Brata, wroga wszelkiej religijności i duchowości. I aby nie było nieporozumień, antyteistów nie akceptuję w równym stopniu, co papizmu i wszelkich innych form niezrównoważenia mentalnego.

Fahrenheit 451, reż. F. Truffaut, brygada strażacka

Fahrenheit 451, reż. Francois Truffaut / źródło

4 czerwca 1989

Widzę, że ludzie wspominają dzień 4 czerwca 1989 roku. Kolejny modny temat. Jakoś nie chce mi się przypominać tamtego czerwcowego „odzyskania wolności”, ale całkiem wyraźnie pamiętam studenckie strajki na Uniwersytecie z wiosny 1988 roku (Strajk Majowy). Brałam w nich udział, jeśli można to tak szumnie nazwać, czyli nie było zajęć. Między studentami, snującymi się po korytarzach i salach wykładowych, snuli się kapusie. Pamiętam jakieś ważne czy znane persony, które przyjechały wtedy na uczelnię „z odczytem” i słowem otuchy. W tamte dni zapisałam się do NZS-u. Jeden z przywódców tego strajku, na którego często trafiałam, jest teraz prezydentem jednego z dużych miast. Jakim? Jak to w Polsce.

Strajk Studencki  na UG - ściana budynku

Strajk Studencki na Uniwersytecie Gdańskim

źródło fotografii

Bomba chemiczna

Zatrułam się dziś środkiem do czyszczenia fug, a przecież go nie piłam. Duszę się i mdli mnie od zapachu jednego z szamponów do włosów. Jakiś czas temu kupiłam chińskie tekstylium śmierdzące palącym się plastikiem czy czymś podobnym. Silnie uczulające. Nie jestem z Marsa. Pewnie wiele osób reaguje w posobny sposób na te produkty. W sprzedaży są setki szkodliwych rzeczy. To jeszcze inny aspekt cywilizacji śmierci. Czy ktoś kontroluje chemikalia, i w ogóle towary, jakie wciska się ludziom?

A może dobrze, że mnie to wszystko „odrzuca”; mój organizm broni się, jak może przed całą tą chemią. Niemniej uświadamia mi to,  jak bardzo zatruty jest  świat, w którym żyję. Dlatego bardzo mnie dziwią głupie akcje skierowane przeciw lekom ziołowym, homeopatycznym i naturalnym, bo leki te są mało toksyczne, a brak ich skuteczności nie jest naukowo dowiedziony, zaś skuteczność leków syntetycznych jest często kwestionowana, nie mówiąc już o ich strasznych skutkach ubocznych.

Kampanie przeciw tzw. niekonwencjonalnym metodom leczenia, które obserwuję ostatnio na kilku blogach, przeprowadzane są przez ludzi uzurpujących sobie prawo do Wszechwiedzy i do wydawania arbitralnych sądów w sprawie tego, co jest skuteczne a co nie, i czym się ludzie powinni leczyć a co wyrzucić do kosza. Osobom tym wypadałoby przypomnieć Sokratesowskie „Wiem, że nic nie wiem”. Może skłoni ich do pokory.

homeopatia, buteleczki z lekami