Opowiedz mi o swoich oczach

Fragment opowiadania o miłości mężczyzny, który stracił wzrok:

Zaczęła mówić o pogodzie, lękała się bowiem, żeby jej znów nie poprosił, by opowiadała o sobie. Nie miała do tego najmniejszych zdolności. Przyjemność sprawiało jej, kiedy o niej opowiadał, uśmiechała się wtedy ironicznie, ale słuchała z zadowoleniem… I jeszcze gdzieś głęboko nurtował ją lęk, którego istnienie kobieta usiłowała zataić sama przed sobą… Czekała na chwilę, w której on zapyta, dokąd to odeszła od niego na całe dwa długie lata… Ależ nie, on nie mógł pozwolić sobie na takie pytanie, nigdy nie poniżył się do tego, by się wywiadywać, jak tam nazywał ją ktoś inny, jakimi słowami mówił o jej oczach, ustach, plamkach. Były to całkiem inne słowa, może nie takie piękne jak jego, ale tamten drugi też mówił o oczach, o plamkach, bo w końcu wszyscy mężczyźni są banalni i lubią się powtarzać. Ogarnęła ją jakaś litość nad jego uczuciem, aż musiała sobie powiedzieć: „Skąd ta litość, przecież nie o to chodziło…”

(„Opowiedz mi o swoich niebieskich oczach”, Jewhen Hucało, tłum. Jerzy Litwiniuk)

Litość nie jest dobrym początkiem miłości. Zwykle to się źle kończy, głównie dla osoby litującej się. Niemniej, wiele kobiet nie umie kochać inaczej jak tylko poprzez litość. Ale któremu mężczyźnie nie przeszkadzałby fakt, że ktoś jest z nim z litości? W tym opowiadaniu było inaczej, litość przyszła później.

Kobieta w oknie - Isabelle Adjani

Odszedł

Ktoś przyszedł o szóstej rano i powiedział o wypadku. Nie mówił o niczym konkretnym. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy z sytuacji. Dopiero po chwili z tonu głosu i z braku słowa „żyje” wywnioskowałam, że stało się coś złego. Potem, gdy przez dłuższy czas zostałam w domu sama, mogłam się jeszcze łudzić.

W połowie lat dziewięćdziesiątych straciłam jedynego brata. Nie mam innego rodzeństwa. Więź miedzy bratem a siostrą jest jedyna w swoim rodzaju i żadne inne relacje jej nie zastąpią. A zupełna utrata rodzeństwa wprowadza w stan trudnego do opisania osierocenia.

zima

Milczenie morza

Umarł. Właściwie zginął tragicznie. Nagle. W nocy z niedzieli na poniedziałek, w długi weekend, kilkanaście lat temu. W dzień przed śmiercią, na plaży, powiedział, że gdy wychodzi daleko w morze, czuje lęk przed śmiercią. Niczemu nie udało się zapobiec, nie przywiązywało się wtedy wagi do dziwnych słów.

morze

Solitude

What happened?
Nothing happened.
Nothing ever happens
Since you’ve been gone.

The meaninglessness of my life
Has never been so deep.
Days so dark and tiring,
Nights so endlessly long.
Without you.

Kot

Czarny ojciec, czarna matka,
Czarne myśli mam od dziadka,
A ja jestem czarny pysk.
Zmykaj stąd, bo będzie pisk.

***
Wierszyk inspirowany utworem „Lis” Jana Brzechwy

czarny-kot_w_pudelku
źródło Lolcats and funny pictures
„To jest najbardziej niebezpieczne pudełko. Wszech czasów.”

Kochanowski ma rację

»Po ogłoszeniu wyroku sądu, zgodnie z którym kobieta za nazwanie swojego sąsiada „pedałem” musi zapłacić 15 tys. zł zadośćuczynienia, pojawiły się głosy, że to terror poprawności politycznej. W uzasadnieniu wyroku szczeciński sąd przywołał rezolucję Parlamentu Europejskiego ze stycznia 2006 r., która podaje definicję homofobii jako „nieuzasadniony lęk i niechęć wobec osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualnych, oparty na takich uprzedzeniach, jak rasizm, ksenofobia, antysemityzm i seksizm”. Działacze praw człowieka ocenili wyrok jako bardzo dobry.«

»Rzecznikowi praw obywatelskich nie podoba się przede wszystkim sama definicja homofobii. – To fałszywa definicja, bo co to znaczy „nieuzasadniony lęk”? Kto ma decydować o tym, czy lęk jest czy nie jest uzasadniony? Weźmy znanego podróżnika Wojciecha Cejrowskiego. Ma przecież prawo być homofobem. Nie ma obowiązku być homofilem. Jeśli nakazujemy, za pośrednictwem sądu, nawet nie wprost, bycie homofilem, to przekreślamy znaczenie słowa tolerancja. Nie wolno mylić tolerancji z obowiązkiem akceptacji- mówi.«

Fragmenty artykułu „Każdy ma prawo być homofobem?” z gazeta.pl

Istotą lęku neurotycznego jest jego irracjonalność, a więc definicja homofobii jest idiotyczna. Ktoś się boi i nie jest temu winien. A ma być jeszcze karany za ten lęk, czyli za homofobię. Można go co najwyżej leczyć. Jednak kobieta dostała surową karę finansową. Kolejny absurd oderwanej od życia poprawności politycznej. Tylko krok do nazizmu.

***
Nazizm ma coś wspólnego z ateizmem. Największych mordów w XX. wieku dokonali ateiści. Piszę to jako agnostyczka.

ateizm-krytyka=obrazek

ateizm krytyka/ źródło: conservapedia

Swing z JPII

… przylatują także pary i singielki z Polski. – Mamy stu aktywnych członków z waszego kraju. Ze świata finansów, mediów, reklamy i mody – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” właścicielka klubu. – Polacy eksperymentują seksualnie w całej Europie. Jesteśmy atrakcyjnymi partnerami seksualnymi, bo kojarzy się nas z ojczyzną Jana Pawła II i ortodoksyjnym katolicyzmem. Udział Polaka lub Polki w swingu daje uczestnikom bardzo podniecające uczucie łamania tabu religijnego – mówi „Newsweekowi” znany seksuolog profesor Zbigniew Izdebski.

Fragment artykułu Marka Rybarczyka „Orgie wyższych sfer” z Newsweeka

Gdyby głupota miała skrzydła, pan seksuolog unosiłby się jak gołębica. Ta wypowiedź przebiła „objazdowe sado-maso” Jerzego Urbana.

swing

Full Metal Jacket

Miałam obejrzeć i przypomnieć sobie „Full Metal Jacket” Kubricka. Za późno włączyłam telewizor. Ale za to przypomniałam sobie wielki przebój The Rolling Stones, „Paint It Black”, który brzmiał w napisach końcowych filmu.

Po filmie, w jakimś powtórkowym programie, Wojewódzki krzyczał do Pazury, że my Polacy nie mamy twarzy, tylko gęby, czy nawet „ryje”. I że już mistrz Gombrowicz tak twierdził. Gombro miał swoje szajby i metafory, a Wojewódzki jest mdły i niesmaczny. I to ciągłe podpytywanie zaproszonych do programu facetów, czy mieli epizod homoseksualny w swoim życiu. A nuż się przyznają.

The Rolling Stones – „Paint It Black” (1966)

Z pożółkłej kartki

Czemu cierpieć?

— Nie chcę, abyś był inny niż jesteś…
— Lecz jeśli mam być sobą, nie zrobię tego, czego ode mnie żądasz… Zrobiłbym to pod przymusem, nie byłym sobą; to nie jest mój gest.
Spojrzeli na siebie i z jakiegoś powodu uśmiechnęli się.
— Istotnie, nie wiem, co chcę zrobić. Wiesz, życie wcale nie jest takie proste…
A muzyka grała dalej, kojąc i uspokajając. Wszystko będzie dobrze, mówi muzyka. Życie jest tak łatwe, tak łatwe… Czemu cierpieć?
Taka sama muzyka gra w cyrku, gdy słonie wchodzą, aby napić się z butelek. Wtedy wbiegają klowni, zabierają butelki i sami je opróżniają.

(fragment „Dziennika” Katherine Mansfield (1888-1923), tłum. Teresa Tatarkiewiczowa)

***
Czytałam to po raz pierwszy 20 lat temu. Dziwnie smutny fragment. Odbieram go tak samo, jak kiedyś.

koty i książki